Nie betonujcie nam Krakowa – w obronie Zakrzówka

Nie betonujcie nam Krakowa
Kalendarz

Dziś o „małej demokracji”, tej z naszego ogródka, z naszej „małej Ojczyzny” i o walce o tereny zielone, których nigdy za mało. Miłośnicy Zakrzówka mają głos.

Zakrzówek to dawna wieś włączona do Krakowa w 1909 r., a obecnie część dzielnicy Krakowa – Dębniki.  Jego największą atrakcją są skałki oraz dwa dawne kamieniołomy wapienia, materiału, z którego powstały najstarsze budowle Krakowa z katedrą, kościołami św. Wojciecha,  św. Andrzeja, Najśw. Salwatora  oraz murami obronnymi. Rodzaj występującego tu kamienia jest typowy dla Jury Krakowsko-Częstochowskiej: biały, poprzerastany krzemieniem. W czasie II wojny światowej wydobywano stąd kamień na potrzeby zakładów Solway, w których pracował m.in. późniejszy papież Jana Paweł II.

W 1990 r. najgłębsza część większego kamieniołomu została zalana, tworząc jeden z najbardziej urokliwych akwenów wodnych Krakowa. Zakrzówek to w tej chwili zarówno popularne miejsce spacerowe dla krakowian, częściowo zalesione i zagospodarowane jako naturalny park oraz łąki, ale też pierwsza próba mierzenia się z pionową ścianą dla początkujących taterników czy miejsce, gdzie znajduje się szkoła nurkowania. Jedno z zagłębień terenu wśród skał, wykorzystywane jest przez okoliczne dzieci jako jedyne dostępne im boisko piłkarskie, a na szczytach wapiennych skałek w lecie krakowianie rozpalają ogniska i urządzają grille.

Większa część tego terenu przez lata była królestwem dzikiej przyrody, a dostęp do akwenu wodnego, otoczonego drucianą siatką dozwolony był jedynie nielicznym członkom Klubu Nurków.

Polub Skwer na facebooku

W latach 2011-2016 r. wykonano kilkukrotnie opracowanie flory i fauny Zakrzówka, wskazując na konieczność włączenia tego terenu do obszaru Natura 2000. Zinwentaryzowano wtedy  gatunki chronione: kosaćca syberyjskiego i sasankę łąkową, pełnika europejskiego, motyla modraszka, liczne odmiany trzmieli, traszkę grzebieniastą, kumaka nizinnego i gniewosza plamistego z gadów oraz liczne gatunki ptaków, ważek i nietoperzy. Cały teren,  ze względu na duże nasłonecznienie skał i spory akwen wodny ma swoisty mikroklimat, który sprzyja rozwojowi gatunków chronionych. Znajdują one łatwe kryjówki w rozpadlinach skalnych, miejscach trudno dostępnych itp., a mały kamieniołom i łąka to wręcz raj dla owadów, motyli i gniewosza.

Nie betonujcie nam Krakowa
Fot. Anna Izabela Nowak

Mimo, że cały teren jest częścią Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego na to miejsce, położone obecnie niemal w centrum Krakowa, w odległości 20 minut pieszo od Wawelu, od dawna łakomym wzrokiem patrzyli deweloperzy. Okoliczna zabudowa  była niska i stanowiły ją albo domki jednorodzinne, albo niewysokie dwupiętrowe bloki, położone z dala od  skałek i łąk, poza otuliną terenu chronionego. Takie bowiem były warunki zabudowy 16 lat temu, kiedy to zabroniono ingerencji w miejscowy poziom wody, zakazując podziemnych garaży, a niska zabudowa miała zachować korytarz powietrzny, przewietrzający samo centrum Krakowa. Starzy właściciele wypasali bydło na łąkach i nie myśleli o zabudowie. Niestety, parę lat temu pojawił się zagraniczny developer i wykupił skały, część zalewu i większość łąk z rąk rodziny, która wcześniej oferowała tę ziemię miastu za przystępną cenę – ale władze nawet nie podjęły z nią rozmów.

W 2014 r. Rada Miasta Krakowa przegłosowała plan zagospodarowania przestrzennego dla tych okolic. Mimo protestów organizacji i środowisk ekologicznych (m.in. Modraszek Kolektyw), zezwolono w Parku Krajobrazowym na zabudowę wielorodzinną do wysokości 11-13 m, z podziemnymi garażami, także na obszarze łąki, gdzie występuje gniewosz plamisty! Dopiero w kwietniu 2016 r. miasto odkupiło  część  zalewu i skały, planując rozbudowę parku i utworzenie kąpieliska, które mieszkańcy wywalczyli sobie w budżecie obywatelskim. Dużą część łąk pozostawiono deweloperom, którzy – nie patrząc na takie bzdury jak siedliska gniewosza czy modraszka – postanowili zabudować teren do maksimum, nie zważając na fakt, że mieszkańcy nowoprojektowanego osiedla nie będą mieli którędy  dojechać do planowanych bloków. Ale tego nie będzie przecież widać na prospekcie, ukazującym małe osiedle (w praktyce na kilka tysięcy mieszkańców!) na tle zalewu i śnieżnobiałych skałek.

Oczywiście, można powiedzieć, że każdy ma prawo mieszkać ładnie. Pytanie tylko, czy kosztem innych mieszkańców? Czy kosztem przyrody, a zwłaszcza gatunków chronionych? Stanu powietrza? Czy miastu naprawdę opłaca się zadowolić dewelopera i czy zyski z inwestycji naprawdę będą większe niż koszty zniszczenia tego unikalnego przyrodniczo terenu, który po wybudowaniu kilkudziesięciu bloków zostanie zdewastowane, bo stanie się siedliskiem hałasu i  nielegalnym wysypiskiem śmieci? Czy dotychczasowa obecność   niedzielnych spacerowiczów, okazjonalnie rowerzystów i pokojowe sąsiedztwo kilkunastu domków jednorodzinnych, przy którym dotąd populacja gniewosza płodnie się rozwijała, można zrównać z blokowiskiem i tranzytem samochodowym przez środek Zakrzówka? Czy taką ciszę i spokój w Parku Zakrzówek chcą zafundować krakowianom i gatunkom chronionym władze miasta?

Nie betonujcie nam Krakowa
Fot. Anna Izabela Nowak

Miłośnicy Zakrzówka od dawna starają się przedstawić swoje racje miastu i wierzą , że ten “ósmy cud Polski” da się jeszcze uratować. W Krakowie trwa ostatnio ogólniejsza dyskusja nad ocaleniem i ochroną terenów zielonych. Organizacje ekologiczne, wspierane przez znaną aktywistkę i performerkę, Cecylię Malik, walczą o przeznaczenie stałego procenta dochodu miasta na wykup terenów zielonych zagrożonych zabudową. Kraków rozpoczął inicjatywę wykupu działek od prywatnych właścicieli pod zieleń. Być może ktoś wreszcie pójdzie po rozum do głowy i pojmie, że w mieście duszącym się od smogu,  każde drzewo i fragment zieleni  są cenniejsze, niż zyski z inwestycji deweloperskich, zwłaszcza jeśli jest to teren tak unikalny jak Zakrzówek!!!

Elżbieta Pytlarz