Dzień FANTASTYCZNYCH Kobiet

Dzień FANTASTYCZNYCH Kobiet
Fot. JohnBoB & Sophie Art
polecamy

Dziś o „Frasyniukach” opozycji chodnikowej, ale tych, które czasami zakładają kieckę. Rzadko, bo fatalnie siedzi się w spódnicy na bruku. W dniu ich święta piszemy o dzielnych kobietach ze zdjęcia.

Pikieta „Stop faszyzmowi” ze zdjęcia to był pokojowy protest przeciwko przemarszowi neofaszystów przez Warszawę 15 sierpnia 2017. Poprosiliśmy znajome kobiety ze zdjęcia o wyjaśnienie dlaczego protestują, czy tylko na ulicy i jakie spotykają je za to konsekwencje.

Lodzia (na głównym zdjęciu w dżinsowej koszuli)

Na ulicy pierwszy raz znalazłam się, jak został zawłaszczony Trybunał Konstytucyjny. I od tamtej pory ciągle jest potrzebny nasz głośny sprzeciw, więc ciągle jestem potrzebna i ja.
Spraw mam bez liku, głównie za blokady i wtargnięcia na teren Sejmu. Kiedyś teren ten był wolny…

Krystyna w łapach policji.
Krystyna w łapach policji.. Fot. JohnBoB & Sophie Art

Krystyna „Wiewiór” (na głównym zdjęciu w okularach na głowie i kolczykiem w kształcie koła)

Ja weszłam w ten tłum ze zdjęciami wraz z Agnieszką Czerederecką. Jedno z nich trzyma Ula. I zostałam tam. Nie robię nic bohaterskiego. Jestem w Radzie Puchaczy Odnowy. Szykujemy różne działania: warsztaty wyborcze, protesty. Śpiewam w Kotce Peli.
Na ulicę wyszłam, bo frustracja, że trzeba coś zrobić, kiedy niszczone jest państwo prawa nie dała mi siedzieć w domu. Poszłam pod TK i zaraz musiałam leczyć swój strach przed tłumem.

Mam zarzuty za siedzenie na jezdni (z tego zdjęcia) i zarzuty za „kocioł na Dzielnej”.

Podczas pikiety przed siedzibą PiS
Podczas pikiety przed siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej w lipcu 2017 r. Fot. JohnBoB & Sophie Art

Urszula (na głównym zdjęciu z biało-czerwoną rękawiczką i zdjęciem)

Na ulicę wygnała mnie wściekłość na to co robi PiS – TK, od początku w Kapeli, potem wszystkie marsze. Dawno dawno temu Solidarność, w stanie wojennym kolportaż Tygodnika Mazowsze, działalność w oświacie niepublicznej, STO. Jestem psychologiem, pracuję w poradni w Warszawie i m.in zajmuję się psychoedukacją i interwencją kryzysową.

W tym konkretnym wydarzeniu wzięłam udział „spontanicznie”. Obecność neofaszystów na ulicach Warszawy, miasta, które zostało przez faszystów unicestwione, jest dla mnie pohańbieniem pamięci jego Bohaterów. Trzymałam zdjęcie dziewczyny, która zginęła protestując przeciw nacjonalizmowi (Heather Heyer, kilka dni dni wcześniej zginęła podczas protestu przeciwko demonstracjom nazistowskich organizacji w Charlottesville w USA – dopisek BM).

Dostałam zarzut blokowania legalnej demonstracji (czy coś w tym rodzaju). Byłam na komisariacie, złożyłam oświadczenie, czekam na sprawę w sądzie.

Nie wiem, czy nie za dużo tych informacji… chyba najważniejsze jest, że śpiewam w Kapeli… i nie znoszę nacjonalizmu, ksenofobii!

Ania (na głównym zdjęciu w ciemnych okularach siedzi obok Uli)

Na ulicę po wyborczym zwycięstwie PiS-u wyszłam natychmiast, jak tylko dotarły do mnie wieści, że w mieście coś się dzieje… 2 grudnia 2015 roku wzięłam udział w dwóch pikietach pod Sejmem (jedna to była inicjatywa „Razem”, a druga nie pamiętam czyja, ale darłam się jak opętana), 3 grudnia byłam z KODem pod Trybunałem Konstytucyjnym. Zmarzłam na kość, ale to było to! Odpowiadał mi ten klimat, ta atmosfera, ci ludzie… Od razu nawiązałam kontakty i zaoferowałam swoją pomoc. Chciałam w tym być, chciałam coś robić, nosiło mnie. Nienawidziłam – tak, nienawidziłam! – ludzi, którzy doszli do władzy. Bo po dwuleciu 2005-2007 wiedziałam co czeka mnie, co czeka ludzi myślących i czujących podobnie do mnie, co czeka mój kraj. Nie miałam złudzeń i obiecałam sobie, że przyłączę się do każdej awantury skierowanej przeciwko tej władzy, która zapowiadała paranoję i faszyzującą dyktaturę… Gotowałam się z wściekłości i targała mną czarna rozpacz… Musiałam coś robić, bo inaczej szlag by mnie trafił…

Ania i Lodzia na kontrmiesięcznicy
Ania i Lodzia na kontrmiesięcznicy. Fot. Marta Bogdanowicz

A na Nowym Świecie 15 sierpnia 2017, już po strasznie bolesnym rozstaniu z KODem, który na zawsze pozostanie najpiękniejszym rozdziałem mojego życia, znalazłam się oczywiście świadomie, z wyboru. Ubrana na czarno, jak proszono. Chciałam siedzieć na asfalcie i przyklejonym do niego tyłkiem utrudnić przemarsz brunatnej, tępej siły przez ulice mojego miasta… Żałowałam, że nie jestem przyspawana… Obok mnie Lodzia, której nigdy nie brakuje podczas wszelkiego rodzaju rebelianckich „zadym”…

Piszę o tym w nieco nonszalanckim tonie, jakby chodziło o sztubacką, wariacką rozróbę, bo nie lubię patosu i nie celebruję swojej chodnikowej „opozycyjności” (kiedyś to było coś…), ale przecież traktuję te uliczne demonstracje ze śmiertelną powagą, bo tak należy podchodzić do tego, co z moim krajem wyprawia ta zdeprawowana, bezczelna, chamska władza. Określam ją najgorszymi wyrazami, bo uważam, że na nazwanie jej destrukcyjnych, katastrofalnych dla morale społeczeństwa poczynań nie ma dość mocnych, twardych słów.

Spisali mnie, jak i wszystkich siedzących – nie po raz pierwszy i nie ostatni… I dobrze! Jak mnie gdzieś nie ma, to mam wyrzuty sumienia… Więc nadal będę siadać, krzyczeć, opierać się. Do skutku, łajdacka władzo, do twojego upadku, obiecuję…

Beata Machocka

#8M #strajkkobiet #siłakobiet #womensstrike
Zdjęcie główne – JohnBoB & Sophie Art

 

Polub nas na Facebooku