Podręcznikowy chaos utrudnia start szkół po reformie

Groch z kapustą – to właśnie będą miały w głowach “ofiary Zalewskiej”. Przykre zwłaszcza, że tymi ofiarami są nasze dzieci czy wnuki. Wraz z Czytelnikami tropimy efekty reformy oświatowej.

Podręcznikowy chaos efekty reformy oświatyDorota Łoboda z ruchu „Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji” pokazuje podręcznik do geografii młodszej córki i cytuje: “Pozytywne i negatywne skutki wywołuje również napływ cudzoziemców do Polski. Na przykład imigranci z Ukrainy wypełniają luki na rynku pracy. Z drugiej strony osiedlanie się ludności o innej religii i kulturze może w przyszłości doprowadzić do napięć obserwowanych obecnie w wielu krajach Europy”.

I dodaje, że w szkole jej dziecka są cudzoziemcy i cudzoziemki. – Nie wiem skąd napłynęli i czy ich rodzice “wypełniają luki na polskim rynku pracy”. Wiem za to na pewno, że nie chcę, aby szkoła przekazywała takie treści mojej córce. Mam nadzieję, że to, co wyniosła z domu uodporniło ją na tyle, że nigdy nie uzna, iż obecność czeczeńskiej dziewczynki doprowadzi w przyszłości do napięć. Dyskryminacja jest problemem w polskich szkołach, a taki przekaz, przy jednoczesnym wycofaniu edukacji antydyskryminacyjnej, tylko ten problem pogłębi.

Podręcznikowy chaos efekty reformy oświatyEliza, która także ma dziecko w szkole na warszawskiej Ochocie, gdzie mieszka mnóstwo Wietnamczyków, mówi, że to pranie mózgów. – Wypadałoby czytać te podręczniki i pisać dzieciom uwagi na marginesach albo zebrać rodziców i zorganizować tajne komplety. Kiedy ja byłam w podstawówce, to rodzice w domu tłumaczyli mi historię Polski „po swojemu”.

Według minister Zalewskiej podręczniki miały być dostosowane do nowej podstawy programowej i struktury szkół. A jak jest? Pani Kasia, nauczycielka z Małopolski, sprawdziła na pierwszej lekcji, czy dzieci omawiały oświecenie, rewolucję francuską i amerykańską. – Połowa tego nie przerabiała, a ja mam w nowym programie rozpocząć od Kongresu Wiedeńskiego – tłumaczy. – Ale muszę zacząć od oświecenia. A czasu nie ma, jeśli mamy dojść do 1939… Jej koleżanka z pokoju nauczycielskiego, też historyczka, od razu zaczęła od oświecenia i nie przejmuje się, czy zdąży do wybuchu II wojny światowej. – Trudno, takie mamy programy i nic na to nie poradzę. Tak było w starym i tak jest w nowym – mówi.

W pomorskim podręczników nie ma. Będą za 2 tygodnie. – Dzieci dostały w czwartek 5 sztuk ćwiczeń na całą klasę – informuje pani Ania. Ala z siedleckiej szkoły dodaje, że jej uczniowie podręczniki do polskiego dostaną w październiku.

Podręcznikowy chaos efekty reformy oświaty
Podręcznik do geografii dla klasy siódmej.

Znów wraca problem, że po starszym rodzeństwie nie można używać podręczników. One niby są nowe, ale od starych różnią się tylko okładką. Ale nauczyciele każą kupować nowe. Pani Beata oglądała podręczniki do historii dla 7 klasy. – Jedną czwartą książki zajmują dokładnie te same tematy co w klasie 6 – identyczne zdjęcia, taki sam tekst, ale młodsza córka nie będzie mogła używać tej samej książki po starszej siostrze.

Pan Jan, nauczyciel z Elbląga, narzeka: – Wczoraj moi siódmoklasiści dostali podręczniki. Szczególnie durny jest ten do informatyki wydawnictwa Nowa Era. Poziom klasy 3-4 SP. – Młodzież miała niezłą „bekę” czytając, co to jest „kliknięcie” albo „pasek zaklęcia”. Za te darmowe płacimy my wszyscy – podsumowuje.

Jego koleżanka z Wrocławia uczy muzyki w klasach 4-7. – Najnowszy podręcznik do 4 klasy wszedł zaledwie kilka lat temu – mówi pani Eliza z Wrocławia. – Ja przeglądałam niby inny, ale różnił się tylko okładką. Na pierwszych 30 stronach nie ma ani jednej istotnej zmiany, a te które są, to dosłownie kosmetyka lub lekka zmiana grafiki. Natomiast program muzyki w gimnazjum w porównaniu z klasą 7 to są w ogóle dwa totalnie inne programy. Ten gimnazjalny był trudniejszy (dużo historii muzyki), ale też bardziej dostosowany do potrzeb i zainteresowań pod względem czysto muzycznym (piosenki, poznawane utwory, niektóre tematy uzupełniające. I prawdę mówiąc, zupełnie nie wiem, po co ministerstwo wywaliło kupę naszych pieniędzy na drukowanie nowych podręczników, które od starych różnią się okładką. Nie rozumiem też, dlaczego uczniowie klas 7 są traktowani jak „dzieci”, podczas gdy 1 gimnazjum była już taka „dorosła”. A na dokładkę dodam, że nie ma podręczników do 6 klasy…

W podręczniku do klasy 7 czytamy „W Niemczech, we Francji czy Szwecji pojawiają się próby stosowania prawa z innych regionów, co czasem prowadzi do przemocy wobec ludności miejscowej.”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli chodzi o podręczniki do angielskiego jest podobnie. Nowa okładka, ale stara treść.

– Wczoraj moja córka przyniosła podręcznik do historii klasy 7 – pisze pan Adam. – Bałem się zajrzeć i słusznie. Przykład na groch z kapustą to ujęcie faszyzmu w Europie; nie jest traktowany całościowo, tylko omawiany a to tu, a to tam. Faszyzm niemiecki – parę rozdziałów wcześniej na dwóch kartkach streszczony, a włoski i hiszpański jakieś 6 rozdziałów dalej. Treści jak na lekarstwo, za to pięknych obrazków, karykatur, zdjęć i zdjątek jak w książeczkach dla dzieci w zerówce. Obozy koncentracyjne, to były, jak piszą autorzy, takie tam miejsca, gdzie przebywali skazani albo nie, byli zmuszani do pracy i umierali z przepracowania, niedożywienia i chorób. Pikuś taki obóz koncentracyjny.

A rodzice kupują te gnioty, choć miały być po części darmowe. Jak wygląda to w klasie siódmej w zielonogórskim? Pan Wojtek: – Syn przyszedł z informacją, że nauczyciel zakomunikował im: „Pieniędzy zabrakło, więc ćwiczeń nie dostaniecie, rodzice muszą dokupić”. Potem na zebraniu rodzice w drodze demokratycznego głosowania stosunkiem 20:1 przegłosowali złamanie postanowień ministerstwa. Ja natomiast prawa będę przestrzegać i książek nie kupię, niech ci inni rodzice się zrzucają.

I tak się będzie uczyć „przyszłość kraju”.

Leszek Żarnowiecki

 

Polub nas na Facebooku