Wycieranie sobie gęby, czyli „Marsz, marsz…”

Wycieranie sobie gęby, czyli „Marsz, marsz…”
Fot. Katarzyna Pierzchała

Już wkrótce, bo 11 listopada zamaskowani narodowcy będą wrzeszczeć na całe gardło „My chcemy Boga!”. Olaboga! A któż im tego Boga zabiera?

Tradycja obchodzenia Narodowego Święta Niepodległości pod hasłem zupełnie niemającym nic wspólnego z wydarzeniami z 1918 roku rośnie w siłę. I choć nie jestem laikiem w dziedzinie historii, to długo musiałbym dumać nad tym, jaki związek ma odzyskanie niepodległości z potrzebami religijnymi. Należy trochę ostudzić rozpalone głowy. Bezpośredni wpływ na pojawienie się Polski na mapie państw niepodległych po 123 latach mieli: socjalista Piłsudski, socjalista Daszyński, socjalista Moraczewski, ludowiec Witos oraz chadek Korfanty. Aby do końca zamieszać w spreparowanych umysłach dopowiem, że formalnie niepodległość została ogłoszona już 7 października 1918 przez Radę Regencyjną Królestwa Polskiego składającą się z: Prymasa Kakowskiego, Prezydenta Warszawy księcia Lubomirskiego i ziemianina hrabiego Ostrowskiego.

Niewiele jest tego Boga w odzyskaniu przez nas niepodległości. Oczywiście nie ma to żadnego znaczenia dla organizatorów tegorocznych obchodów. Przypomnę, że w ubiegłym roku byliśmy bastionem Europy, co miało pokazać, gdzie dokładnie mamy cały ten zgiełk z Unią Europejską i jej problemami. W tym roku jako antidotum na wszelkie nasze nieszczęścia zaproponowano szukanie Boga. Jak rozumiem, nie przyniosło oczekiwanego rezultatu tropienie go z różańcem w ręku na granicach, więc należy zmienić strategię.

Wycieranie sobie gęby, czyli „Marsz, marsz…”
Fot. Katarzyna Pierzchała

Rośli jegomoście w sportowych kurtkach i biało-czerwonych kominiarkach na pewno znajdą na ulicach stolicy to, czego chcą. Znani są z tego, że nie mają emocjonalnych rozterek przed wprowadzeniem czynów w życie, nim o czymkolwiek pomyślą. Myślenia nie zarzucajmy im bezpardonowo, bo się obrażą i jeszcze będziemy mieli problemy. Wątpliwości zarezerwujmy dla chuderlawych intelektualistów, tylko że oni znów nie będą mieli racji, ponieważ jak zwykle pozostaną w domach, aby pluć jadem ciętych ripost w mediach społecznościowych.

Plastikowy klerykalizm na pokaz

Wszelkiej maści gorliwi katolicy nie zorientują się, że ktoś ich znów nabija w butelkę. Jak mówią o religii to trzeba biec i nic nie mówić. W tym biegu prawdopodobnie kogoś stratują, ale kogo to interesuje. Nawiązując do panów w kominiarkach, można dodać, że choć nie mają takich nakryć głowy, to wykazują się podobnym zaangażowaniem. Patrząc na to z boku, widać przede wszystkim agresję, jaką okazują, gdy mówią o religii. Człowiek mało uczestniczący w praktykach kościelnych, taki jak ja, w tym miejscu najbardziej się zdziwi. Nie wiem czemu, ale religia nie kojarzy mi się z napastliwością i wściekłością.

Gdzieś pomiędzy kijami bejsbolowymi i różańcem są oczywiście zwykli katolicy, którzy muszą wymyślić, jak to tego spektaklu podejść z godnością. Podobno wiara nie wyklucza patriotyzmu, więc prawdopodobnie będą chcieli wziąć udział w Marszu Niepodległości. Z doświadczeń lat ubiegłych wiadomo, że może to być niebezpieczne. Co prawda KOD w zeszłym roku odczarował nieco marsz z 11 listopada, ale od tego wydarzenia upłynęło już bardzo dużo czasu. Udało się wtedy udowodnić, że jest to święto wszystkich Polaków, a nie tylko tych najgłośniej krzyczących. W ciągu roku poszliśmy jednak bardzo daleko w nonsens polityczny i dziś będzie trudno do tego nawiązać.

Wkrótce obejrzymy kolejny absurdalny festiwal, podczas którego zaproponuje się nam wycieranie gęby Bogiem. Oni wychodzą z założenia, że nikt nie odważy się wystąpić przeciw takim praktykom. Kto chciałby pójść na wojnę z narodowcami, Kościołem i tysiącami starszych, bogobojnych niewiast słuchających namiętnie audycji z Torunia?

Może będą to ci wszyscy, którym kolejny raz władza chce ukraść tożsamość narodową, wyrzucając poza nawias na kanwie powiedzenia, że jeśli nie jesteśmy z nimi, to jesteśmy przeciw Polsce. Nie byłem i nie będę z nimi, ponieważ patriotyzm to nie jest plastikowy klerykalizm na pokaz. Jeśli oni chcą wymyślać kryteria patriotyzmu, to od razu muszę powiedzieć, że nie muszę ich przyswajać. Te kryteria określono już wcześniej. Co więcej nie będą się martwił faktem, że nie jestem patriotą w rozumieniu kilku twardogłowych polityków. Nie bawię się zabawkami, które mi dają i to samo polecam Wam wszystkim.

Zbyszek Wolski