Stop faszystom w stolicy – walka z wiatrakami?

Z wiatrakami
Fot. Katarzyna Pierzchała

„Myślałem, że to będzie dzień bez komisariatu”. Jak policja „rozprawiła się” z demonstrantami odpalającymi race podczas protestu antyfaszystowskiego w Warszawie.

stop dla faszyzmu -walka z wiatrakami?
Fot. Katarzyna Pierzchała

13 listopada Obywatele RP zorganizowali pod ratuszem na Placu Bankowym w Warszawie demonstrację antyfaszystowską pod hasłem „Stop faszystom w stolicy”. Obywatele RP i zgromadzone osoby, domagali się delegalizacji ONR i zakazu demonstracji dla organizacji faszystowskich. By pokazać hipokryzję i wybiórcze egzekwowanie prawa przez policję i władze, odpalono tęczowe race. Test skończył się zgodnie z oczekiwaniami, bowiem zgromadzenie, dla niektórych uczestników protestu, zakończyło się przewiezieniem przez policję na komisariat na ul. Wilczej. Pretekstem było odpalenie rac. W konsekwencji inni uczestnicy także udali się na komisariat…

Przedstawiamy relację uczestnika protestu, dla którego protest skończył się wizytą na Wilczej.

 

Walka z wiatrakami

Bartek Sabela

Wołanie policjantów słyszę, gdy dochodzimy do rogu Elektoralnej. Od kilku minut widzę ich kątem oka, idą za nami od Pałacu Mostowskich. To tam chwilę temu skończyliśmy pikietę wzywającą policję, a wcześniej władze miasta, do reagowania na przemoc, nienawiść i przejawy faszyzmu na naszych ulicach. Były kamery stacji telewizyjnych, mikrofony rozgłośni radiowych. Zgromadzenie było konieczną kontynuacją tego co wydarzyło się w Warszawie 11 listopada. W akcie prowokacji pod ratuszem i komendą odpaliliśmy race i świece dymne. Kupiliśmy kolorowe by ładnie ułożyły się w tęczę. Dwa dni wcześniej na ulicach Warszawy w dłoniach uczestników Marszu Niepodległości płonęły tysiące brunatnych rac. Choć są to materiały pirotechniczne, zabronione na ulicach miast, policja nie podjęła wtedy nawet jednej interwencji. Nie podjęła jej również dzisiaj, choć w zasadzie na to czekaliśmy.

Walka z wiatrakami? Sprzeciw dla faszyzmu
Fot. Katarzyna Pierzchała

Teraz idziemy w stronę parkingu, gdzie stoi moje auto. Już nie ma kamer, już nie ma mikrofonów, nie ma też większości uczestników pikiety. Nas jest kilka osób, ja, Paweł Kasprzak, Wojtek Kinasiewicz, Rafał Suszek. Są też policjanci. Widzę jak w kilku grupkach, razem około dziesięciu, może piętnastu funkcjonariuszy, idą za nami od kilku minut. Ja już wiem co będzie dalej.

– Proszę się zatrzymać! – słyszę wołanie coraz bliżej. Nie reaguję, idę dalej. Skąd mam wiedzieć, że chodzi akurat o mnie. A tym razem właśnie o mnie.

Teraz czuję na swoim ramieniu ciężką rękę funkcjonariusza, przede mnie wybiega kilku innych policjantów. Rozkazują bym się zatrzymał, pokazał dowód tożsamości. Żaden się nie przedstawia, nie podaje stopnia, nie informuje o przyczynie zatrzymania. Więc idę dalej. Dobiega reszta funkcjonariuszy, otacza mnie. Innych nie zaczepiają, chodzi tylko o mnie.

– Dowód proszę! – słyszę od bardzo młodego policjanta. Zawsze tak samo. Starszy ranga policjant stoi z boku, dyryguje, co pewien czas wzywa któregoś z młodych do siebie.
Na jakiej podstawie? – pytam.

Brak odpowiedzi. Próbuje zatem wyjść z okrążenia, ale funkcjonariuszy jest zbyt wielu, blokują, łapią za plecak, zaczynają szarpać.

Stop faszystom w stolicy - walka z wiatrakami?
Fot. Katarzyna Pierzchała

– Odpalił pan racę pod komendą, proszę dowód.
– Zdaje się, że odpaliło je kilkanaście osób. Czemu nie interweniowaliście tam, w świetle fleszy i kamer telewizyjnych?
– Daje pan dowód?
– Dwa dni temu płonęło racami całe miasto, czemu nie szukacie sprawców?
– Daje pan czy nie?
– Pozwoli pan, że zadzwonię do mediów, pewnie jeszcze nie zdążyli odjechać.

Wybieram numery. Polsat (chwilę wcześniej udzielałem im wywiadu), Gazeta Wyborcza, opowiadam wydarzenia ostatnich minut. Widzę jak miny policjantów tężeją, dojrzewają. W odległości kilku metrów parkują dwie policyjne suki.

– Dajesz dokumenty czy nie?! Bo będziemy musieli użyć siły!
– Używajcie. Nie daję. Do widzenia panom. – znów próbuję odejść.
– Dawaj go do suki!

Stop faszystom w stolicy - walka z wiatrakami?
Fot. Katarzyna Pierzchała

Kilku policjantów rzuca się na mnie, najpierw popychają, szarpią, starają się przewrócić. Potem podbiegają następni, chwytają za nogi. Szybkim krokiem biegną w kierunku radiowozu, wrzucają mnie do środka. Razem ze mną wsiada trzech policjantów, zamykają drzwi, włączają sygnał.

– Kurwa bierzcie mi ich spod kół! – krzyczy kierowca nerwowo. Potem na filmie kręconym przez jednego ze znajomych zobaczę jak przed radiowozem kładzie się Wojtek Kinasiewicz i kilka innych osób.

– Gdzie go wieziecie? – słyszę krzyki z zewnątrz. Odpowiedzi żadnej.

Ruszamy z piskiem opon. Na sygnale jedziemy przez wieczorna Warszawę.

– Dobra mamy go, wieziemy go. – melduje kierowca przez radio.
– Tego?
– Tak, no tego. Gdzie go wieźć?
– Dawajcie go na Dzielną.

Stop faszystom w stolicy - walka z wiatrakami?
Fot. Katarzyna Pierzchała

Wyjmuję telefon, chcę zadzwonić do znajomych, powiedzieć, gdzie mnie wiozą. Gdy tylko mówię adres komendy policjanci proszą bym oddał telefon.

– Jeszcze zadzwonisz do swoich i będą cie próbować odbijać. Poza tym musimy sprawdzić czy nie kradziony – mówi jeden z nich.
– Panom chyba coś się pomyliło?
– Dawaj to! Dawaj ten telefon! – dwóch policjantów łapie mnie za ręce, próbują wyrwać urządzenie, ale udaje mi się je schować do kieszeni. Spokój.

– Wieźcie go na Wilczą, nie na Dzielną – słyszę głos w policyjnym radiu.

Radiowóz bierze ostry zakręt i wciąż na sygnale pruje przez centrum. Po chwili ponownie próbuję wykonać szybki telefon, tym razem do redakcji Gazety Wyborczej.

– Oddaj to, dawaj kurwa ten telefon! – szarpią, wyrywają, ale udaje mi się wysłać smsa do znajomych z Obywateli RP: Wilcza. Następnego już raczej nie wyślę.

Stop faszystom w stolicy - walka z wiatrakami?
Fot. Katarzyna Pierzchała

Po kilkunastu minutach radiowóz skręca w podwórko, zatrzymuje się pod tylnym wejściem na komisariat. Policjanci otwierają drzwi, prowadzą mnie do środka, każą usiąść na krześle. Rozglądam się dokoła: jestem w pokoju, w którym są dwie zamykane kratami cele. Oddaję swój dowód, policjant zaczyna wypełniać papiery. I nagle zmiana atmosfery, do pomieszczenia wchodzi inny, starszy funkcjonariusz, rozkłada ręce, jakby w powitalnym geście.

– No i po co to było? Trzeba się było tak szarpać?
– Trzeba było robić taką scenę? Dlaczego nie interweniowaliście pod ratuszem? – odpowiadam.
– Wie pan, by nie eskalować sytuacji.
– A dlaczego tylko ja?
– Bo pozostałych już znamy, a pana nie.
– Pan żartuje prawda?
– Proszę pana, ja tu tylko sprzątam, koledzy również. Rozkazy wykonujemy.

Teraz młodszy znika w drugim pokoju, zostaję sam na sam ze starszym rangą policjantem.

– No ale niech mi pan powie – pyta chyba z prawdziwą ciekawością – o co pan walczy?

Tłumaczę, że prawo, że konstytucja, że zwykła, najzwyklejsza uczciwość i przyzwoitość.

Z wiatrakami, oczekiwanie przed posterunkiem policji
Fot. Katarzyna Pierzchała

– Ale chyba jesteście w mniejszości?
– To bez znaczenia akurat.
– Nie lepiej poczekać do wyborów? To za dwa lata.
– Jest pan pewien, że będą?

Zamyśla się, po chwili odpowiada:

– No to wtedy będzie jak u Putina.
– I panu to się podoba?

Nie odpowiada. Odchodzi kilka kroków, wskazuje na kamerę wiszącą przy suficie.

– Zna pan taką powieść: Don Kichot?
– Znam.
– To chyba podobnie z wami.

Bartek Sabela

[Myślałem, że to będzie dzień bez komisariatu. Niech to ma tytuł "Z wiatrakami"].Wołanie policjantów słyszę, gdy…

Posted by Bartek Sabela on Monday, November 13, 2017

Relacja wideo:

https://www.facebook.com/ObywateleRP.org/videos/733448013523306/

Fotorelacja Katarzyny Pierzchały