Obrona polskiej demokracji to patriotyczny obowiązek a nie zdrada

Obrona polskiej demokracji
Fot. Diliff (Own work), via Wikimedia Commons

Ryzyko sankcji jest dla Polaków lepsze niż utrata praworządności. Poparcie rezolucji przez 6 europosłów uratowało honor PO, a polityków PiS-u powinny objąć sankcje personalne.

Jeśli nie jesteśmy w stanie wymusić na władzy przestrzegania Konstytucji metodami parlamentarnymi zostają nam dwie drogi: protesty społeczne wraz z aktami obywatelskiego nieposłuszeństwa oraz nacisk międzynarodowy. Brak czynnej reakcji jest równoznaczny z chowaniem głowy w piasek. Głosowanie sześciorga członków PO (przypomnijmy ich nazwiska: Michał Boni, Danuta Hübner, Danuta Jazłowiecka, Barbara Kudrycka, Julia Pitera i Róża Thun) w Parlamencie Europejskim należy rozpatrywać jako wyraz obywatelskiej troski i politycznej powinności – to nie jest zdrada Ojczyzny.

Krytyczna reakcja władz PO (m.in. wypowiedzi Tomasza Siemoniaka i Rafała Trzaskowskiego) to schizofrenia i poddanie się dyktatowi propagandy obozu rządzącego; nieudolna próba uniknięcia prymitywnych i bezsensownych oskarżeń, eksploatowanych przez PiS od dłuższego czasu. Idąc tym tokiem myślenia, opozycja (podobno totalna) na własne życzenie staje się zakładnikiem tzw. dobrej zmiany i pozbawia się możliwości skutecznego działania.

Fundacja Otwarty Dialog

Od dobrych kilku lat w Fundacji Otwarty Dialog zajmujemy się lobbingiem międzynarodowym na rzecz demokracji, rządów prawa i praw człowieka na Wschodzie. W praktyce sprowadza się to najczęściej do szeregu spotkań z przedstawicielami różnego rodzaju środowisk, grup i jednostek, prześladowanych z powodów politycznych bądź występujących w ich obronie z zachodnimi politykami, dyplomatami, mediami i działaczami społecznymi. Celem jest wywarcie – za ich pośrednictwem – odpowiednio silnego nacisku na rządy krajów postępujących wbrew szeroko rozumianym regułom demokratycznym i wartościom europejskim.

Polub Skwer na facebooku

Nacisk ten ma prowadzić – w zależności od sytuacji – do uwolnienia więźniów politycznych, powstrzymania skandalicznych zmian w prawie czy od określonych nadużyć grożących ze strony władzy. W ten sposób prowadziliśmy kampanie, choćby w obronie ukraińskiej oficer Nadii Sawczenko i innych ukraińskich więźniów Kremla, tudzież w obronie polskiego obywatela Aleksandra Orłowa (przetrzymywanego w oparciu o sfabrykowane oskarżenia w odeskim areszcie śledczym przez 4,5 roku).

Ostatnia rezolucja Parlamentu Europejskiego ws. sytuacji w Polsce jest logicznym elementem w ciągu kolejnych posunięć instytucji europejskich i reakcji wspólnoty międzynarodowej na sytuację w Polsce. Wcześniej, w październiku br. grupa kilkudziesięciu deputowanych Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy przyjęła tzw. pisemną deklarację (https://goo.gl/nfzvU5) ws. ataków na rządy prawa i społeczeństwo obywatelskie w Polsce. Wśród represjonowanych przez władze NGO-sów wymienia ona Komitet Obrony Demokracji, Obywateli RP, organizacje kobiece i Fundację Otwarty Dialog.

Deklaracja ta jednoznacznie potępia prześladowanie organizacji pozarządowych i podważanie porządku konstytucyjnego w państwie. Jednak wśród sygnatariuszy pochodzących z przeszło 15 krajów nie było ani jednego Polaka. Znamienny był fakt, że jeden z polskich delegatów, parlamentarzysta PO, pomimo faktu, że osobiście przekonywał do tego kolegów z innych krajów, sam podpisu pod powyższym stanowiskiem nie złożył. Byliśmy obecni (i aktywni) na tym posiedzeniu razem z adwokatami z inicjatywy Wolne Sądy.

Skuteczne formy wywierania presji

Najsilniejszym i najskuteczniejszym instrumentem nacisku na mniejszych lub większych despotów i ich funkcjonariuszy są sankcje, a właściwie – wiarygodne widmo ich zastosowania. W przypadku Nadii Sawczenko nową dynamikę działaniom na rzecz jej uwolnienia nadała tzw. Lista Sawczenko, która postulowała objęcie personalnymi sankcjami szeregu rosyjskich oficjeli odpowiedzialnych ze jej uwięzienie, począwszy od Władimira Putina, a skończywszy na sędziach i oficerach śledczych.

Obok sankcji personalnych, wymierzonych w kluczowych urzędników, wobec krajów niedemokratycznych bywają stosowane sankcje sektorowe. Wiążą się one z obostrzeniami handlowymi dotyczącymi konkretnych gałęzi gospodarki krajów trzecich; mogą też one dotyczyć konkretnych przedsiębiorstw, najczęściej o strategicznym dla danego państwa znaczeniu. Wprowadzenie sankcji na poziomie UE wymaga jednomyślności i jest zadaniem politycznie bardzo trudnym. Notabene, tym bardziej wypada docenić fakt wprowadzenia i utrzymywania przez UE sankcji wobec Rosji związanych z jej agresją przeciw Ukrainie i okupacją części terytorium tego kraju.

Prostsze niż wprowadzenie sankcji bywa zazwyczaj wstrzymanie określonego rodzaju pomocy np. o charakterze finansowym. W ten sposób lobbowaliśmy (skutecznie) na rzecz wstrzymania europejskiej pomocy finansowej (macro-financial assistance) dla Mołdawii, jeśli jej władze nie zaczną respektować swoich międzynarodowych zobowiązań w zakresie walki z korupcją, praw człowieka i rządów prawa. Ale czy robiliśmy to przeciwko Mołdawii? Przeciwko jej mieszkańcom? Nie – robiliśmy to na prośbę jej świadomych obywateli: zwrócili się do nas czołowi mołdawscy działacze społeczni, prawnicy, obrońcy praw człowieka i przedstawiciele głównych partii proeuropejskiej opozycji.

Warto w tym miejscu zauważyć, że ewentualne sankcje wobec Polski, są w istocie właśnie wstrzymaniem określonej pomocy z budżetu UE; nikt nie planuje przestać z nami handlować czy wprowadzić embarga na nasze towary – UE może po prostu przestać nas wspierać finansowo w określonym zakresie.

To patrioci proszą o międzynarodowe wsparcie

Podobnie funkcjonuje to w przypadku z Kazachstanu, Rosji i Ukrainy. Czy oni wszyscy są sprzedawczykami i zdrajcami? Uważają tak zazwyczaj władze tych krajów i taki ich wizerunek z upodobaniem kreują prorządowe, propagandowe media. Czy ma to coś wspólnego z rzeczywistością? No właśnie nie. Ci ludzie są zdesperowanymi patriotami, których najczęściej pozbawiono skutecznych możliwości działania na gruncie krajowym.

Czy chcą zaszkodzić swoim krajom? Nie – tego rodzaju metody nie są celem samym w sobie, służą wywarciu skutecznej – w zamyśle – presji. Uświadomieniu szkód i wymiernych strat, które będą musiały ponieść rządzące elity bezpośrednio, bądź pośrednio – poprzez poddanie ich większej presji ze strony obawiającego się o ich możliwe konsekwencje społeczeństwa.

W przypadku Polski nikt, z unijnymi oficjelami włącznie, nie chce sankcji, a ich zastosowanie uważa się za ostateczną ostateczność. Będzie się ona jednak stopniowo przybliżać, jeśli nasze władze nie zawrócą z obranej drogi – z kursu kolizyjnego z prawem wspólnotowym.

Zablokować kroczącą dyktaturę

Czy dzisiejsza Polska to Mołdawia, Ukraina, a może nawet Rosja czy Kazachstan? Jeszcze nie, ale kierunek, w którym zmierzamy prowadzi nas na Wschód. Jak słusznie zauważył profesor Leszek Balcerowicz: – W demokracji i państwie prawa rządząca partia polityczna odgrywa rolę przejściowego lokatora w państwie. W dyktaturze staje się jego właścicielem, przejmując jego aparat, by zastraszyć ludzi. Nie jesteśmy na etapie Łukaszenki czy Putina, ale nie możemy lekceważyć wczesnych etapów tej choroby.

Tak, mamy wciąż wolne wybory i wolne media, a opozycja może protestować. Ale szykują się niepokojące zmiany w ordynacji wyborczej (poważne zaniepokojenie wyraził przedstawiciel Państwowej Komisji Wyborczej), planowana jest tzw. dekoncentracja/polonizacja mediów, a znowelizowana ustawa o zgromadzeniach publicznych uprzywilejowuje tzw. zgromadzenia cykliczne kosztem pozostałych. W sposób ewidentnie sprzeczny z konstytucją. Tak się składa, że cyklicznymi zgromadzeniami są smoleńskie miesięcznice i kolejne “marsze niepodległości”.

Policja interweniuje w coraz bardziej brutalny sposób wobec uczestników zgromadzeń opozycyjnych (szykanowanych także przez skrajnie upolitycznioną prokuraturę), przy jednoczesnym zachowaniu bierności wobec ulicznej aktywności ugrupowań radykalnych i faszyzujących. Szykanowane są krytyczne wobec władzy organizacje pozarządowe, a niezależność sądownictwa stoi pod wielkim znakiem zapytania. Łamane są podstawowe standardy parlamentaryzmu. Czy można nad tym przejść do porządku dziennego?

Znamienny i dramatyczny jest fakt, że dziś porównujemy Polskę, do niedawna lidera transformacji, do ułomnych demokracji i autorytarnych państw położonych na obszarze byłego ZSRR. To katastrofa, że zastanawiamy się dziś nad sankcjami wobec Polski, ale nie oznacza to, że możemy zaklinać rzeczywistości i udawać, że problemy nie istnieją i znikną same z siebie.

Procedura praworządności kołem ratunkowym

Sankcje raczej nie są stosowane wobec krajów członkowskich, które – jako okrzepłe, demokratyczne państwa prawa – z definicji nie powinny dawać ku temu podstaw. Dlatego tak zaskakujące i bezprecedensowe są przypadki populistyczno-narodowych Węgier Viktora Orbana i Polski Jarosława Kaczyńskiego. Jednak – szczęśliwie – traktaty europejskie przewidują procedurę ochrony praworządności, dając stosowne instrumenty nacisku instytucjom europejskim. Co ważne – na każdym etapie państwo członkowskie może zastosować się do zaleceń (czyli usunąć uchybienia) i efektywnie zakończyć procedurę.

Na szczególną uwagę zasługują także słowa Guya Verhofstadta, które padły w trakcie debaty w PE, kiedy stanowczo podkreślił, że ewentualne sankcje nie będą wymierzone przeciwko polskim obywatelom – nie mają na celu uderzenia w ich interesy. Verhofstadt słusznie postulował również wdrożenie mechanizmu umożliwiającego kierowanie pieniędzy wspólnotowych bezpośrednio do samorządów i obywateli – z jednoczesnym odcięciem i pominięciem polskiej administracji rządowej. Tego rodzaju – ujmując rzecz młodzieżowo – trolling byłby świetnym mechanizmem ilustrującym nie tylko faktycznie antyeuropejski charakter władzy, ale i uświadamiającym praktyczne konsekwencje jej postawy.

Wymarzonym rozwiązaniem byłyby sankcje personalne odcinające członków rządu i czołowych funkcjonariuszy partii rządzącej wraz z rodzinami i powiązanymi podmiotami od unijnych benefitów: wyobraźmy sobie szkołę męża premier Beaty Szydło pozbawioną dotacji, na których wyrosła. Wyobraźmy sobie partyjnych aparatczyków, a jednocześnie właścicieli gruntów rolnych, pozbawionych rolniczych dopłat. To nawet nie musi się stać: wyobraźmy sobie, że oni to sobie wyobrażą, uwierzą, że jest to realne i zwyczajnie zaczną się niepokoić.

Totalitaryzm jest gorszy niż sankcje

Uważam, że relatywnie wysokie poparcie dla PiS okaże się płytkie i nie przeważy nad realnym ryzykiem utraty podstawowych korzyści płynących z faktu obecności w UE; innymi słowy: otwarte granice, dotacje dla rolników i przedsiębiorców wygrają, jeśli zostaną postawione na szali z antyeuropejskimi rządami Kaczyńskiego (co zdaje się wyrażać jego alegoria samotnej wyspy wolności i tolerancji). Tę kartę opozycja powinna rozgrywać; odległe ryzyko okresowych sankcji jest mniej dotkliwe niż wizja kraju, w którym demokracja i prawo stają się jedynie rytuałem i zasłoną, za którymi skrywa się dryfująca na Wschód władza. Utrata praworządności i demokracji jest gorsza niż sankcje. Dlatego sześciorgu europosłom PO należy się szacunek za konsekwentną i integralną postawę.

Jeśli odrzucimy demokrację liberalną (czyli konstytucyjne ograniczenia władzy większości parlamentarnej) pozostanie nam praktykowana w Rosji tzw. demokracja suwerenna (jej elementem jest choćby ustawa o prymacie Konstytucji nad orzeczeniami trybunałów międzynarodowych – w praktyce pozwala to władzom Rosji ignorować wyroki m. in. Europejskiego Trybunału Praw Człowieka). Demokracja suwerenna ma z demokracją tyle wspólnego, co słusznie miniona demokracja ludowa. A postulowana czasem demokracja bezprzymiotnikowa, podobnie jak niegdyś trzecia droga, to populistyczna utopia.

Gdyby rządy PiS były po prostu szkodliwe, lecz mieściły się w granicach rządów prawa, słuszne byłoby oczekiwanie z ich zmianą do kolejnych wyborów. PiS posiada demokratyczny mandat do sprawowania władzy, ale jest – jak każdy rząd – związany Konstytucją i umowami międzynarodowymi. W liberalnej demokracji nie ma mandatu do sprawowania władzy absolutnej, a we współczesnym świecie nie ma suwerenności absolutnej.

Bartosz Kramek

Autor jest Przewodniczącym Rady Fundacji Otwarty Dialog – w artykule przedstawia jedynie własne poglądy.

Fot. Diliff (Own work) [CC BY-SA 3.0 or GFDL], via Wikimedia Commons