Marszałek Kuchciński w akcji

Beata Geppert jest tłumaczką. W poniedziałek 4 grudnia miała pracować w Senacie RP, ale… nie została wpuszczona.

Beata jest uczestniczką wielu protestów, głównie organizowanych przez Obywateli RP. Tydzień temu weszła z przepustką na teren Sejmu i na dziedzińcu rozpostarła polską flagę. Miała to zrobić wraz z Kingą Kamińską, również z Obywateli RP, której jednak bez podania jakichkolwiek przyczyn przedłużono dotychczasowy zakaz sejmowy. Beata została z dziedzińca wyniesiona przez Straż Marszałkowską i spisana przez policję, po czym dostała roczny zakaz wchodzenia na teren Parlamentu RP.

Zdjęcie użytkownika Spacerowiczka.
Zdjęcia z 25 listopada. Fot. Marta Bogdanowicz

Jednak w poniedziałek Beata poszła do Senatu nie jako protestujący obywatel, lecz jako wynajęty pracownik…

„W dniu dzisiejszym szykany marszałka Kuchcińskiego wobec mnie zmieniły się w miękkie bo miękkie, ale jednak represje. Miałam pracować jako tłumaczka kabinowa na międzynarodowej konferencji senackiej poświęconej (chichot zbiegu okoliczności) hakerstwu i mowie nienawiści. W biurze przepustek dowiedziałam się, że w związku z moją akcją z flagą sprzed 10 dni mam roczny zakaz sejmowy, który również obowiązuje w sytuacjach zawodowych. Ponieważ odróżniam pracę od polityki, przybyłam na miejsce „no logo”, w przekonaniu, że zostanę wpuszczona. Szybko okazało się, że afera zatoczyła szerokie kręgi. Podobno (ale tylko podobno) interweniował sam marszałek Karczewski, który jednak nic nie wskórał, bo zakaz wydał osobiście marszałek Kuchciński i tylko on był/jest władny go anulować, choćby na jeden dzień. Najwyraźniej jednak marszałek Kuchciński albo nie widzi różnicy między działalnością zawodową a polityczną obywateli, albo (co bardziej prawdopodobne) powodowany małpią złośliwością i chęcią odwetu za zakłócanie mu miru domowego postanowił się odegrać tam, gdzie mógł, i tak, jak mógł” – opisuje Beata.

Polub Skwer na facebooku

Jak podsumowuje ten incydent ten kosztował ją:

„- kilka godzin przygotowań do tłumaczenia (lektura otrzymanych materiałów oraz wyszukiwanie słówek i zwrotów w drugim języku)

– jakieś dwie godziny poświęcone na dojazd na Wiejską, czekanie na efekty negocjacji oraz powrót do domu,

– jedną dniówkę składającą się z pracy jako takiej (a ja swoją pracę lubię) oraz z jej ekwiwalentu finansowego, który też byłby nie do pogardzenia”.

Czy jest jedyną osobą w kraju szykanowaną w pracy za poglądy polityczne? Zapewne nie. Zapobiegawczy marszałek Kuchciński zapewne znalazł już swoich naśladowców i takich osób jak Beata będzie więcej. Może i Ty wkrótce padniesz ofiarą jakiegoś pisowskiego nadgorliwca?

AD

O osobach, które „czują oddech” władzy, pisaliśmy w tekście: https://www.skwerwolnosci.eu/a/2017-12-03/wladza-minie-wstyd-zostanie/