Wszystkie Kaśki, to fajne chłopaki

Spotkanie z cyklu „Kobiety Demokracji” – dziś opowieść z kilku regionów, a bohaterki łączy imię. „Dobra zmiana” dała im ogromną motywację. Wcześniej miały swoje hobby czy pracowały społecznie, ale nie na taką skalę.

Od stuleci ich imię znajduje się w pierwszej trójce najchętniej nadawanych imion żeńskich, a symbolizuje „osobę czystą, prawą, bez skazy”. Tyle jeśli chodzi p „pobożne życzenia”, a jaka była/jest prawda? Katarzyną była caryca Rosji, cesarzowa Rosji, królowa Anglii i Szkocji, królowa polska, wielka księżna litewska, królowa szwedzka i królowa francuska. Dlatego zapewne w wielu regionach i ruchach kobiecych mnóstwo angażujących się Kasiek. Może dlatego też, że jak mówi księga imion, Katarzyna jest inteligentna, o czym świetnie wie i daje to odczuć innym, cieszy się jednak szacunkiem i uznaniem wśród ludzi doceniających jej dynamizm, pełnię życia, ale przede wszystkim uczciwość. I choć niechętnie podporządkowuje się jakimkolwiek nakazom i zakazom, jest za to bardzo bystra i błyskotliwa.” Laurka wyszła, ale to prawda, że „Kaśki” mają duży potencjał do działań społecznych i chętnie się angażują.

A jakie są Katarzyny współczesne? Te reprezentujące „opozycję chodnikową”? Te, które w grudniu dwa lata temu wyszły protestować przeciwko „dobrej zmianie”? Kaśki z Warszawy, z Łodzi, z Koszalina i ze Śląska – wiadomo, że „bliższa koszula ciału” – stąd w kolejnej części wystąpią moje imienniczki, bo ich działania, pomysłowość i energia robią wrażenie.

Pomysłowe, energiczne, ofiarne

Kaśkę, blondynkę z aparatem, zna większość „gorszego sortu”, a jeśli nie zna – to poznała jej zdjęcia. W KOD Katarzyna Pierzchała była fotografem w grupie Media Mazowsze. Robiła fotorelacje z wielu krajowych i większości stołecznych demonstracji, wydarzeń i spotkań. To jej zdjęcia trafiły do materiałów promocyjnych i wydawnictw KOD, do czasopism – np. do „Obywatela” – oraz na fanpejdże KOD. Współpracuje z VIDEO KOD i naszym portalem. Jej prace można było podziwiać na wystawie przed sejmem w grudniu 2017, a jej fotografię z Czarnego Protestu z 2016 roku publikowały największe agencje światowe. – W poprzednim wcieleniu byłam zwykłym człowiekiem – żoną, matką, ekonomistką, z amatorskim zacięciem do fotografii podróżniczej, bez ciągot i zainteresowań polityką. Obecnie jestem aktywną opozycjonistką chodnikową – mówi Kasia Pierzchała. – Na ulice wyszłam na samym początku, 12 grudnia 2015 roku, kiedy „dobra zmiana” przejęła stery w kraju i zaczęła go psuć. Wtedy okazało się, że można uruchomić nawet najbardziej apolityczną osobę i spowodować, że będzie godzinami wystawać na mrozie i w upale, manifestując swój sprzeciw. Fotografia była moim hobby od szkoły podstawowej, jednak urocze krajobrazy ustąpiły miejsca przed obiektywem protestom i demonstracjom przeciwko niszczeniu demokracji w kraju. Najpierw masowe i radosne, teraz coraz mniej liczne i bardziej brutalne.

12 grudnia 2015 roku, na proteście przed TK była i inna Kaśka, Łodzianka, ale jeszcze wtedy się nie znały. Dziś miło o sobie mówią. Kaśka Knapik to rocznik 1986 – ma inną perspektywę, ale – podobne jak jej imienniczka– nie może patrzeć na to, co w kraju wyprawia PiS. Kiedy w grudniu okazało się, że nie tylko ona jest oburzona, trafiła na profil KOD i informację, iż w jej mieście zaczyna coś się dziać. Przyznaje, że myślała, że to kolejna akcja typu: „Przeczytam 52 książki w 2016 r.” albo „Schudnę w ciągu 12 miesięcy”, ale okazało się, że to coś znacznie poważniejszego. I bardziej czasochłonnego. Kaśka wcześniej była już osobą zaangażowaną – jeździła na „Masy Krytyczne” i protestowała przeciwko ACTA. A po powstaniu KOD została wicekoordynatorem regionalnym dla województwa łódzkiego od wyborów w grudniu 2015 po walne zgromadzenie członków regionu w lutym 2017. – Zajmowałam się kontaktami z mediami, byłam rzeczniczką prasową, pisałam teksty na portale internetowe, oświadczenia w imieniu regionu, treści ulotek, a także eseje –wylicza. – Wspierałam także grupę Edukacja. Pomogłam ruszyć PIKODom, Klubowi Dyskusyjnemu czy KOD Kino. Wymyśliłam „ZaKODowaną Książkę” (rozrzucanie po mieście książek, z których mogą skorzystać inni). Byłam inicjatorką „czarnych marszy” w Łodzi, happeningu „Deportacja nieprawomyślnych”, kodowych jasełek, „Tramu wpopszek rasizmowi”, „Kwiatka dla Tadka” (akcja uhonorowania Tadeusza Kościuszki) i pewnie paru mniejszych. Organizowałam prelekcje wewnętrzne (o manipulacji w mediach, strategiach ruchu oporu czy szkolenie z prowadzenia trudnych rozmów). Zajmowałam się działem członkowskim, bazą danych, przyjmowaniem deklaracji, także organizacją i protokołowaniem zebrań. Podczas demonstracji opiekowałam się gośćmi sceny, prowadzeniem, wypowiedziami do mediów, animacją, czasem strażą i kwestą. Napisałam cykl esejów (np. „Pokojowo do demokracji”) przybliżających dorobek teoretyka ruchów non violence Gene Sharpa. Byłam także osobą kontaktową dla działaczy lewicowych i feministycznych z Łodzi. Od wiosny 2017 prowadzę bloga na platformie Liberte!

Sporo tego, ale Kaśka (teraz z grupy Obywatele RP Łódź) to wulkan energii i pomysłów. A po za tym – wiadomo, że „wszystkie Kaśki, to fajne chłopaki są”.

Według Kasi Pierzchały, fotografki, nie można stać z boku. – Urodziłam się w głębokim PRL-u, pamiętam wszystko – dodaje. – Kiedy niszczą mi mój kraj, ja dokumentuję nasze protesty. Dokumentuję, bo trzeba uwiecznić wszelkie próby zapobieżenia dewastacji Polski, jakie podejmują ludzie, którym jeszcze zależy. Na zdjęciach widać, że kołem zamachowym opozycji parlamentarnej i tej „chodnikowej” są kobiety! To szczególnie widać na wystawie, którą wisi przed sejmem.

Kasia Pierzchała mówi, że straty to przede wszystkim kompletnie zaniedbane życie rodzinne i towarzyskie. – Ze względu na nawał wydarzeń w Warszawie, w domu jestem gościem – podsumowuje. – Zamiast leniwych wieczorów i weekendów w domowym zaciszu, człowiek wystawał godzinami na ulicy, przed Sejmem, PADem czy innym budynkiem rządowym, a potem po nocy trzeba było obrabiać setki zdjęć, bo przecież wszystko musi być na bieżąco relacjonowane. O zaległościach w pracy nie wspomnę, na szczęście mam wyrozumiałego szefa. Mam męża, dzieci, psa i hobby. Generalnie wiodłam standardowe życie kobiety w średnim wieku, ale to było w poprzednim wcieleniu, do grudnia 2015 roku. Teraz wszystko podporządkowane jest wydarzeniom organizowanym przez opozycję.

Podobnie mówi jej imienniczka Kasia Maj z Katowic. – Wszystko zawieszone na kołku, bo przedstawiły się wewnętrzne priorytety – przyznaje. – Jest jedno zadanie – wrócić do państwa prawa. Potem będzie znowu czas na życie, na warsztaty rozwojowe i imprezy.

W ulicznych koszach w polskich miastach można znaleźć haniebne wypowiedzi polityków PIS i ludzi prawicy. Kasia uczestniczy w akcji „WysyPiSko”, która dzięki niej ma zasięg od Bałtyku aż po Tatry. – Jesteśmy bombardowani obelgami ze strony przedstawicieli partii rządzącej – mówi. – Pierwszy raz od 27 lat agresja rządu przybrała tak olbrzymią skalę, a politycy PiS zdają się jakby prześcigać w obrażaniu wszystkich myślących inaczej niż oni. Te wyścigi dawno przekroczyły granice dobrego smaku. Na politykach ciąży szczególna odpowiedzialność za słowo. I dlatego należy uświadomić jakie będą konsekwencje słów np. Jarosława Kaczyński „Jestem gotowy na to, że zbiedniejecie”, „Chciałbym, żeby prawo działało wstecz”, „Śląsk jest miejscem, gdzie natężenie patologii jest bardzo wysokie.” Wśród haseł są haniebne słowa stronników władzy np. prawicowych dziennikarzy, księży i szefa związku zawodowego. Ta wstrętna retoryka rozlewa się jak z przepełnionego szamba. Trzeba powiedzieć w końcu STOP. Stąd nasza akcja.

Ogromną zaletą całej tej sytuacji, i nie jest to tylko moje zdanie, jest oderwanie kobiet „od zlewu” (tak przynajmniej było w moim przypadku) i obudzenie w nich świadomości sprawczości. Podobnie jak inne Kobiety Demokracji także nie działałam na niwie polityki, ale jak większość pań byłam aktywna społecznie.

Nie do powstrzymania

Wszystkie Kaśki to fajne chłopaki
Demonstracja w obronie sądów 15 lipca, 2017 Rynek Staromiejski Koszalin – nasza bohaterka, Kasia Paprocka przemawia. Fot. Małgorzata Maria Szmat

Kolejna Katarzyna – tym razem z Koszalina – to wiceprzewodnicząca KOD Regionu Zachodniopomorskie. Mimo wielu obowiązków Kasi Paprockiej udało się i wygrać wybory w swoim regionie (to w sferze KOD), i „odpalić” nową firmę w nowej branży (to sfera zawodowa), i prowadzić Latający Uniwersytet Demokracji (to w sferze edukacyjnej). – LUD daje mi niesamowitą satysfakcję i poczucie sprawstwa – przyznaje. – Udowadniamy, że „da się” nawet w niewielkim, oddalonym od Warszawy, Koszalinie. W zeszłym roku brałam też udział Kongresie Kobiet, który odbył się w Poznaniu. Wejście w świat aktywnych kobiet to mega inspirujące doświadczenie. A potem był jeszcze maraton demonstracji w lipcu. Dla mnie to przełamanie panicznego strachu przed mikrofonem i rozmowami z dziennikarzami. Nie było czasu na nerwy.

Jak znalazła jeszcze czas na pomoc ofiarom nawałnicy, w którą zaangażował się jej cały region? – Nie wiem, ale wiem, że sporo koderek w to „weszło” – przyznaje. – Choć od dawna działam w NGO-sach, to pierwszy raz pomagałam ludziom, których spotkało nieszczęście. Bardzo ważne doświadczenie. Pokazało, że mogę liczyć na wielu, wielu przyjaciół oraz, że jesteśmy fajnym narodem, który umie się dzielić. To napędza!

Tej siły nie da się zatrzymać! Fotografka Kasia Pierzchała także przyznaje, że zyski to przede wszystkim poczucie, iż nie jesteśmy bierne wobec aktu dewastacji państwa. – Nawet jeżeli nasze protesty nie odnoszą oczekiwanego skutku, bo „dobra zmiana” idzie jak walec, to wobec wnuków będę mieć czyste sumienie, że zrobiłam, co mogłam, że nie byłam jak większość Polaków kanapowym opozycjonistą wylewającym frustracje na fejsie – dodaje. – Zyskiem są również setki nowych znajomości ze wspaniałymi ludźmi.

Katowiczanka Kasia Maj od grudnia 2015 – „na ulicy”, potwierdza ogromną rolę kobiet najpierw w KOD, a teraz też w „opozycji chodnikowej”. W swoim regionie (Śląsk) nigdy miała funkcji, ale jak mówi „byłam trochę szefem ‚Kedywu’ czyli grupy od wszystkiego”. – Wokół mnie rzeczywiście większość to organizatorki a nie organizatorzy – przyznaje. – Każda akcja, choćby nocnego plakatowania, to były proporcje kobiet do mężczyzn, tak trzy, cztery do jednego. Albo do zera. Dziewczyny dają radę – czy to praca do późnej nocy, czy na straszliwym zimnie. Akcje edukacyjne to tylko kobiety: Agata, Natalia, Ania i dwie Kaśki.

I znów jakieś Kaśki… one nie dadzą się wypchnąć mężczyznom, co to to nie! One będą walczyć o swoje, dziś czy jutro… i wygrają.

Katarzyna Wyszomierska

Kolejne moje bohaterki, wobec wnuków czy dzieci chcą „mieć czyste sumienie”, jak mówi jedna z nich. Zatem już teraz zapraszam na kolejne spotkanie z Kobietami Demokracji.

#kobietydemokracji

 

Polub nas na Facebooku