Na kogo będę głosować w najbliższych wyborach?

Na kogo będę głosować

Instrukcja obsługi, czyli ważne odpowiedzi na pytania: czy głosować na „nazwisko” i jak „czytać” program? A może są inne zasady, które pomogą mi postawić krzyżyk przy odpowiednim nazwisku?

Nazwisko

Większość partii politycznych w Polsce powstała przez zebranie ludzi wokół wodza.

Wodzów najlepiej kreuje telewizja, skupiająca kamery tylko na jednej osobie w partii. Taki wódz powinien być telegeniczny i nie mieć wady wymowy. Powinien się ubierać albo bardzo elegancko, albo bardzo ekstrawagancko, albo bardzo niechlujnie. Gdy nie będzie bardzo,  mógłby przez telewizję w ogóle nie zostać dostrzeżony.

Wódz ma obowiązek znać się na wszystkim. W trakcie wywiadu nie może nie odpowiedzieć na żadne pytanie, nie może też powiedzieć: chwileczkę, w tej sprawie kompetentny jest mój zastępca albo sekretarz do spraw jakichśtam.

Gorzej, jeśli wódz zaczyna naprawdę wierzyć, że jest nieomylny i zna się na wszystkim. Sekuje wtedy tych swoich dotychczasowych zwolenników, którzy mają odmienne od niego zdanie. Bardzo często wtedy ludzie, pracujący dotąd na sukces wodza, zaczynają się zastanawiać, czy warto. Czują się pomijani i odepchnięci i bardzo często zakładają własną partię. Z tym samym lub podobnym programem. Bo partie w Polsce powstają często przez pączkowanie.

Polub nas na Facebooku

Wódz, który dzięki trikom PRowym długo utrzymuje swoją popularność staje się idolem. Zaczynamy człowiekowi wierzyć, zamiast poddawać jego słowa prawom logiki.  Irytuje nas jego krytyka i usuwamy z grona znajomych ludzi, którzy go krytykują. Bo nasz wódz jest jak Bóg: nieomylny i niepopełniający błędów. Zabieramy mu cechy ludzkie, by obdarzyć boskimi. A co najgorsze, pozwalamy mu być ponad prawem.

Co się dzieje, gdy nasz wódz przekroczy jednak dozwoloną przez nas granice? Zamiast miłości nienawiść, zamiast wiary – totalna krytyka. Nasz wczorajszy idol spada zawsze na samo dno piekieł naszego potępienia. Nie ma tu znaczenia rzeczywisty wymiar jego przewinienia. Ważniejsze jest, że zdradził swój obraz postulowany, jaki sami nakreśliliśmy sobie we własnych głowach. To, że on za ten obraz nie odpowiada, nie mieści się nam w głowie.

I co gorsza, zamiast poddać naszą irracjonalną wiarę w wodza surowej krytyce logiki czy zdrowego rozsądku, najczęściej przerzucamy się ze skrajności w skrajność. Obdarzamy całkowitym zaufaniem kolejną osobę na równie irracjonalnej podstawie. Po kilku próbach zniechęcamy się całkowicie do polityki, twierdząc, że „oni wszyscy to jednakowo warci siebie złodzieje”.  Nie chodzimy więcej na wybory albo wpadamy w pułapkę pięknie mówiącego demagoga.

Wódz, aby utrzymać się na powierzchni, musi często lawirować, zmieniać partnerów i zawierać chwilowe sojusze. Często przy tym zapomina, co było jego pierwotnym programem – jak Donald Tusk zakładając Platformę Obywatelską z Maciejem Płażyńskim i Andrzejem Olechowskim, czy Jarosław Kaczyński, zaprzeczając obecnie całkowicie ideom swojego brata. Jedyny program wodzowskiej partii opisał nota bene już 200 lat temu autor najlepszego jak dotąd pamfletu na charakter narodowy Polaków – Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”: Ja z synowcem na czele i jakoś to będzie.

Zasada wybierania wodza i obdarzania go całym naszym zaufaniem to wybieranie do władzy  anioła. Lepszego od nas, zbawcy, który poprowadzi – może nie na Kowno (proszę Litwinów o wybaczenie mi użycia tego przykładu), ale na pewno nie skrzywdzi.

Niestety, aniołów na Ziemi nie ma.

Każdy człowiek jest tylko człowiekiem. Nie ma człowieka bez wad. Wady i słabości pozostają czasem długo ukryte, a objawiają się w sytuacji, gdy ktoś przestaje nad samym sobą pracować.

Władza bardzo często psuje, degeneruje i wyciąga na jaw ludzkie słabości. Polityk jest znacznie bardziej wodzony na pokuszenie, niż przeciętny wyborca. Tu komplemencik, tam prezencik. Tu jest okazja znalezienia pracy dla bezrobotnego szwagra, tam słyszymy od kolegi, że jesteśmy naiwni, no przecież wszyscy tak robią, to nie jest łapówka, ale prowizja… Tu interes partyjny, tam układ koleżeński: ty mi dasz pracę dla szwagra, ja ci załatwię pozwolenie na co tam chcesz.

Bardzo wielu z nas stosuje ten sam system barterowej wymiany przysług i koncesji, ale na znacznie mniejszą skalę.

Najlepszy nawet człowiek po paru latach życia na szczycie może się zmienić na gorsze. Nie łudźmy się, że tym razem to już naprawdę wybierzemy ideał, spotkamy naszego księcia z bajki. Raczej zagłosujmy na notorycznego złodzieja, ale stwórzmy taki system procedur i ich kontroli, by nawet złotówki nie śmiał ukraść.

Program

Kiedyś świat był prostszy, bo głosowało się na program, który standardowo  należał do jednej z trzech opcji: prawicy, lewicy lub centrum. Prawica, konserwatywna, jeśli chodzi o obyczajowość, zwykle stawiała na poszanowanie własności prywatnej i ułatwianie ludziom bogacenia się. Lewica odwrotnie – stawiała na prawa socjalne, pomoc uboższym, równe szanse i pewną nowoczesność obyczajową. Centrum zwykle było pośrodku.

Niestety, wszystko zepsuła komuna, która była bardzo tradycjonalistyczna w sferze obyczajowej, znacznie bardziej niż jakakolwiek prawica na Zachodzie Europy. Partie komunistyczne miały natomiast niezwykle liberalny stosunek do kwestii cudzej własności i optowały za równością wszystkich obywateli poza członkami partii.  Pojęcia równych szans i równych zarobków partie te sprowadziły wprawdzie w pewnym momencie do zera, ale nikt tym pojęciom nie przeczył i w mentalności Polaków przetrwały one niezwykle mocno.

Potem przyszedł rok 1989 r. i wszystko się pomieszało. Rewolucyjnie nastawiona lewica żądała prywatyzacji przemysłu, wprowadzenia religii do szkół, ograniczenia aborcji oraz nieskrępowanego bogacenia się przez tych, którzy potrafią. Reakcyjna prawica starała się chronić swoje partyjne przywileje, stan posiadania i socjalistyczną własność środków produkcji. Centrum nie istniało, wybory wtedy były zero-jedynkowe, ogląd świata czarno-biały.

Po paru latach przemian politycznych i likwidacji partii śmiesznych lub kanapowych (kto jeszcze pamięta Polską Partię Przyjaciół Piwa?), nasza scena skrystalizowała się jako tako, po czym zabetonowała w sztywnych podziałach. Uff, można powiedzieć, to teraz przynajmniej wiemy, kto jest na lewo, a kto na prawo.

Nic z tego. Po wielu próbach opisywania gościom zagranicznym naszej sceny politycznej, aby ludziom przyzwyczajonym do pewnych schematów myślowych (prawica, lewica itp.), zadanie ułatwić, wpadłam na pomysł opisywania kryteriów podziału polskiej sceny politycznej według osi współrzędnych. Polskie partie polityczne dzielą głównie dwie kwestie: kwestia stopnia religijności oraz kwestia stosunku do spraw społecznych. Wygląda to mniej więcej tak:

Na kogo będę głosować?

W dolnej części osi pionowej znaleźć się powinny partie optujące za rozdziałem kościoła od państwa, w górnej znajdują się partie, gdzie prywatny światopogląd partyjnych narzucany jest reszcie społeczeństwa. Z lewej strony osi poziomej umieściłam partie kładące większy nacisk na liberalizm gospodarczy oraz większą ochronę pracodawców od pracobiorców, właścicieli od najemców. Tutaj mieszczą się programy cięć w sprawach socjalnych i ulgi zachęcające do bogacenia się. Po przeciwnej stronie mamy zwiększony nacisk na przywileje socjalne i opiekę nad najuboższymi, protekcjonizm państwowy i przepisy zmniejszające nierówności społeczne. Niestety, idąc w stronę prawej krawędzi osi horyzontalnej dochodzimy do punktu, gdzie opieka nad osobami niedostosowanymi społecznie zmienia się w rozdawnictwo państwowych pieniędzy, programy typu 500+.

Wykres nie jest ścisły, ale schematyczny, każda z partii miewała okresy wahnięć w prawo czy lewo, górę czy dół (moim zdaniem Nowoczesna po ostatnim głosowaniu nad skierowaniem do komisji projektu ustawy Ratujmy kobiety zdecydowanie powinna znaleźć się wyżej na tym schemacie). Proszę spróbować umieścić na wykresie nasze własne przekonania polityczne i sprawdzić, jaka partia najbardziej nam odpowiada.

Z takiego układu wynika, że najbardziej centralistyczną partią był SLD, ale pośliznął się solidnie na ogórku.

Największy wakat znajduje się w lewej dolnej ćwiartce. Aby przekonać społeczeństwo do programu z tej ćwiartki, trzeba by mieć siłę i odwagę Margaret Thatcher albo Gerharda Schrödera z jego oszczędnościowym programem Agenda 2010. Programy tych obojga poniosły jednak klęskę i dzisiaj tylko samobójca wystąpiłby z podobnym. W całej Europie mamy przecież zalew większych lub mniejszych obietnic; często całkiem demagogicznych,  z którymi trudno walczyć racjonalnie. Najbliższe wybory w Polsce pokażą raczej większe wzmożenie w kierunku osi sprawy socjalne. Tu prawdopodobnie nastąpi największa licytacja ofert – aż do bankructwa kraju albo opamiętania się wyborców.

Pis z kolei, nie mogąc już przesunąć się w górę osi pionowej, bo przestałby się różnić od Opus Dei, raczej chce cofnie się w dół, by zgarnąć trochę elektoratu ze strefy środkowej, może właśnie sieroty po PSL.

Zresztą, wraz ze zmianą wodza albo zawartej koalicji, zmieni się też program partii. Poprzednio np. głosowaliśmy na PSL, bo liczyliśmy na pomoc dla najuboższych na wsi, a dostaliśmy w pakiecie lekceważenie społeczeństwa. Albo:  chcieliśmy Orlików na wsi, ale dostaliśmy je wraz z utrzymaniem kosztownego KRUS.

Zasady

Skoro nie program i nie nazwisko, to na co warto zwracać uwagę, czym kierować się przy wyborach? Zasadami. Albo tym, czy ludzie, których chcemy wybrać, stosują się do przyjętych zasad, czy nie. O jakie zasady chodzi?

Głównie prawo i przepisy zawarte w kodeksach prawnych. Prawo nie jest niczym innym, jak umową społeczną, jaką zawieramy ze sobą, tworząc państwo. Akceptując obywatelstwo danego kraju, akceptujemy jego stan prawny, przy założeniach, że:

  1. Dotyczy ono wszystkich obywateli tego państwa jednakowo.
  2. Obywatele w miarę potrzeby i za wspólną zgodą mogą legalnie owo prawo zmieniać w zależności od aktualnych potrzeb i zmieniających się wymagań świata.

Szczególne zasady prawne, tworzące kształt państwa zawarte są w Konstytucji.

Ludzie, którzy przestrzegają najważniejszych praw, będą przeze mnie kontrolowalni i mam gwarancję, że jeśli popełnią błąd, będę miała legalne możliwości odsunięcia ich od władzy albo nawet ukarania. Moim obowiązkiem zaś jest domagać się zatem od państwa, aby prawo było przestrzegane zawsze i przez wszystkich. Prawo i Konstytucja w państwie, statut i regulaminy w organizacji, spółdzielni mieszkaniowej czy jakimkolwiek innym organie czy ciele, w którym współpraca polega na zawartej przez obie strony umowie społecznej. Zmiana prawa bez pytania współobywateli o zgodę jest zamachem stanu. Likwidacja prawa bez zgody społeczeństwa jest niczym innym jak rozbojem, w ustroju państwa zwanym dyktaturą.

Przestrzeganie prawa przez rządzących gwarantuje mi zachowanie mojego osobistego bezpieczeństwa, ale też stabilność państwa. .

Mojego głosu nie otrzyma nikt, kto złamał zawartą ze mną umowę. Zaufam tylko politykom lub kandydatom, którzy przestrzegają niewygodnych i nudnych procedur, praw i statutów.  Zaufam tym, co wiedzą, na czym polega gra fair. Będę komuś ufała dopóty, dopóki nie złamie umowy. Bo polityk, na którego głosuję, zawarł tę umowę ze mną osobiście. I obiecuję, że po każdych kolejnych wyborach będę pilnowała, by przestrzegał prawa i dotrzymał obietnic. Dlaczego politycy nagminnie relatywizują prawo i zapominają o obietnicach wyborczych?

Bo im na to pozwalamy. Bo od 1989 r. nie istniała w Polsce organizacja pilnująca na co dzień działań polityków i rozliczająca ich na bieżąco. Bo nasz wkład w kontrolę państwa ograniczał się do wrzucenia wypełnionej kartki do urny. Potem oddawaliśmy politykom pełną swobodę działania, co najwyżej narzekając na nich na Facebooku.

Mam nadzieję, że to się już skończyło. Bo po to, między innymi, powstał KOD, aby zmuszać polityków do respektowania swoich obietnic i haseł wyborczych. Zmuszać ich do przestrzegania umów, jakie z nami zawarli – zwłaszcza ci, którzy pięknie mówili o prawach człowieka i demokracji. I mam nadzieję, że po najbliższych wyborach KOD taką organizacją pozostanie.

Drogi Czytelniku, dobrnąłeś do końca i nie doczytałeś się, na kogo konkretnie będę głosować? Jeszcze nie wiem. Bo nie wiem, kto spełni moje warunki. Ważniejsze jednak od listy nazwisk jest mieć kryteria wyboru.

Do zobaczenia przy urnie!

Elżbieta Pytlarz