„Dojnej zmianie” patrzymy na ręce cz. 2

Hulaj dusza piekła nie ma, a w ogóle to najpierw musi zgadzać się kasa. To motto polityczne naszej drogiej, w pełnym tego słowa znaczeniu, partii rządzącej. W drugiej części o kolejnych pisowskich mianowaniach.

Na Lubelszczyźnie posłanka PiS, Agata Borowiec, wprowadziła w życie własną wersję programu rodzina na swoim. W pierwotnej wersji chodziło co prawda o dach nad głową, ale po modernizacji chodzi o ciepłe posady dla najbliższej rodziny. W sumie nie powinniśmy aż tak bardzo narzekać, ponieważ pani Borowiec posiada tylu braci, ile trzeba do prawdziwej ofensywy na państwowe posady. Sprawa stałą się głośna, gdy Grzegorz Muszyński objął stanowisko dyrektora w BGK Nieruchomości, czyli spółce należącej do Banku Gospodarstwa Krajowego, która to prowadzi program „Mieszkanie Plus”. Jak dobrze domyślacie się nie chodzi o parę groszy, dochody Muszyńskiego za ubiegły rok z tytułu pracy w BGK Nieruchomości to ponad 370 tysięcy złotych.

Przypadki nie istnieją i aby to udowodnić wystarczy wspomnieć o drugim bracie pani poseł – Marku Borowcu. Żeby nie myśleć długo o strategii jego kariery wybrano prostą drogę, również BGK lecz tym razem w Biurze Transakcyjnym tej spółki. Niestety kolejny brat pani Agaty woli chodzić po lesie i dlatego Andrzej Borowiec pełni jedynie rolę leśniczego w nowoutworzonym leśnictwie Smolnik. Z drugiej strony po zorganizowanym przez ministra Szyszkę najeździe leśników na stolicę może nie warto bagatelizować roli Andrzeja Borowca. Tym razem wszystko potoczyło się gładko i bez zgrzytu, rodzina posłanki Agaty Borowiec ma się dobrze, a wszystko wskazuje na to, że będzie się miała jeszcze lepiej.

Do powyższych wyczynów kadrowych w spółkach związanych z państwowymi firmami ma się nijak niewinne pojawienie się syna wiceministra Kazimierza Smolińskiego w spółce Energa. Ponoć był to przypadek, jak utrzymuje Smoliński, ale jakoś wrodzony sceptycyzm nie pozwala mi w to uwierzyć, ponieważ Energa to matecznik grubych ryb PiS-u. Podobnie jest z równie niewinnym zdobyciem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska we Wrocławiu przez PiS. Aleksander Marek Skorupa z PO został zastąpiony przez Łukasza Kasztelowicza z PiSu, który wcześniej doradzał wojewodzie dolnośląskiemu. W sumie wszyscy już i tak wiedzą, że podobne instytucje w całym kraju, to miejsca, o których marzą szeregowi działacze partii rządzącej. Poza standardem można zakwalifikować stawianie PiS-u na emerytów. Jacek Teodorczyk – radny tej partii z Gdańska, musiał czekać na swoją szansę, aż do siedemdziesiątych urodzin. Dopiero wtedy mianowano go inspektorem Inspekcji Handlowej w Gdańsku.

Nagrody za lojalność

Polub Skwer na facebooku

Do łask wróciła ostatnio Beata Nowosielska, która kiedyś skłonna była widzieć Donalda Tuska w kajdankach albo nawet na szubienicy. PiS wysłał ją na boczny tor i gdy sprawa przycichła, albo może bardziej, kiedy jej wybryki utonęły w morzu podobnych absurdów, nagrodził za lojalność. Nowosielska musiała wtedy zrezygnować z intratnego stanowiska w Ministerstwie Środowiska. Dziś pracuje spokojnie w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i – jak przypuszczam – nie narzeka. Dobrze poinformowane źródła twierdzą, że przed nią szybkie awanse, ponieważ czeka nas reforma, to znaczy psucie systemu ochrony środowiska.

Lojalność w dzisiejszych czasach nabiera także nowego znaczenia. A to za sprawą między innymi Krzysztofa Śledziewskiego. Śledziewski zabłysnął w mediach podczas zeznawania przed komisją reprywatyzacyjną. Zeznał, że Hanna Gronkiewicz-Waltz zażyczyła sobie zmiany decyzji w sprawie działki Chmielna 70. Ona jednak obarczyła go odpowiedzialnością za jej przedwczesny zwrot i zwolniła go dyscyplinarnie. W jego zeznaniach Prezydent Warszawy nie wypadła najlepiej, natomiast on zyskał dzięki nim ciekawą pracę. Bez konkursu, jaki konieczny jest w tej sytuacji, pełni obowiązki kierownika administracji w szpitalu w Mińsku Mazowieckim. W Mińsku było to możliwe dlatego, że rządzi tam PiS. Nie jest zbiegiem okoliczności także fakt, że dyrektor wspomnianego szpitala ma koneksje ze wspomnianą partią. Dla wszystkich zwolnionych dyscyplinarnie w naszym kraju ta właśnie informacja niesie najwięcej nadziei. Można zostać wyrzuconym na bruk, lecz gdy wiesz do kogo się podczepić, to na pewno nie utoniesz.

Mianowania na stanowiska będące w gestii skarbu państwa osób należących do swojej rodziny, pokornych działaczy lub osób mających parcie na szkło, nie powinno nas już dziwić. Nie ma co wspominać o kompetencjach tych osób, ponieważ trudno je stwierdzić rozmawiając z bratem, siostrą lub synem. Godny odnotowania jest za to znaczny wzrost bezczelności władzy w obsadzaniu etatów swoimi ludźmi. Przestali się z tym kryć i za nic mają informacje płynące z niezależnych mediów. Może proszę państwa powinniśmy to szybko zmienić, piętnując awanse po linii politycznej, gdzie tylko się da. Wszak wszyscy będziemy później cierpieć, gdy osoby bez kompetencji obejmą komplet istotnych dla jakości naszego życia urzędów i instytucji.

Zbyszek Wolski

UDOSTĘPNIJ