Opustoszały kraj na skraju Europy

Opustoszały kraj na skraju Europy
Kalendarz

Wielkimi krokami idziemy ku katastrofie demograficznej w Polsce i nie pomogą nawet rezolutne apele byłej pani premier o powrót do kraju naszych rodaków pracujących za granicą.

14 procent aktywnych lub potencjalnie aktywnych Polaków rozważa wyjazd za granicę w celu znalezienia tam pracy. Takie dane zawiera raport przygotowany przez Work Service. Przy kilkuprocentowym bezrobociu oznacza to dla pracodawców kłopoty ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Brak pracowników w bezpośredni sposób wpłynie na skalę produkcji i zakres świadczonych usług. W konsekwencji obecne wyczyny wicepremiera Morawieckiego mogą być jedynie początkiem zapaści polskiej gospodarki. Przy braku popytu na podstawowe dobra pozostanie nam zainteresować się na nowo gospodarką zbieracko-łowiecką lub też dołączenie do tych, którzy zdążą umknąć do Anglii, nim zamkną się granice.

Opustoszały kraj na skraju EuropyNa początek nieco optymizmu. Liczba osób planujących emigrację zarobkową w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zmniejszyła się o 5 procent. Z uwagi na to, że wyjechało już kilka milionów łatwiej na miejscu o jakąś pracę. I na tym kończą się dobre informacje. Aż 60 procent tych, którzy już podjęli decyzję, chce szybko wprowadzić ją w życie, zanim Wielka Brytania wyjdzie ze struktur europejskich. Spowoduje to jeszcze większe problemy pracodawców z pracownikami, a do tego może to być stałe zjawisko. Jeśli okaże się, że nie będzie powrotu do zjednoczonej Europy z Wysp Brytyjskich, wyjazd na kilka miesięcy może przerodzić się w stałą emigrację.

Blisko połowa chcących wyjechać to ludzie młodzi do 24 roku życia. Zabiorą ze sobą rodziny i realnie stracimy 2-3 razy więcej populacji, niż to wynika z pierwotnych założeń. Opustoszeją głównie miasta do 100 tysięcy mieszkańców i mniejsze miejscowości. Wyjadą najczęściej osoby bez wyższego wykształcenia, na dodatek mające obecnie zatrudnienie. Jedna czwarta z nich mieszka obecnie w północnej Polsce. Trafią – jak deklarują – do Anglii, Niemiec i Holandii.

 

Dla lepszych perspektyw

Polub Skwer na facebooku

Polacy wyjeżdżają, ponieważ zbyt mało zarabiają. Połowa kandydatów do wyjazdu zarabia poniżej 2 tys. zł, tylko ponad 10 procent powyżej 3 tys. zł. Jedna trzecia planujących emigrację jest zatrudniona na etacie, a dwie trzecie nie są aktywne zawodowo. Ale poza pełnym portfelem liczy się coś jeszcze. Wyższy standard życia, zwiedzanie świata, lepsze perspektywy rozwoju, ludzki system podatkowy oraz korzystniejsze warunki socjalne. Po drugiej stronie tego trudnego równania są kotwice, które trzymają ich na miejscu. Przede wszystkim wymienić należy tu rodzinę i przyjaciół, ciekawą pracę na miejscu i brak znajomości języków obcych. Gdzieś z boku jest jeszcze polityka migracyjna krajów do których się wybierają, a raczej jej powolne uszczelnianie.

Premier Szydło, gdy pełniła jeszcze swoją funkcję, oczywiście nie widziała zagrożenia w tym, że znaczna część aktywnych zawodowo ludzi planuje spakować walizki. Co więcej, rozbawiła ostatnio do łez Polonię w Danii i w Anglii słowami zachęty do powrotu. Podobno ojczyzna przyjmie ich z otwartymi ramionami. Pani premier, idąc śladem propagandy sukcesu, dodawała, że rząd chce ich wspierać, a polskie państwo jest i było ich opiekunem. Jeśli popatrzeć na to wszystko z punktu widzenia myślenia życzeniowego, to kreowanie wizerunku naszego kraju jako bezpiecznego i rozwijającego się jest przykre dla odbiorców podobnych komunikatów. Dodając słowa o możliwości kreowania swoich ambicji przez młodych ludzi, odnieść można wrażenie, że Szydło była premierem jakiegoś innego europejskiego kraju.

Kilka dni temu nowy premier nawoływał w expose: „Wierzę, że to, czego szukacie na Zachodzie, możecie znaleźć w Polsce. Możecie być tu szczęśliwi, możecie być tu bezpieczni. Możecie coraz lepiej zarabiać i mieć ambitną pracę. Z tego miejsca chcę Was zaprosić, żebyśmy razem budowali nowoczesną, silną i bogatą Polskę.” „Wierzę”, „możecie”, „chcę zaprosić” nie mogą zastąpić analiz, a samo obwieszczenie budowy Centrum Analiz Strategicznych jest jak obietnica złożona ciężko choremu, że już za kilka dni kupimy… termometr.

Ci, którzy zechcieliby wrócić, musieliby zmierzyć się z prawdziwą Polską, gdzie rząd każe nam mnożyć się jak króliki, w kolejce do lekarza specjalisty można zmitrężyć najlepsze lata, a ksiądz powie, jak trzeba żyć. W huku po wysadzeniu pałacu kultury i nauki będzie słychać coraz mniej rozsądnych ludzi. Pozamykają sklepy w niedzielę, ponieważ szkoda marnować pieniędzy w marketach, gdy można je przeznaczyć na tacę. I nawet nie będzie można tego wszystkiego opić, ponieważ w sklepach nocnych kupimy tylko drogie masło i jajka.

Zbyszek Wolski