Wobec brunatnej fali – moc kobiet

Zademonstrowali niepodległość od rozumu
Fot. Katarzyna Pierzchała
polecamy

Jestem polską Żydówką z rodziny od pokoleń żyjącej w Polsce. Doświadczyliśmy fatalnych skutków dwóch totalitaryzmów: nazizmu i komunizmu. Większość mojej rodziny zginęła podczas Holokaustu.

Mimo to zostaliśmy w kraju, bo rodzice czuli się polskim patriotami, bo wybraliśmy Polskę. A teraz, kiedy mam ponad 70 lat, dzieci i wnuki, znów wraca niepokój o jutro… Dlatego ze szczególną uwagą obserwuję odradzanie się hydry faszyzmu w kraju i na świecie. Jesteśmy w samym centrum kryzysu ekonomicznego, humanitarnego i geopolitycznego. Kiedy świat staje się nieprzewidywalny, a ludzie tracą grunt pod nogami, do władzy dochodzą liderzy, którzy podsuwają nacjonalizm i fundamentalizm religijny jako sposób zyskania silnej tożsamości i wspólnego wroga, na którym można rozładować frustrację i nienawiść. Nasze władze, działając według zasady „dziel i rządź”, przygotowały grunt do rozkwitu rasizmu, ksenofobii i wrogości do wszystkich tzw. obcych: uchodźców, „lewaków”, osób LGBT itd.

Lepszy strach stania wobec niż wstyd stania z boku

Wobec brunatnej fali - moc kobiet
Fot. Katarzyna Pierzchała

11 listopada odbył się w Warszawie kolejny Marsz Niepodległości z udziałem 60 tys. ludzi pod hasłem „Chcemy Boga”. Ideolodzy marszu przygotowali hasła: „Europa będzie biała albo bezludna” … ”Czysta Krew” … „Narodowy Socjalizm” … „Biała Siła Ku Klux Klan”. Pochód narodowców znaczyła czerwona łuna … I wszystko wyglądałoby „pięknie”, gdyby 14 zdeterminowanych kobiet z inicjatywy Obywateli RP nie stanęło w poprzek marszu z banerem: „Faszyzm Stop”. Rozmawiałam z sześcioma z nich, pytając o ich motywację do udziału w tak radykalnym proteście oraz o ich przeżycia w zetknięciu z masą narodowców z ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej.

Iza Możdrzeń z Warszawskiego Strajku Kobiet: Nie podoba mi się, że moje miasto wygląda jak pochód SS z lat 30.

Elżbieta Podleśna z WSK: Chcę być aktywnym świadkiem tego co się dzieje. Bo wolę strach stania wobec niż wstyd stania z boku.

Monika Niedźwiecka z Płocka, organizacja „Jedzenie Zamiast Bomb”: Od lat walczę o prawa człowieka, przeciw antysemityzmowi i dyskryminacji wszelkiego rodzaju. Stanęłam z kobietami, bo chciałam wyrazić swój protest.

Katarzyna Szumniak: Mam w sobie głęboką niezgodę i desperację, żeby przeciwstawiać się fali faszyzmu. Trzeba bić na alarm. Zmuszać państwo do reakcji.

Lucyna Łukian, Obywatele RP: Chcę walczyć z rasizmem, bo tego boję się najbardziej. Słuchałam opowieści babci i mamy, które były świadkami, jak rodziny wydawały bliskich, sąsiedzi mordowali sąsiadów.

Beata Geppert, Obywatele RP: To jest mój wkład w przeciwdziałanie faszyzmowi. Zostało wyhodowane zło, które znów podnosi głowę. Jeśli jest coś do zrobienia, to teraz, potem będzie za późno. Trzeba dostarczyć dowodów.

Maria Bąk-Ziółkowska cytuje wiersz napisany w obozie koncentracyjnym
w Dachau w1942 r. przez Martina Niemöllera, niemieckiego pastora:

„Kiedy przyszli po Żydów, 
nie protestowałem. 
Nie byłem przecież Żydem…
Kiedy przyszli po mnie, 
nie było już nikogo”.

Oko w oko z „patriotami”

Zademonstrowali niepodległość od rozumu
Fot. Katarzyna Pierzchała

Wszystkie te kobiety bez chwili wahania zdecydowały się dołączyć do akcji, także w imię solidarności z innymi kobietami. Wiedziały, że mogą dostać „łomot”, ale świadomie podjęły ryzyko. Kiedy stanęły przed mostem i rozwinęły transparent, zaczęto je atakować, wyklinać, popychać, kopać i opluwać.

Ewa Błaszczyk usłyszała: „dla takich jak ty warto odkurzyć komory gazowe”. Ojciec idący z małym chłopcem powiedział: „synku przyjrzyj się, to są czerwone kurwy, którym się we łbach pojebało”. Starsza pani wygrażała krzyżem. Usiadły, trzymały się razem, żeby ich nie rozdzielili. Elżbieta Podleśna zaczęła śpiewać „Modlitwę o Wschodzie Słońca” Natana Tenenbauma. Wykazały niezwykły hart ducha, mimo dojrzałego wieku, różnych schorzeń i uprzednich doświadczeń z przemocą.

Na pytanie, kogo widziały przed sobą i jakie były ich uczucia, odpowiadały różnie: „straszni ludzie, przerażający, bardzo młodzi z dziką agresją” (Beata Geppert), „rozjuszona banda człekokształtnych” (Lucyna Łukian), „masa młodych mężczyzn napalonych mocą, furią, wściekłością” (Kasia Szumniak). „Mnóstwo młodych, pryszczatych, butnych, idących z jakąś dumą, triumfalizmem”. Monika Niedźwiecka, nauczycielka, obserwuje, że do tego ruchu chętnie dołączają zaniedbane dzieciaki z rodzin ekonomicznie wykluczonych, z problemem alkoholowym. Jest w nich dużo nienawiści i chęci odwetu.”

– Widziałam, że idą ludzie zadowoleni, zespoleni potrzebą wspólnoty. Jednak w zetknięciu z protestem kobiet te twarze się zmieniły, wykrzywione grymasem nienawiści, szyderstwa – relacjonuje Elżbieta Podleśna.

Pojawiły się też ludzkie odruchy – kiedy narodowcy postanowili wynieść kobiety i upuścili Katarzynę Szumniak, która straciła przytomność, ale kiedy ją odzyskała, doświadczyła troski służb medycznych marszu. Zgłosiło się też dwóch młodzieńców, którzy koniecznie chcieli rozmawiać, bo nie rozumieli istoty protestu. Po chwili rozmowy przyznali, że rzeczywiście „koledzy przesadzili”. Ostatecznie kordon strażników marszu oddzielił kobiety od agresywnego tłumu.

Jak powstrzymać nacjonalizm?

Co możemy zrobić, żeby zapobiec epidemii nacjonalizmu? Moje rozmówczynie, świadome, doświadczone kobiety, poszukiwały mądrych rozwiązań: poprzez edukację, happeningi antyrasistowskie w szkołach, np. pisanie listów z Amnesty International – tworzenie alternatywnej, budującej wspólnoty, sztukę docierającą z mocnym, jasnym przekazem, czy wreszcie poprzez ludzką, życzliwą rozmowę.

W czasie panelu w muzeum Polin 1 grudnia spytałam księdza Adama Bonieckiego, co możemy zrobić, by bakcyl faszyzmu nie zarażał umysłów i serc naszych dzieci. Powiedział, że młodzi ludzie zafascynowani takimi poglądami, „nie zawsze zdają sobie sprawę, co małpują” i „mają niekoniecznie to przemyślane”. Zaapelował jednak, by ich „nie demonizować”. – Żebyśmy nie traktowali ich jak diabłów, jak hitlerowców, nie ulegali pogardzie i nienawiści – zaapelował ksiądz Boniecki.

Ja osobiście uważam, że trzeba docierać do dzieci już na poziomie przedszkola. Prowadzić mądrą edukację, która towarzyszy młodym ludziom w rozwoju ich tożsamości ale też wrażliwości, empatii, szacunku i otwartości wobec innego. Chodzi o to, aby stali się odporni na pokusę dołączenia do grup radykalnie wrogich innym ludziom. Aby zbudowali w sobie mocną opokę człowieczeństwa.

Obawiam się jednak, że nie zwalczymy brunatnej fali różnymi aktami protestu. Trzeba podjąć głęboko przemyślane, długoplanowe działanie adresowane do wszystkich, stworzyć przymierze przeciwko faszyzmowi.

Siła i nadzieja jest w połączeniu naszych energii, umysłów i serc! Aby czasy pogardy nigdy nie wróciły.

Tanna Jakubowicz-Mount

Artykuł (ze skrótami) został zamieszczony dzięki uprzejmości miesięcznika „Nasze Czasopismo”. Śródtytuły od redakcji.

Polub nas na Facebooku