Jurgiel sprzedał, Szyszko wyciął, Błaszczak nie zauważył

Reforma rolna kompromitacja PiS ustawa

Kompromitacja PiS – mieli przeszkodzić, a tymczasem pomagają w przejmowaniu polskiej ziemi przez obcokrajowców. Propaganda wyborcza to jedno, a życie to już inna historia.

Z matematyką trudno dyskutować. Janusz Piechociński z PSL w dobitny sposób podsumował na Twitterze realizację pomysłu ograniczenia sprzedaży polskiej ziemi obcokrajowcom. W roku 2015 obcokrajowcy nabyli w naszym kraju 420 hektarów ziemi, ale już rok później, czyli za rządów samozwańczych obrońców tejże ziemi, ponad 3000 hektarów. Wynika z tego, że samo zadęcie i krzyki nie pomagają. Trzeba do tego mieć jeszcze jakiś plan.

Wspomniana dynamika sprzedaży, która nie jest do zaakceptowania dla ludowców stała się przesłanką do wniosku o wotum nieufności dla ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela . Mirosław Maliszewski z PSL, grzmiąc w sejmie o realizacji jednej z podstawowych obietnic wyborczych PiS, dodał także, że ustawodawstwo, jakie otrzymaliśmy za obecnej kadencji parlamentu, mające na celu ochronę polskiej ziemi, przede wszystkim uderza w polskich rolników. Za sprawą utrudnień w obrocie ziemią rolnicy nie mogą korzystać w pełni z udzielanych przez banki linii kredytowych. Nie chodzi tu o to, że banki uwzięły się na nieszczęsnych rolników. Po prostu, jeśli rolnikowi powinie się noga i zakupiona z pomocą banku ziemia nie uratuje jego gospodarstwa, to wówczas bank nie może stać się jej właścicielem, ponieważ – co oczywiste – nie jest rolnikiem. Banków-rolników jeszcze u nas nie ma i pewnie w najbliższej przyszłości nie będzie.

Większe ryzyko dla banków oznacza droższe kredyty i bezsensowna spirala nakręca się sama. Dla rolników jest też obecnie niedostępna ziemia będąca pod zarządem państwowym, nie mogą jej kupić. Drugi pomysł na poprawę kondycji gospodarstwa rolniczego, jakim jest parcelowanie ziemi gorszych klas na działki budowlane, znów rozbija się o twardą rzeczywistość. W tym przypadku na drodze stają nieufni co do zamiarów rolników notariusze. Co prawda, ustawa o obrocie ziemią dopuszcza zamianę ziemi rolniczej na inwestycyjna, ale to notariuszom nie wystarcza i zazwyczaj nie chcą uczestniczyć w takim procederze. W wyniku błędnego koła w obrocie ziemią w ręce obcokrajowców w zeszłym roku przeszło trzysta gospodarstw, co – jak obliczył Maliszewski – stanowi równowartość trzydziestu wsi. Aby było weselej polscy rolnicy mają jeszcze na głowie bezskuteczne zmagania resortu rolnictwa z afrykańskim pomorem świń oraz nieuregulowane prawo w zakresie odszkodowań łowieckich.

To nie koniec kłopotów PiS-u z obrotem ziemią. Raport ministra Błaszczaka o realizacji w 2016 roku ustawy o nabywaniu ziemi przez cudzoziemców wywołał niewygodne pytania. Występujący z ramienia PO Kazimierz Plocke dopytywał o wyborcze zapewnienia obecnej partii rządzącej o rozprawieniu się ze „słupami’ skupującymi polską ziemię dla obcokrajowców. Pytanie o ilość wykrytych spraw, ilość unieważnionych transakcji oraz o ilość osób, które poniosły konsekwencje prawne w tym zakresie pozostało bez odpowiedzi. Do tego Plocke chciał dowiedzieć się, w jaki sposób resort spraw wewnętrznych podchodzi do spółek-córek zagranicznych firm, uczestniczących w obrocie polską ziemią. Tu także nie padła odpowiedź. Zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji spółka rejestrowana w Polsce jest traktowana jako polska, jeśli ma mniejszościowy udział kapitału zagranicznego. Ziemia będąca obiektem obrotu tych spółek nie trafiła do opisywanego raportu.

Wspomniane 3000 hektarów mogą wydać się znikomą ilością wobec bezkresu naszej ojczyzny, ale jest to około dwudziestu procent powierzchni ziemi, jaka zmieniła w zeszłym roku właściciela. Taka informacja zmienia zupełnie postrzeganie problemu. Idąc nieco na skróty, można stwierdzić, że PiS odciął naszych rolników od finansowania, a także od ziemi będącej w rękach państwowych, po czym spokojnie przygląda się jej stopniowemu przechodzeniu w obce ręce. Szukając szybko dobrych stron tego procesu, można stwierdzić, że większość upłynnionego areału trafiła do mieszkańców Europy. Poniektórzy piewcy szowinizmu i faszyzmu mogą więc spać spokojnie, ale w moim przekonaniu nie rozwiązuje to sprawy do końca.

Zbyszek Wolski

 

1 KOMENTARZ

  1. I tak oto propaganda PiS zostaje sprowadzona do parteru. Polski rolnik nie dostanie kredytu w banku, natomiast dla rolników z Zachodu polska ziemia to wręcz niebywała okazja cenowa. Wielu Niemców, obywateli Beneluksu czy Duńczyków tylko w Polsce może zrealizować marzenia o posiadaniu własnej ziemi, bo w ich ojczystych krajach (zwłaszcza mniejszych np. w Holandii) kosmiczne ceny ziemi skutecznie blokują możliwość zakupu areału o sensownej wielkości. A ziemia w Polsce jeszcze staniała po wprowadzeniu utrudnień dla Polaków. No i Polska leży stosunkowo blisko tych krajów, a z Niemcami graniczy lądowo. Trzeba głośno o tym mówić i pokazać, że PiS utrudnił nabycie ziemi głównie Polakom. Oby to przełożyło się na sondaże

Comments are closed.