Obyś nauczycielem nie został…

Ilu ich zwolniono z powodu deformy? Ilu musiało się „przebranżowić”? Ilu odeszło, bo zaproponowano im ćwierć lub 1/8 etatu albo dostali pracę w kilku oddalonych od siebie placówkach?

Nikt nie zna dokładnej liczby, ale głosy naszych Czytelników wskazują, że jest sporo takich osób. Z każdym zwolnionym nauczycielem tracimy pieniądze, które poszły na jego wykształcenie. Ale może ważniejsza jest wściekłość dyrektora, który musiał go zwolnić, a często smutek młodzieży, która przyzwyczaiła się do swojej wychowawczyni czy wuefisty?

Sekretarka szkolna, Joanna, która niejedną reformę już widziała, przypomina, że nauczyciele wielu przedmiotów przekwalifikowali się już wcześniej: w czasie tworzenia 6-letniej szkoły podstawowej tracili w niej pracę, a nie chcieli iść do gimnazjów. Pani Elżbieta, która przez wiele lat uczyła fizyki i „wychowała” kilku laureatów olimpiad i wiele roczników dzieci, mówi, że na „przebranżowienie” sił już nie ma. – Dyrektor nie był mi w stanie zaproponować nawet pół etatu, więc nie mogłam zostać w szkole – podsumowuje fizyczka. – A nie, jeszcze mogłam zostać „fizyczną” czyli sprzątać klasy, bo odeszła sprzątaczka – skorzystała z 500 + i wróciła do dzieci.

W czerwcu Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, zapowiadał, że prawie 9 tys. nauczycieli straci pracę, a ponad 21 tys. nie będzie miało całego etatu. Jednak we wrześniu na podstawie arkuszy organizacyjnych szkół ZNP oszacował, że pracę straciło ok. 10 tys. nauczycieli, a 22 tys. ograniczono etaty. W województwie mazowieckim odpowiednio – 2853 i 9051 osób, a na Górnym Śląsku – 248 i 588. W Poznaniu 735 osób w wyniku reformy definitywnie straciło możliwość pracy.

W Wodzisławiu było zagrożenie, że nie znajdzie się praca dla 4 nauczycieli, zwolniły się jednak etaty w innych placówkach (urlopy macierzyńskie, emerytura), więc dokonano przesunięć. Ale w gminach ościennych część nauczycieli straciło całe etaty. Niektórzy musieli zadowolić się „ćwiartką” (byli tacy „szczęśliwcy”, że nawet tego nie dostali), więc teraz uczą w kilku szkołach. A to przekłada się na jakość nauczania.

Czy są oferty pracy dla zwalnianych? Oligofrenopedagodzy, logopedzi, nauczyciele wychowania przedszkolnego, nauczania początkowego oraz przedmiotów zawodowych z pewnością coś znajdą. W najgorszej sytuacji są ci, którzy uczyli w gimnazjach, zwłaszcza przedmiotów przyrodniczych i języków obcych.

Kuratorium Oświaty w Katowicach informowało na swojej stronie, że szuka nauczycieli: wychowania przedszkolnego, (Katowice 6 godzin), niemieckiego (Jaworzno, 6 godzin), anglisty (Katowice, 1 godzina), Surdopedagogika (Tychy, 4 godziny). Tymczasem w Warszawie jest nawet praca dla geografów, niestety po kilka godzin w jednej szkole, więc samochód wskazany. Kuratorium zamieściło ogłoszenie, że szkoły szukały na 2 godziny w Popowie Kościelnym, 4 w Mysiadle albo na kilka godzin w centrum Warszawy.

Na portalu poznańskiego kuratorium znajdziemy informację, że jest praca dla polonisty w Brzeźnicy (5 godzin), i w Dąbrówce (20 godzin), w Poznaniu (18 godzin) i Zininie (24 godziny), ale nie ma pracy dla nauczyciela WOS (stan na koniec sierpnia, a potem portal nie był aktualizowany, podobnie jak inne portale kuratoryjne).

– Dzięki PiS pracuję teraz w trzech różnych szkołach, w żadnej z nich nie mam pełnego etatu – podsumowuje pan Wojtek, fizyk. – Do szkół muszę dojeżdżać, bo każda jest w innej miejscowości. Będę miał trzy razy więcej rad pedagogicznych, trzy razy więcej wywiadówek i niższe pobory niż miałem. Skończyłem matematykę i fizykę, matematyków jest więcej, więc uczę fizyki.

– Ja uczę w 5 placówkach w tym w jednej jest gimnazjum i liceum, czyli szkół mam aż 6 – śmieje się przez łzy, pani Ewelina. – Na przejazdy nieraz mam kwadrans, bo inaczej się nie dało ułożyć planu. W jeden dzień mam 4 szkoły w różnych miejscach miasta. W szkole, w której mam 2 godziny w jednej klasie muszę być 2 razy w tygodniu. W jeden dzień o dwóch różnych porach jestem w tej samej szkole. W pierwszym tygodniu zrobiłam 360 km po mieście. A przecież to wasze dzieci … Ilu z Was demonstrowało przeciwko deformie, ile nie posłało, kiedy był strajk w szkołach?

– Dziwicie się, że nie ma chętnych na oferty pracy, które zamieszcza kuratorium? – pyta retorycznie pani Magda, nauczyciel plastyki do czerwca, a obecnie pracująca w drukarni. – Wyobraźcie sobie, że pracujecie 5 dni w tygodniu w trzech-czterech miejscach. Po 4 godzinach, wsiadacie w samochód (jeśli macie) potem półgodzinna podróż i potem 2 godziny i pół godziny znów w samochodzie. Oto reforma!

Leszek Żarowiecki

Polub nas na Facebooku