Nie Szydło czy Morawiecki – Google niech rządzi

Nie Szydło czy Morawiecki – Google niech rządzi
Fot. Marta Bogdanowicz
Kalendarz

To ostatnie chwile wolności. I mały felietonik, tak na pożegnanie. Pożegnanie demokracji, pożegnanie wolności i prawdopodobnie – ciut rozłożone w czasie – pożegnanie z wieloma osobami.

Demokrację i wolność właśnie wykończyli. Za chwilę przyjdzie czas na zaostrzenie kursu, powolne potęgowanie terroru – wszystkie dyktatury zmierzają w tę samą stronę, więc nie widzę żadnego racjonalnego powodu, aby ta nasza swojska; pszenno-kartoflana dyktaturka, miała znaleźć jakieś inne sposoby na sprawowanie władzy. A potem przyjdzie czas pożegnań.

Z wyznawcami obecnej władzy pożegnam się sam i bez żalu. Tych, którzy są przeciw, władza będzie eliminować na różne sposoby. Jedni wyjadą, inni znikną bez śladu, jeszcze innym trzeba będzie paczki posyłać do więzień lub obozów. Cóż, taki los człowieka w okolicach tej szerokości geograficznej.

Ciemność i zniechęcenie

Wyspiański pisał: „… listopad, dla Polaków niebezpieczna pora…”, ale chyba grudzień jest dla nas zawsze najmniej bezpieczny: Grudzień 70, stan wojenny, teraz zmiana ustroju Rzeczypospolitej. Wszystkie te wydarzenia grudniowe znaczyły kolejną dekadę ciemności. Tak teraz rysuje się przyszłość – ciemność i zniechęcenie.

Polub Skwer na facebooku

Nie Szydło czy Morawiecki – Google niech rządziWyznawcom wytłumaczę, jak to będzie działać. Dzięki wprowadzonym ustawom – niekonstytucyjnym i bezprawnym – partia „Bezprawie i Niesprawiedliwość”, zwana zupełnie bez powodu „Prawo i Sprawiedliwość”, uzyska wpływ na wszystkie dziedziny życia obywateli. W wielkich miastach różnie będzie się działo, ale w mniejszych ośrodkach będzie to wyglądało tak: ktoś – przyjmijmy nawet, że związany z PiS-em, albo co najmniej wyznawca – mieszka w małym mieście i prowadzi w nim np. warsztat samochodowy. Interes się kręci, więc ów przedsiębiorca przychodzi do banku po kredyt na rozwinięcie działalności. Niestety nie wie, że pracownikiem banku, z którym rozmawia o swojej przyszłości jest daleki kuzyn burmistrza. Burmistrza wyłonionego na podstawie nowej ordynacji samorządowej, czyli z PiS-u. Mieszkańcy miasteczka wybrali co prawda innego burmistrza, ale na wniosek PiS-u komisja wyborcza – wyłoniona na podstawie nowego prawa – nakazała powtórzenie wyborów. W kolejnym głosowaniu wygrywa kandydat niezależny, ale Sąd Najwyższy (skompletowany wg nowej ustawy) nie uznaje wyniku wyborów. W kolejnych wyborach wyznaczonych na lipiec w końcu wygrywa kandydat namaszczony przez PiS.

Wracając do kuzyna… Tenże kuzyn jest pod wrażeniem zysków osiąganych przez przedsiębiorcę. Prosi swojego stryja (wuja, pociotka czy innego krewnego, który właśnie jest burmistrzem) o pomoc w otworzeniu takiego samego interesu. Stryj nie chce wykładać kasy, ale ponieważ rodzina to rodzina, postanawia pomóc. Zaprasza więc na obiad prokuratora, z którym znają się z parteitagów (z niem. zjazd partii – przyp. red.) i prosi o pomoc. Prokurator oskarża przedsiębiorcę o rozpowszechnianie pornografii dziecięcej, którą to pornografię („dzięki” ustawie inwigilacyjnej) udaje się „znaleźć” na komputerze należącym do przedsiębiorcy. Później prokurator (na podstawie „zerowej” ustawy o prokuraturze) podaje do publicznej wiadomości zarówno dane przedsiębiorcy, jak i zarzut, że przedsiębiorca jest oskarżony o rozpowszechnianie pornografii dziecięcej.

Przedsiębiorca spotyka się ze społecznym ostracyzmem i spadają mu zyski, co więcej – prokuratura na poczet przyszłych kar zajmuje mu zakład i mianuje komisarycznego zarządcę, którym – jakże niespodziewanie – okazuje się kuzyn burmistrza. Przedsiębiorca oczywiście stara się w sądzie oczyścić z zarzutów i sąd w pierwszej lub nawet w drugiej instancji daje mu wiarę, choć trwa to nie pięć lat jak dzisiaj, ale co najmniej dziesięć. Niestety po dziesięciu latach, kiedy przedsiębiorca będący u kresu sił i środków – jeśli wcześniej nie zniknął lub nie wyjechał – dowiaduje się, że prokurator generalny na podstawie ustawy o sądzie najwyższym skierował jego sprawę do izby „ludowej” do ponownego rozpatrzenia. Tu następuje cud. Po kolejnych pięciu latach przedsiębiorca jest oczyszczony z zarzutów. Nie ma już domu, rodziny, zakładu, środków do życia. Wyjeżdżając ze swojego miasteczka mija kiedyś kwitnący, dziś w ruinie, swój dawny zakład. Kuzyn burmistrza – niedorajda – nawet kwitnący biznes położył na łopatki, ale nie martwi się o to – teraz on jest burmistrzem.

Chodzi o kasę!

Choć brzmi to jak scenariusz kiepskiego filmu o poprzednim reżimie, jest jak najbardziej prawdopodobne. Dokładnie takimi samymi metodami szajka Orbana sprywatyzowała Węgry. Nas też to czeka. Bo tu nie chodzi bynajmniej o jakąś „sprawiedliwość”, a już najmniej o „prawo”. Chodzi o kasę!!! O nic innego. No, może w przypadku Kaczyńskiego to patologiczny obłęd i żądza władzy, ale cała reszta tej jaczejki myśli tylko o tym, jak nas wydoić i jak ustawić państwo tak, żeby można było społeczeństwo doić jak najdłużej i jak najbardziej bezkarnie.

Chciałem napisać, że nasi władcy nie różnią się niczym od wszystkich swoich poprzedników, ale jednak nie. Różnią się. I to znacznie. Po pierwsze i przede wszystkim różnicę robi elektorat. Niestety. Nie bez kozery piszę o elektoracie PiS per „wyznawcy”. Tu kłania się wpływ Kościoła, który jest najważniejszym beneficjentem „dobrej zmiany”. Powszechne pranie mózgów nie pozostaje bez wpływu na polityczne wybory dokonywane przez połowę obywateli. Wiara zasadniczo odmawia stanięcia w szranki z rozumem i w związku z tym rozum jest na straconej pozycji.

Przed nami długi okres rządów tej bandy zwanej partią – na marginesie przypomnę tylko, że w języku polskim obserwujemy ewolucję słowa partia: od zbrojnej kupy rabusiów – hassy, hanzy, zwanej partią do politycznego ugrupowania. Przypadek?! Nie sądzę.

Inspiracją do dalszych przemyśleń stał się wywiad z Jakubem Bierzańskim (socjologiem, przedsiębiorcą, byłym doradcą Nowoczesnej ds. strategii politycznej, autorem wyborczego sukcesu tej partii pt. „Jarosław Kaczyński przeciągnął strunę”, który ukazał się w Newsweeku – dopisek redakcji), w którym tenże namawiał do znalezienia jasnych stron rządów PiS. Hehehehe!!!! Znaleźć JASNE STRONY rządów PiS!? To tak jakby beznogiego pytać, czy woli zamszowe mokasyny, czy chińskie tenisówki.

Łupieżcza władza

Ale powoli… Zacząłem się zastanawiać i doszedłem do wniosku, że jak dotąd najważniejsza jest ustawa inwigilacyjna zwana dla niepoznaki „antyterrorystyczną”. Swoją drogą: zadziwiające jest, jak każde słowo i każda nazwa, każdy przymiotnik i każdy czasownik w ustach PiS-u zmienia diametralnie swoje znaczenie, stając się swoim przeciwieństwem. Ja stoję na stanowisku, że należy używać słów zgodnie z ich przeznaczeniem; czyli ustawa… inwigilacyjna. Otóż zastanawiając się nad istotą tej ustawy (bo nad treścią i charakterem tego bubla legislacyjnego nie ma co się pochylać), nad duchem, esencją wręcz, doszedłem do wniosku, że w zasadzie jest mi wszystko jedno, czy państwo chce mieć całkowity wgląd w moją i wszystkich innych prywatność. Przecież ja swoją prywatność sprzedałem już dawno firmie Facebook, Google, Samsung i innym.

Jest jednak zasadnicza, a nawet fundamentalna, różnica. I nie mówię tu o celach samej ustawy, czyli zwiększaniu opresyjności państwa wobec obywatela. Chodzi mi o interes. Mój i wszystkich innych obywateli. Państwo ŻĄDA ODDANIA prywatności, w dodatku żąda za to zapłaty i to w gotówce, wyżej wymienione firmy KUPUJĄ naszą prywatność, płacąc barterem w usługach, które oferują. Stąd zacząłem wysnuwać inne wnioski. Po co nam władza, która nie dość, że jest opresyjna, to jeszcze łupieżcza i nie oferuje w zamian standardu usług, do jakich zdążyliśmy się już przyzwyczaić? Po co nam ministerstwa i ministrowie, zarządzanie jakichś kompletnie przypadkowych osób – ten rząd jest absolutnie najjaskrawszym przykładem matołów bez pojęcia posadzonych na nie swoich miejscach. Poco nam premierka czy też premier rządzący wedle swojego widzimisię, bez liczenia się z obywatelami i ich potrzebami? Po co nam utrzymywanie armii urzędników, którzy kosztują nas połowę każdej zapłaconej w podatkach złotówki? Po co wreszcie jest nam potrzebny ten cholerny chaos, który towarzyszy każdej kolejnej zmianie rządów? Tak jak inni mam absolutnie po dziurki w nosie najazdu głupków i dyletantów, którzy mówią mi, jak mam żyć i dodatkowo żądają za to coraz więcej kasy.

Urządźmy zatem przetarg na zarządzanie państwem. Przetarg dla wielkich korporacji informatycznych. Niech jakieś przysłowiowe Google przejmie rządy. Bo Google zanim zrobi cokolwiek zapyta każdego obywatela imiennie, czy ten wyraża na to zgodę. Bo Google weźmie mniej kasy mimo, że rachunek i tak będzie spory, ale jednak mniejszy niż utrzymanie tych partaczy. Bo Google wreszcie, dzięki pełnej obróbce naszej prywatności, najlepiej będzie wiedzieć czego nam potrzeba. Google przyśle nam na koniec roku pasek z rozliczeniem naszych podatków. Ile poszło na drogi, ile na szkolnictwo a ile na służbę zdrowia i bezpieczeństwo – sądy, policję i wojsko. Reszta należy do obywateli.

No i na koniec w tym nowym lepszym świecie zlikwidujemy wszystkie przywileje i ulgi. Zachowamy tylko urlop macierzyński. I zobaczymy, ile wpłynie do budżetu i jak spokojnie wystarczy na wszystkie nasze potrzeby. Czego w tej czarnej godzinie życzę sobie i wszystkim! Do zobaczenia w nowym, lepszym świecie!

Adam Szyszkowski

Inne artykuły tego autora

https://www.skwerwolnosci.eu/a/2017-08-25/przejmijcie-samorzady/

https://www.skwerwolnosci.eu/a/2017-08-21/zanim-nas-zjedza/