„Więź” pyta: jaki patriotyzm?

„Więź” pyta: jaki patriotyzm?
polecamy

60-lecie „Więzi”, kwartalnika, który przez dekady kształtował postawy polskiej inteligencji w duchu nieprzekłamanych chrześcijańskich wartości „caritas et misericordia”, przypada na czas, kiedy wyzwania, jakie stawiali przed sobą twórcy tego pisma, stają się znów w pełni aktualne.

W tekście programowym sprzed 60 lat „Rozdroża i wartości” , w okresie politycznej odwilży po upadku stalinizmu i nadziei na znaczne obniżenie poziomu cenzury i pozytywne zmiany społeczne, Tadeusz Mazowiecki pisał: „…Sens naszej pracy widzimy tylko wówczas, jeśli będzie ona zakorzeniona w tym, co jest bólem i niepokojem naszego czasu; jeśli wyrastać będzie ona z prawdziwego związku z tym, co jest treścią życia współczesnego człowieka zarówno tam, gdzie jest on wielki, jak i tam, gdzie jest on słaby i mały…. Na dnie zwątpienia, jakiemu ulega człowiek współczesny, można odnaleźć znajdującą się w jego sercu tęsknotę za wartościami nadrzędnymi i trwałymi, za życiem poświęconym czemuś więcej niż samo tylko trwanie…”

Dzisiaj, z okazji jubileuszu, pisze „naczelny” pisma, Zbigniew Nosowski, w manifeście „Inne rozdroża, te same wartości”:  „…Spieramy się i spierać będziemy ze wszystkimi, którzy sami przyznają sobie monopol na katolicyzm, nowoczesność, tradycję czy patriotyzm… Zawsze będziemy się sprzeciwiać pogardzie wobec innych, nienawiści o wszelkich odcieniach ideologicznych, zwłaszcza skierowanej przeciwko osobom inaczej wierzącym, innej narodowości, przybyszom, mniejszościom… Będziemy konsekwentnie odrzucać wąskie, wyłącznie etniczne rozumienie polskości, nacjonalizm, antysemityzm czy islamofobię. Nie do przyjęcia jest dla nas zarówno antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych, jak i nihilizm ludzi sympatycznych i miłych… Nie zgadzamy się na wypaczanie wiary chrześcijańskiej, jej instrumentalne wykorzystywanie, traktowanie jako tożsamościowego dodatku czy rytualnego ozdobnika… Chcemy łączyć wierność chrześcijańskim korzeniom i mądry krytycyzm, wspierać symbiozę głębokiej tożsamości z otwartością…”

Taka była i jest „Więź”

Wyjaśniała mało zrozumiały wówczas, głęboki sens historycznego przesłania polskiego Episkopatu adresowanego do niemieckich biskupów: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, przeprowadzała polską inteligencję przez haniebny czas antysemickiej hucpy w końcu lat 60-tych; w 70-tych – odważnie protestowała przeciwko „konstytucyjnym” zapisom o wieczystej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim; później wspierała robotnicze strajki upominające się o obywatelskie prawa i ludzką godność; w 80-tych – promowała wolnościowe i humanistyczne ideały „Solidarności”; w czasie koszmaru stanu wojennego, a później – lęków i niepewności, jednoczyła i podnosiła na duchu; w latach 90-tych – dokładała swoją cegiełkę do politycznej transformacji kraju, sprzyjając obranej przez Tadeusza Mazowieckiego drodze, wiodącej ku otwartości i pluralizmowi; by wreszcie w pierwszych latach nowego wieku żarliwie wspierać narrację JPII za akcesją Polski do Unii Europejskiej.

Jubileuszowa debata

Jubileuszową galą na 60. urodziny „Więzi” była fascynująca konferencja poświęcona debacie „Jak ocalić patriotyzm”. Gościny udzielił – w Domu Arcybiskupów Warszawskich – metropolita warszawski, kard. Nycz. Jubileuszową debatę otworzył swoim wystąpieniem prymas Polski, abp. Polak, a w panelu zasiedli profesorowie Michał Bilewicz – Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, Aleksandra Hnatiuk – Instytut Slawistyki PAN, wykładowca na UW i Uniwersytecie Kijowskim, Paweł Rojek – Instytut Filozofii UJ oraz ks. Alfred M. Wierzbicki – Katedra Etyki KUL. Aleksandra Hnatiuk jest dla mnie, w tym zacnym gronie, postacią wyjątkową: swoje korzenie widzi po równo jako polskie, ukraińskie i żydowskie. Zanurzenie się w tej debacie było jakby nabraniem w płuca potężnego haustu świeżego, ożywczego powietrza po tym, jak na co dzień przychodzi mi oddychać toksycznym wyziewem – wszechobecnym medialnym kłamstwem, populistyczną narracją nie mającą granic w redefiniowaniu historii, zawłaszczaniu i ideologizowaniu słów i pojęć.

Ponadczasowa deklaracja

Mottem tej debaty mogłaby być ponadczasowa deklaracja redakcji „Więzi”: promujemy patriotyzm mądry, otwarty na inność i prawdziwie chrześcijański. Jakże pragnąłbym się tą debatą podzielić, bowiem wydaje mi się, że przekłada się ona – bardziej lub mniej pośrednio – na wszystkie aspekty dziejącego się w Polsce społecznego dramatu, ale… nie sposób jej streścić: niemal każda wypowiadana w niej myśl – na ogół krótko i konkretnie – stanowi esencję treści, nie rzadko takiej, którą chciałoby się wręcz wdrukować w pamięć po to, żeby móc ją przy każdej okazji powielać. Sięgnę więc tylko po kilka cytatów z pojubileuszowego serwisu „Więź co tydzień” – „Inne rozdroża, te same wartości. 60 lat „Więzi”.

Polskość to wielkość i pluralizm

Ksiądz Prymas często odnosił się w swoim wystąpieniu do myśli JPII zawartych w Jego publikacjach („Pamięć i tożsamość”) i wygłaszanych w kraju homiliach – jakże wciąż dramatycznie aktualnych. Choćby ta, w której JPII nawiązuje do „jagiellońskiego wymiaru polskości”, który „przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym”, do „Rzeczypospolitej wielu narodów, wielu kultur, wielu religii” w której „wszyscy nosili w sobie tę religijną i narodową różnorodność”, a w szczególności „wspólnota żydowska jako istotny element polskiego życia i kultury”. Bo „polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”. Przede wszystkim jednak odnosił się do dokumentu KEP sprzed roku (marzec 2017) – „Chrześcijański wymiar patriotyzmu”, który – niestety – nie trafił wówczas do przekonania wielu proboszczów i rzadko był odczytywany z ambon, a teraz, kiedy dramatycznie przybrał na aktualności – zalega w parafialnych archiwach i nie jest wiernym przypominany. Dostrzegając „renesans polskiego patriotyzmu” dokument mówi jednoznacznie, że „za niedopuszczalne i bałwochwalcze uznać należy wszelkie próby podnoszenia własnego narodu do rangi absolutu, czy też szukania chrześcijańskiego uzasadnienia dla szerzenia narodowych konfliktów i waśni”. Ksiądz prymas dodaje: „W takim myśleniu i w takich postawach ukryte jest także bardzo konkretne i realne przecież wciąż niebezpieczeństwo idealizowania własnej historii czy własnych dziejów, będące wynikiem uproszczonego, a wręcz fałszywego ich odczytywania.” I dalej przypomina dokument: „…patriotyzm różni się od ideologii nacjonalizmu”, …„dojrzały patriotyzm – inkluzywny, otwarty na świat – zdaje się być we współczesnym świecie jedną z recept na uczucia lęku, zagubienia i zagrożenia, którymi żywi się wiele ideologii, także te, które redukując człowieka do odizolowanego od innych indywiduum, odwołują się do języka nacjonalizmu”.

Tyle dokument, a słowa Prymasa, to:  „wydaje mi się, że wszelkie uproszczenia czy uogólnienia, a potem idące za nimi wręcz jakieś jednostronne interpretacje naszych dziejów, stają się dziś prawdziwym powodem nie tylko do nieporozumienia czy narastającego konfliktu, ale wręcz niebezpiecznym zawłaszczaniem samej historii i manipulowaniem nią dla doraźnych celów i interesów; …rzeczywiście można w tym widzieć jakieś próby nadużywania i instrumentalizowania pamięci historycznej w bieżącej konkurencji i rywalizacji politycznej”. „Patriotyzm zawsze musi być postawą otwartą, to znaczy również uczciwą wobec innych i wrażliwą na drugich,… jeżeli przeniknięty jest duchem chrześcijańskim – musi być ‘gościnny’. A w tym kontekście trzeba postrzegać również otwartą postawę wobec uchodźców, rozważając dzisiejszą sytuację nie jako wezwanie do rozwiązania ‘kwestii uchodźców’, lecz jako imperatyw moralny związany z sytuacją konkretnej osoby, która cierpi i ucieka przed wojną i niesprawiedliwością”.

Refleksje z sali

To tylko fragment tego przemówienia – głosu z Gniezna, który w polskim „kościele instytucjonalnym” wybrzmiewa donośnie. Dodam do tego kilka znaczących słów panelistów i kilka refleksji, jakie padły „z sali”.

„Patriotyzm kończy się tam, gdzie zaczyna się wykluczenie, dalej jest już nacjonalizm” – mówiła prof. Hnatiuk. Ukształtowane w PRL pojęcie polskości etnicznej (po „akcji Wisła”, po rozprawieniu się z Mazurami) wydawało się już przezwyciężone, tymczasem w ostatnich latach stało się „coś strasznego„ coś niesłychanie niebezpiecznego” – ono wróciło i znalazło poczesne miejsce w publicznym dyskursie. Jeżeli ten trend nie zostanie powstrzymany, będzie to paliwem dla nacjonalizmu ukraińskiego, dla eskalacji agresji i języka nienawiści. Prof. Bilewicz podkreślał, że polska konstytucja zawiera uniwersalną wizję polskości – polskości obywatelskiej, co inspiruje do patriotyzmu obywatelskiego, jaki w pełni przejawił się w polskiej „Solidarności”, a co ignorowane jest przez rządzących polityków, którzy czują się spadkobiercami „wybranych Polaków”. Przywołał znany w psychologii podział na patriotyzm konstruktywny i narcystyczny prowadzący do nacjonalizmu – rodzący się z obsesji dotyczącej tego, jak widzą nas inni, z kompleksów, z lęku, „że zginiemy”.

Narodowcy głosem przegranych

Źródłem narcyzmu jest nieumiejętność dostrzegania własnych błędów, niechęć do przebaczania, wrogość wobec innych, przekonanie, że nam się coś należy – od Boga, historii, innych. Narcystyczni patrioci – w rzeczywistości „narodowcy” – aspirują do bycia głosem przegranych polskiej transformacji, ale absolutnie ich nie reprezentują. Prof. Rojek, działacz konserwatywnego Klubu Jagiellońskiego, oponował przeciwko „zestawianiu” patriotyzmu z nacjonalizmem definiując nacjonalizm jako doktrynę, a patriotyzm jako cnotę i opowiadał się za poważnym potraktowaniem kategorii narodu i „kwestii narodowych” nawiązując do idei „polskiego mesjanizmu”. Natomiast zdaniem katolickiego filozofa i etyka, ks. prof. Wierzbickiego, mesjanizm jest chrześcijańską herezją. Nacjonalizm, który widzi się teraz na ulicach i w mediach, który wkracza do kościołów deformując pamięć, wpływając ksenofobicznie – mówił ks. prof. Wierzbicki – nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem, a narcyzm rodzi się w duszy obolałej, jest jej chorobą – nie pozwala na komunikację, na spotkanie. A polskość wtedy będzie dojrzewać, kiedy przestanie być zwrócona ku samej sobie, kiedy będzie się realizować z otwartością na innych. Spór o tradycję w publicznym dyskursie jest – zdaniem profesora – tematem zastępczym, bo rządzącym chodzi tak naprawdę o rewolucję, a nacjonalizm wykorzystują jako ideę nośną.

Republikanizm zaczątkiem rasizmu

Nie zbrakło ważnych „głosów z sali”: Andrzej Wielowieyski, prof. Andrzej Mencwel, prof. Krzysztof Byrski. Oto kilka z nich (przytaczam z pamięci): patriotyzm z poziomu narodu, plemienia, a nie z poziomu obywatelstwa – to prosta droga do nacjonalizmu, a jego wykwitem jest postrzeganie nacjonalizmu u sąsiada. Prof. Mencwel przestrzega przed ideologizacją Polski jagiellońskiej: Unię Brzeską postrzega jako narodową tragedię, a w republikaniźmie sarmackim widzi zaczątki przejawiającego się w Polsce rasizmu. W kontekście poszukiwania istoty patriotyzmu była też przywoływana Konfederacja Barska, Targowica i postawy insurekcyjne. Co ważne, w debacie pojawiło się pojęcie patriotyzmu europejskiego. Andrzej Wielowieyski mówił o uprawnionym patriotyzmie lokalnym, regionalnym, narodowym, ale również europejskim, co podjęte zostało w kolejnych wystąpieniach, a rozbudzanie tej wartości określano jako rację stanu, szansę na utrwalanie suwerenności pozostając na mapie Europy w miejscu szczególnym – na wschód od Zachodu i na zachód od Wschodu. Pojawił się też akcent żalu, że Kościół zaniedbał promowanie tej szczególnej wartości. Jako ostatni głos zabrał abp Grzegorz Ryś. Mówił o kulturze winy i kulturze wstydu: ta pierwsza charakteryzuje ludzi wrażliwych i dojrzałych, którzy potrafią wziąć odpowiedzialność za to, co się stało; ta druga bliższa jest mentalności nieporadnego dziecka… Ideologizowanie wartości – to ich fałszowanie… Mesjanizm jest przejawem pychy – zakłada bezgrzeszność. A patriotyzm byłby swoim zaprzeczeniem, gdyby nie był postawą otwartą, w pełni empatyczną wobec drugich…

Nadzieja i groza

A mnie po tym spotkaniu – choć jakiś czas już minął – wciąż atakują dwie, niezbyt spójne, refleksje. Pierwsza – to uczucie ulgi: że Kościół, któremu przypisuje się jakąś część polskiej tożsamości (takie stwierdzenie usłyszałem po raz pierwszy z ust ateisty, znanego lewicowego działacza, polityka, myśliciela i publicysty w jednym), zdolny jest wciąż mówić językiem wartości, z którymi mogę się w pełni identyfikować. Że ma w sobie wciąż potencjał, żeby zaistnieć jako autorytet moralny w czasie, kiedy będzie on na wagę złota, kiedy na jakiejś agorze stawiany będzie kolejny okrągły mebel, przy którym Polacy szukać będą pojednania po społecznej katastrofie, jaka nastąpiła za sprawą „dobrej zmiany”; po tym, jak rozpętane na Krakowskim Przedmieściu tsunami nienawiści wytraci swój impet i znów można będzie – licząc straty – zmierzać ku normalności. Druga – to uczucie grozy, jak potężne są wyzwolone przez żądzę władzy demony, które nie pozwalają przebić się temu językowi wartości przez mury, które odgradzają go od „pogańskiego katolicyzmu” (takie określenie usłyszałem z kolei z ust sędziwego, znanego i powszechnie cenionego kapłana), jaki zagnieździł się w wielu katolickich parafiach i ośrodkach opiniotwórczych, sącząc jad nienawiści, odrzucania i ksenofobii.

Dzielę się jedną i drugą, zdając sobie sprawę, że – dla wielu – wbijam tym kij w mrowisko. Ale – czyż nie o to w końcu chodzi?

Bogusław Stanisławski

Polub nas na Facebooku