Jeszcze raz, czyli ćwiczenia z cierpliwości  

Kaczmarski w piosence o rozpaczy ukazuje rosyjskiego oficera, który – aby zagłuszyć własne uczucia – torturuje psa, każąc mu wykonywać bezmyślne skoki przez szpadę.

Małe miasteczko na Dolnym Śląsku. Wszyscy się znają. W mieście od 20 lat wychodzi jedna jedyna gazeta, redagowana przez – obecnie posła – zwolennika partii Kukiza. W mieście zresztą większość głosowała na Kukiza. Pochodzi z sąsiedniej miejscowości i mówi zrozumiałym językiem dla ludzi, którzy mieszkają tutaj, gdzie 15 lat temu splajtowały obie fabryki.

Wieczór 31 października. 2 osoby rozklejają klepsydry poświęcone pamięci Piotra Szczęsnego. Stawiają świeczki na oczach kierującej ruchem policji. Policja nie reaguje. Ludzie przystają, czytają.

Za 2 godziny część z klepsydr znika, do rana zostaje jedna. Zrywane są z wyjątkową wściekłością. Świadczy o tym fakt pozostawionych strzępków i resztek taśmy. Osoba zrywająca nie pofatygowała się nawet odpiąć zabezpieczającej klamry, zerwane strzępki zostają jako ponure memento.

Kogoś najwyraźniej ta śmierć i pamięć o niej bardzo rozwścieczyła. Kogoś musi to bardzo uwierać, skoro z taką prędkością niszczy się jakikolwiek ślad po Szarym Człowieku.

Rano rozwiesza się kolejne. Zapewne znikną znowu. Niestety, osoby rozwieszające już wyjechały. Nie będzie komu rozwiesić następnych. A szkoda.

W tym miasteczku istniały struktury KODu. Do lipca. Od czasów protestów pod sądami nie odzywa się nikt. Zostali zastraszeni – tłumaczy przewodniczący regionu. Nie dziwię się i nie potępiam. W małym miasteczku wszyscy się znają. Wyjście na ulicę i publiczny protest 5-7 osób wymaga od nich większej odwagi,  niż dołączenie się do stutysięcznej manifestacji. Przeciwko sobie mają nielicznych pracodawców i rodzinę, większość znajomych.

Druga strona żeruje na tym strachu. W mieście tym, gdzie ludzie duszą się od smogu śmieci spalanych w domu, gdzie od 1946 roku (prawie całe miasteczko to  repatrianci) nie widziano ani jednego uchodźcy, prawica urządza marsz protestu przeciwko uchodźcom. Marsz się bardzo udaje – przyszło około 1000 osób, głównie młodych. Poza marszem osoby te zajmują się zrywaniem plakatów opozycji, w tym klepsydr poświęconych pamięci i przesłaniu Szarego Człowieka. Musieli na to poświęcić pół nocy: bo przecież trzeba było objechać wszystkie miejsca, gdzie gorszy sort mógł zostawić swój ślad. Musieli sprawdzić więcej miejsc, niż byli w stanie obskoczyć rozwieszający. Zapewne klęli, że oderwano ich od fajnego filmu w telewizji, gry komputerowej albo piwa z przyjaciółmi. Było zimno, fatalna pogoda i psa z kulawą nogą by nie wygonił…

A gdyby tak?

A gdyby tak musieli wychodzić co noc? Gdyby tak co noc powtarzać czynność wieszania plakatów i ulotek, co noc zmuszać ich do obchodzenia całego miasta? Ich wściekłość by rosła, może w końcu zażądaliby kasy za zrywanie rozwieszanych co noc ulotek? Może zaczęliby się zastanawiać, zadawać pytania, co każe drugiej stronie co noc rozwieszać te same teksty? Jaka siła stoi za ludźmi, co uparcie przyklejają kawałki zadrukowanego papieru z tą samą treścią? Może nawet zaczęliby się bać tej siły, zaczajonej w małym, propisowskim miasteczku.

Mechanicznie powtarzana czynność pokazać ma siłę osoby, która ją wykonuję i słabość tej, którą zmusza się do podobnego wysiłku. Bo my wykonujemy akcję, a oni są zmuszeni do re-akcji. To my narzucamy tempo i czas tej zabawy. Oni muszą się dostosować. Again and againEncore. Jeszcze raz. Z czasem powtarzana wielokrotnie czynność może doprowadzić do szaleństwa.

Nie ma się co czarować, że celów opozycji nie osiągnie się jedną czy kolejną manifestacją. Nie osiągniemy jej szybko żadnymi metodami. Potrzeba czasu. I drobnych, powtarzanych w nieskończoność działań, właśnie w małych miasteczkach, uchodzących za pisowskie mateczniki.

Jedźmy tam, gdzie miejscowi boją się pokazać swoje prawdziwe przekonania polityczne. Wspierajmy tych, którzy nie mają już odwagi wyjść sami. Im szybciej zdziera się nasze ulotki, tym częściej je naklejajmy.

Nasza siła może tkwić właśnie w tych drobnych, ale często powtarzanych aktach. Niech widzą, że nie brak nam cierpliwości. Oni są upojeni zwycięstwem, my wiemy, że przed nami droga długa, a cel daleki do osiągnięcia. Niech widzą, że potrafimy czekać.

Zobaczmy, kto kogo przetrzyma w tych ćwiczeniach z cierpliwości.

Elżbieta Pytlarz