Wolność kocham, ale jej nie rozumiem

-

Niepodległość, niezależność to wartości, do których co roku w tym listopadowym czasie wracamy. Tym razem spójrzmy na nie nieco inaczej – w perspektywie naszego charakteru narodowego.

W Konstytucji 3 Maja niepodległość określono jako wolność „od obcej przemocy nakazów”, a więc w tamtej sytuacji historycznej od władzy państw zaborczych. Z całą pewnością tak rozumiana niepodległość jest wartością bezdyskusyjną. Kiedy jednak patrzymy na działania partii rządzącej w ciągu ostatnich dwóch lat, nieodmiennie na myśl przychodzi niepodległość rozumiana jako „wolnoć Tomku w swoim domku” czy „moja chata z kraja”. Myślenie kategoriami ubiegłych wieków nie sprawdza się w dzisiejszym świecie. Istnieją i pewnie nadal będą istnieć państwa narodowe, ale dziś łączą się w różnych organizacjach i związkach (wojskowych, gospodarczych, politycznych), do których przystępują dobrowolnie i  z nastawieniem na współpracę. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że dziś państwo średniej wielkości – a takim jest Polska – nie ma szans na funkcjonowanie poza siecią międzynarodowych powiązań. Takie powiązania zaś, tak samo jak w życiu, wymagają kompromisów. Po to, żeby stworzyć nową jakość, z czegoś trzeba zrezygnować. Nie zawsze można robić to, na co się ma ochotę – i to jest świadoma rezygnacja z części wolności. Ta sytuacja nie jest niczym szczególnie nowym czy zdumiewającym. Nie istnieje bowiem wolność absolutna. Przyjrzyjmy się zatem paru prostym przykładom ilustrującym tę tezę.

Nie ma wolności absolutnej

Poranny wybór ubrania – wolność? Ależ skąd! Nawet najbardziej niepokorny duch musi przynajmniej uwzględnić pogodę i temperaturę. Mniej niepokorne wezmą pod uwagę także modę, okoliczności, no i rzecz jasna możliwości finansowe.

Własny dom czy mieszkanie – wolność? Jeszcze bardziej nie. Mamy gdzie mieszkać, jest nam ciepło i wygodnie, ale obok nas mieszkają inni. I dlatego wrzaskliwa impreza kończy się wezwaniem policji przez sąsiadów. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innych.

Podejmujemy pracę i nasza wolność zostaje ograniczona jej wymaganiami. Zapisujemy się do dowolnej organizacji – dobrowolnie decydujemy się przestrzegać jej regulaminów. Wyznajemy jakąś religię? W tym wypadku może jeszcze bardziej niż w pozostałych musimy zrezygnować z części możliwości, które w innym wypadku byłby w naszym zasięgu.

Przywołuję te przykłady, żeby unaocznić, że niemal każdy człowiek codziennie rezygnuje z jakiejś części swojej wolności i robi to dobrowolnie. Ponieważ jest przekonany, że dzięki temu zyska coś, co w innym wypadku pozostałoby dla niego niedostępne.

Czy to znaczy, że ludzie są zniewoleni? Cóż, takie poglądy głoszą różni kontestatorzy. Jednak przeważająca większość ludzi żyje w zbiorowościach i znajduje w nich miejsce na pielęgnowanie własnej wolności i możliwości rozwoju. Nie jest bowiem tak, że zbiorowość czyni z nas niewolników. To raczej transakcja typu „wygrany-wygrany”. Coś za coś.

Wroga „zagranica”

białowieża puszcza białowieska
Fot. Katarzyna Pierzchała

W Polsce od dwóch lat słyszymy za to wiele o tym, jak „zagranica” dybie na Polskę, chce ją zniszczyć, ubezwłasnowolnić i zdominować. Przede wszystkim Unia Europejska – a to mieszając się w nasze sprawy wewnętrzne (praworządność!), a to domagając się zaprzestania wycinki Puszczy Białowieskiej czy wreszcie broniąc praw kobiet do decydowania o własnej płodności. To, że to my sami chcieliśmy do Unii wstąpić, że dzięki unijnym funduszom nasz kraj wygląda całkiem inaczej niż 20 lat temu, to już nie jest coś, o czym chcielibyśmy pamiętać. Fundusze tak, przestrzeganie prawa unijnego nie, bo to zakusy na naszą wolność. Przypomina mi to zachowania zbuntowanego nastolatka – rodzice mają mu zapewnić wszystko, bo taki jest ich obowiązek. W drugą stronę to nie działa. Nastolatek obowiązków nie ma, bo nie lubi. I jest wolny. Przynajmniej w swoim mniemaniu.

Pohukiwania partii rządzącej trafiają na podatny grunt, bo pojęcie wspólnoty i zespołowego działania jest nam, Polakom, niestety dość obce. Widać to zarówno w braku troski o wspólną przestrzeń (dla przeciętnego Polaka obszar warty dbałości kończy się za progiem własnego mieszkania), nieposzanowaniu norm współżycia społecznego, jak i w niezdolności do podejmowania wspólnych decyzji i ich realizacji. My lubimy po sarmacku: „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Tak właśnie rozumiemy wolność. Niepodległość w polskim wydaniu jest wiarą w możliwość funkcjonowania wewnętrznego i zewnętrznego wedle własnych upodobań, bez konieczności liczenia się z wcześniej przyjętymi zobowiązaniami. Albo liczenia się tylko z tymi, które są dla nas wygodne.

Poza nawiasem nowoczesnego świata

Wycieranie sobie gęby, czyli „Marsz, marsz…”
Fot. Katarzyna Pierzchała

Kolejna rocznica odzyskania niepodległości przejdzie przy akompaniamencie wrzasków narodowców, w błyskach kibolskich rac i wskazywaniu wrogów państwa. Studenci-obcokrajowcy pewnie znów zostaną ostrzeżeni przed wychodzeniem tego dnia do miasta. Nie będzie wspólnego święta. Będzie za to wskazywanie wrogów i prężenie muskułów. Infantylne i dość żałosne jednak.

I tak to wykorzystujemy niepodległość, żeby na własną prośbę ustawić się poza nawiasem nowoczesnego świata, z przekonaniem jednak o własnej moralnej wyższości. I wartości pobrzękującej szabelki.

Wiele wskazuje, że takie nasze myślenie sprawi, że będziemy spoglądać na coraz szybciej oddalające się światła pociągu „Nowoczesne państwo, nowoczesne społeczeństwo”. Ale nieustannie chcemy eksponować naszą wyjątkowość, więc może zachwyci nas status skansenu Europy?

anpuz

Najnowsze

Uznany fotograf, autor teatralnych i filmowych plakatów czy ilustracji książkowych Tomasz Sikora był twórcą kampanii „Nie świruj, idź na wybory”. O kulisach kampanii, orędziu marszałka Grodzkiego, wyzwaniach „nowej ery” rozmawiał z Katarzyną Wyszomierską.
Prof. Dimitry Kochenov o praworządności. W panelu biorą udział sędzia Piotr Gąciarek oraz Maciej Taborowski z biura RPO.
Sędziowie Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu uznali, że nominacje nowej KRS powinny zostać poddane ocenie przez Sąd Najwyższy. W dniu ogłoszenia wyroku odbyły się w wielu miastach pikiety. Podczas manifestacji w Krakowie „Czekamy na KReS neoKRS” głos zabrał prof. dr hab. Fryderyk Zoll.
O zapaści w szpitalnictwie rozmawiamy z dyrektorem jednego z powiatowych szpitali na południu Polski.
Jak zapobiegać zdarzeniom bezczeszczącym ofiary hitleryzmu? Wiele osób oburzyło się aktem wandalizmu, ale kto realnie przeciwstawi się kolejnym? Chcą to zrobić członkowie jednego ze stowarzyszeń łódzkich.

Artykuły o zbliżonej tematyce