Demokracja kobietami stoi

Ponad rok temu ukazała się książka Anny Herbich pt. „Dziewczyny z Solidarności”. Jeden z recenzentów napisał, że ta pozycja „przywraca pamięć o kobietach, bez których rewolucja (…) nie mogła się udać, oddaje głos bohaterkom, które zbyt długo pozostawały w cieniu.”

I mamy kolejną rewolucję w dziejach naszego kraju. Kto i dlaczego zbudził już nie „dziewczyny” a „kobiety”, już nie „Solidarności” a „demokracji”? Kolejny artykuł z cyklu opowie o Elwirze, Małgosi, Eli i Dorocie oraz o innych fantastycznych paniach – o Kobietach Demokracji właśnie.

Demokracja kobietami stoi
W listopadzie 2016 Elwira Śliwińska zeznawała podczas procesu koderów (‚zakłócenie porządku’ podczas wiecu wyborczego p. Anders-Costy udającego wystawę). Fot. Katarzyna Pierzchała

Jedna z pierwszych, których prezes Kaczyński oderwał od domowych obowiązków, była Elwira Śliwińska. – W listopadzie 2015 roku byłam już na emeryturze i opiekowałam się m. in. wnukiem – wspomina. – Miałam trochę wolnego czasu w trakcie dnia i dużo czasu spędzałam na fejsbuku. Zaczęło się z Trybunałem Konstytucyjnym i Łoziński ogłosił swój manifest a Kijowski założył grupę na portalu społecznościowym. Weszłam do grupy gdzieś około „trzeciego tysiąca”. I się zaczęło! Zaczęłam bywać na spotkaniach warszawskich i jednocześnie szukałam kontaktów z ludźmi z Białegostoku. Bardzo szybko dotarłam do podlaskiej grupy fejsbukowej i szybko się zwołaliśmy. Na pierwsze spotkanie przyszło nas kilkoro Dorota, Waldek, Jacek, Paweł, ja i kilku innych. W grudniu zwołaliśmy pierwsze zebranie regionu KOD Podlasie. Nawet nie liczyliśmy, że przyjdzie kilkadziesiąt osób… Podzieliliśmy zadania i zabraliśmy się do pracy. A potem poszło…

Postanowiła zająć się finansami i być łącznikiem, spoiwem między ludźmi i grupami. Następny krok to powstawanie różnych grup fb i adminowanie nimi – robi do dziś. W sprawozdaniu z działań KOD Podlasie, które mi podesłała, jest sporo działań, choć region jest bardzo rozległy i bardzo trudny. A jeszcze co jakiś czas odbywają się rozprawy członków KOD w suwalskim sądzie. Gdy przyjeżdżają koderzy i niekoderzy z Mazowsza – trzeba ich ugościć, przenocować, zająć się nimi. I jeszcze protesty, i działalność pro frekwencyjna w okręgu 59. – Oczywiście nigdy bym sama tego nie zrobiła, gdyby nie pomagali mi i brali we wszystkim udział inni członkowie KOD – przyznaje Elwira. – W momencie kiedy przestałam być koordynatorem zaczęło mi brakować dużej ilości bałaganu. I wtedy zaczęły się ruchy kobiece OSK (Ogólnopolski Strajk Kobiet), weszłam w nie miękko i szybko, tu też zajmuje się organizacją pikiet, manifestacji, a także prowadzę niewielką stronę fb „Ratujmy Kobiety Białystok” i ciągle walczę. Doszłam do wniosku, że to mój żywioł. Nie umiem bezczynnie przyglądać się jak zaorują nam wolność i demokrację. Zrobię wszystko, co w mojej mocy i siłach, by do tego nie dopuścić.

Demokracja kobietami stoi
Imię Małgorzata pochodzi od słowa margarites, które po grecku znaczy „perła”. Nasza bohaterka, Małgorzata jest osobą twardą i z pewnością zauważalną – jak perła. Fot. Ada Gruszka

Małgorzata Lech-Krawczyk nie chce być nazywana „szychą”, ale faktycznie piastowała i piastuje obecnie ważne stanowisko w KOD (jest szefową swojego regionu – Dolnego Śląska i członkiem zarządu). Nie chce tak o sobie myśleć. – Nie jestem i nie będę „szychą” tonie moja natura – protestuje Małgosia. – Nawet w pobliżu takiego określenia czuje się niezręcznie. Staram się wskrzesić w ludziach zapał i energię. Nawet jak jestem zmęczona, staje na baczność, bo nie mogę zawalić. – Wiele osób potwierdza, że jest jedną z osób, które przed te 2 lata „odwaliły” najwięcej czarnej roboty i to moim zdaniem najbardziej niewdzięcznej i najciężej. Ona podobnie jak inne koderki wskazuje na innych, bo przecież KOD to praca wielu… – Spotkały się świetne kobiety, wyjątkowe silne osobowości i barwne postaci – przyznaje. –  Pamiętam pierwszą demonstrację pod TK, było nas może 200, może 300 osób. Naprzeciwko jakieś starsze panie śpiewały pieśni kościelne co czyniło całą sytuację mocno surrealistyczną. I wtedy wróciły wspomnienia…  Ostatnie demonstracje, w których uczestniczyłam to strajki studenckie z końcówki roku 80. I przed TK czułam się trochę jak Obywatel Piszczyk.

Polub nas na Facebooku

KOD Dolnośląskie tworzyła od pierwszych dni. Do wyborów była koordynatorką regionalna, potem do dzisiaj jako przewodnicząca Zarządu Regionu. – Za salę, pierwszy banner, pierwsze manifestacje płaciliśmy z własnych pieniędzy – wspomina. – Potem było pierwsze spotkanie. Po nocach adminowaliśmy grupami FB. Jak grzyby po deszczu powstawały grupy lokalne. Czasu na sen nie było…

Setki kilometrów przejechanych przez Dolny Śląsk. Manifestacja za manifestacją i wkurzeni ludzie, wszystko załatwiane za darmo, szybko, druki na prywatnych drukarkach… Potem na łeb na szyję zbierali podpisy pod Obywatelskim Projektem Ustawy o TK. Są i malkontenci. Normalne, ruch różnorodny więc i różne poglądy. – Podpisy zbieramy, marzniemy stojąc kilka dni w tygodniu, zgodnie z grafikiem dyżurów – dodaje. – No i zebraliśmy! Po raz pierwszy KOD został potraktowany poważnie. Manifestacja za manifestacją na okrzepnięcie i pomyślenie nad strategią nie ma szans! Robimy Pierwszy Wrocławski „Marsz do Demokracji”. Przyjeżdżają ludzie z Polski. Jest nas może i 30 tysięcy.  Ledwo kończymy jedną manifestację, już trzeba pracować nad kolejną. Do roboty i wszystkie ręce na pokład. FB zaczyna żyć swoim życiem, admini pracują dzień i noc. –

Małgosię doceniają inni, bo jest pracowita, dokładna (czasem nawet za bardzo). W czerwcu zostaje pełnomocniczką ds edukacji ogólnopolskiej (to chyba jej „flagowe” przedsięwzięcie), za chwilę dochodzi koordynowanie projektem „Przestrzeń Wolności czyli w jakiej Polsce chcemy żyć? ” – Zabieram się z impetem do nowego zadania, tworzę katalog działań edukacyjnych, prowadzonych w całym kraju – wspomina. – Powstaje dokument „LOT ptaka”, żeby pokazać co i gdzie dzieje się w regionach i w grupach lokalnych. Wraz z zespołem „Przestrzeń Wolności” analizuje wszystkie regionalne działania, przygotowuje ścieżki rozwoju, kroki do przyszłości…

Do grona 294 wrocławskich krasnali dzięki KOD dołączyła we wrześniu 2017 krasnalka Demokracja.

Małgosia podobnie jak inne kobiety nie szczędzi komplementów innym koderkom i wymienia Magdalenę Filiks („to przez co razem przeszłyśmy, żadna beczka soli nie zastąpi”), Marysię Wojciechowską, Elę Pytlarz, Dagmarę Dłużniewską, Olę Solecką, Beatę Somerschaf, Joannę Roqueblave, śp. Beatę Kolis, a ze swojego Dolnego Śląska – Martę Wosak, Anię Kowalczyk-Derlęga, Elę Majewską-Cieśla, Bożenę Powagę, Natalię Tarmas i Kasię Mortoń, a na Dolnym Śląsku Janinę Dyl-Kehl i wiele innych, także tych, które zaczęły działać w innych organizacjach. – KOD to ludzie – podkreśla – ludzie, którzy nie zawsze mają takie same zdanie, którzy spotkali się na krócej, dłużej, poszli swoją drogą, ale każda z tych osób z pewnością wpisała się w historię polskiej demokracji i walki o nasze wspólne obywatelskie prawa. Od każdej czegoś się nauczyłam i każdej dziękuje.

Także wymieniona przez Małgosię Ela Pytlarz, docenia inne panie. – Kobiety były w KOD od początku, jak Joanna Roqueblave, Magda Ostrowska – prawniczka, Joanna Radzimowska, sekretarka, która zajmowała się niemal wszystkimi sprawami Mateusza Kijowskiego jako przewodniczącego stowarzyszenia – wspomina. – Harując po 16 godzin na dobę organizowały manifestacje, tworzyły od zera regiony, jak Małgosia Lech-Krawczyk, Magda Filiks czy ja. Próbowały zorganizować profesjonalne biuro z obiegiem dokumentów, zanim im niegrzecznie podziękowano, bo profesjonalne biuro nie było nikomu potrzebne. Sprzątały lokale, przyjmowały telefony i prały flagi KOD-u. Jak powiedziała kiedyś  jedna z założycielek Stowarzyszenia, Marysia Wojciechowska, „nie potrafiły się przebić przez nadmiar testosteronu panów przy władzy”. Ich rady i głosy nie były brane pod uwagę przez zacietrzewionych sporami kolegów. O zasadzie parytetu władzy przypominano sobie w ostatniej chwili.

Ela Pytlarz to jedna z naszych autorek, a jej pasją są podróże, ale czasu na nie ostatnio jakby brak.

Jak twierdzi Ela, wiele z nich odeszło na znak protestu. Kilka wróciło, by próbować zmienić tę organizację na lepsze. – Te, które odeszły, okazały się nie do zastąpienia – jak Magda Ostrowska, która swoim obiektywizmem i chłodnymi uwagami uspokajała nadmiar emocji w pierwszym zarządzie – mówi Ela. I ona także wspomina śp. Beatę Kolis, jak twierdzi „pierwszą i ostatnią osobę, która profesjonalnie dbała o PR Stowarzyszenia”. – Beata pilnowała, by wszystkie publiczne wypowiedzi miały właściwą wymowę i dawały jednoznacznie pozytywny przekaz – dodaje. – Zorganizowała profesjonalną grupę medialną KOD i była chyba jedyną osobą, która przez jakiś czas skutecznie i konsekwentnie kreowała politykę wizerunkową organizacji. Była też jedyną osobą, która miała na Mateusza Kijowskiego pozytywny wpływ. Odeszła, gdy już nie była wstanie wytrzymać fali hejtu, jaki kierowano przeciwko niej i jej przyjaciołom.

Region Łódzki jest mocny kobietami i jak widać na zdjęciu otwierającym (Kasia i Michalina podczas jednej z akcji) – cała nadzieja jest w nich! Katarzyna Lehmann – „szefuje” w biurze KOD Łódzkie. Ustala grafiki spotkań, dyżurów. Jest plastykiem, więc ogarnia też szybkie transparenty. Robi jeszcze mnóstwo innych rzeczy w  tak zwanym międzyczasie. Dorota Makaruk – chyba najcichsza osoba w tej grupie, zawsze obecna w  bezpośrednich działaniach ulicznych. Zawsze gotowa do wsparcia, systematyczna, nie odpuszcza. Czarna Madosia – obrzydliwie zdolny grafik. Gabrysia Sławińska – „wiejska edukatorka” – uparła się i dopięła projekt informacyjny dla rolników. Organizuje spotkania w gminach, zabiera prawnika albo lekarza albo jednego i drugiego i rozmawiają z rolnikami o zmianach. Spokojnie, bez napinki. Gabrysia mówi, że z ludźmi trzeba rozmawiać. Nie wie, jak będą głosować ale trzeba rozmawiać bo jeśli nie, to usłyszą tylko to, co ksiądz mówi. Wszystkie te panie wymienia Dorota Milcarz, która na pytanie „Jakie piastuje stanowisko?” odpowiada: „Nie używam. Używam odpowiedzialności. Staram się działać zespołowo, skupiać ludzi wokół zadań.”

Demokracja kobietami stoi
Dorota Milcarz (na zdjęciu) wspomina remont „Któregoś dnia przyjeżdża człowiek i pyta jakie materiały są jeszcze potrzebne. Głosował na sprawujących władzę. Teraz mu głupio. Przywozi gips, zaprawę, farby…” Fot. KOD Łódzkie

Dorota przed grudniem 2015 r. była zajęta wyłącznie prowadzeniem firmy. – Po kilkanaście godzin dziennie spędzałam na pracy zawodowej, na pilnowaniu zmian w przepisach, śledzeniu nowości towarowych, analizowaniu wyników – przyznaje. – Zostawało bardzo niewiele czasu na cokolwiek. Życie rodzinne wyrywane wieczorami, ciągły dylemat poczytać czy obejrzeć film, o którym słyszałam. Podstawowe informacje czerpałam z radia słuchanego podczas przejazdu ze sklepu do sklepu. Bez wakacji. Ogólnie niezdrowo. Któregoś wieczoru udało mi się zajrzeć do teściowej, na herbatę, a ta użaliła się, że bardzo martwi się o Beatę, która całe dni i noce siedzi przy komputerze. Poszłam do Beaty. Zaczęła od pytania, czy wiem, co to Trybunał Konstytucyjny? Wiedziałam. Ale, czy wiem, co z nim. Nie wiedziałam.  Słuchałam przez 2-3 godziny. Beata skontaktowała mnie z pozostałymi z grupy. Nie znałam nikogo. Następnego dnia zadzwoniłam do Doroty – dziewczyny, która miała odebrać plakaty do rozwieszenia. W witrynie sklepu przykleiliśmy informację o demonstracji 19 grudnia na Placu Dąbrowskiego. Był 16 albo 17 grudnia 2015 r. I tak to się zaczęło.

Projekt wnętrza - Małgorzata Czarna, projekt grafiki - Andrzej Pągowski - tak wygląda siedziba KOD Łódzkie. Fot. Grażyna Kondraciuk
Projekt wnętrza – Małgorzata Czarna, projekt grafiki – Andrzej Pągowski – tak wygląda siedziba KOD Łódzkie.

Pracy jest sporo – Dorota z ramienia łódzkiego KOD rozpoczęła w ubiegłym roku projekt Obserwatorium Wyborczego – zebrała zespoły, analizowała procedury, zaproponowała działania edukacyjne. – Wybory samorządowe to najważniejsza teraz rzecz – podkreśla. – Tu musimy zadziałać wszyscy razem i mądrze. Wierzę, że uda się, bo wokół wielu niesamowitych ludzi. Ale kobiet jest więcej. Dużo więcej.

Pisząc o latach 80-tych historycy woleli wymieniać nazwiska mężczyzn, to oni trafiali na listy wyborcze, bo kobiety wróciły do domów. Czy dojdzie do sytuacji, że Kobiety Demokracji opisywane w tym cyklu tak jak kobiety z „Solidarności” zostaną „wygumkowane” ze współczesnej historii? Czy nie okaże się po latach, że kobiety opozycji chodnikowej były tłem? Nie obawiam się tego, bo zbyt dużo już zrobiły przez te dwa lata. Bo Demokracja kobietami stoi! Czy więc nie czas na reanimację Partii Kobiet?

Katarzyna Wyszomierska

#kobietydemokracji

Inne artykuły z cyklu „Kobiety Demokracji”:

Żegnamy i witamy kolejny rok kobiet

Żeby być tam, gdzie być powinnam

Wszystkie Kaśki, to fajne chłopaki