Na barykadach, ale z uśmiechem

Zasługują co najmniej na epos. Dorota i jej dzielne koleżanki – są tam, gdzie dzieje się historia. „Kobiety demokracji”, bohaterki siódmego tekstu z cyklu o tym tytule, działają na wielu frontach…

Pamiętacie książkę Anny Herbich „Dziewczyny z Solidarności”? To rzecz o naszych poprzedniczkach z lat 80., które nie mogły pozostać obojętne w obliczu tego, jak władza peerelowska zmieniała kraj. Jedna ze współczesnych działaczek opozycyjnych opowiadała mi o swojej koleżance sprzed lat, która wraz z mężem działała w podziemiu, ale to on znalazł się na liście kandydatów przed pierwszymi wolnymi wyborami. I został wybrany, ona nie. Historia „lubi” mężczyzn, o „dziewczynach z Solidarności” mało kto pamięta. Wtedy „dziewczyny”, teraz już „kobiety” i dlatego to „kobietom demokracji” oddajemy głos w kolejnych odcinkach tego cyklu. Żeby o nich nie zapomniano, a zwłaszcza o ciężkiej pracy, jaką wykonały i nadal wykonują…

Kobiety wyszły z cienia

Basia (jedna z bohaterek naszego tekstu), Ela Pawłowicz (obie w kamizelkach) i Lodzia (w niebieskiej kurtce) – pod zdjęciem wpis autorstwa Eli: „Dziewczyny, kocham Was, szczególnie pod Namiotem”.

Moje bohaterki, a znam osobiście większość z nich, nie stoją w cieniu mężczyzn. Są na współczesnych „barykadach”: przed i za sejmem, przed Pałacem Namiestnikowskim, na kładkach (ta na Górnośląskiej przejdzie do historii), przed komendami i sądami, na stołecznym bruku czy moście, ale także na ulicach Boguchwały, Lubaczowa, Łańcuta i tysięcy polskich miasteczek. Docierają na wieś, aby uświadomić rolnikom, jak „urządził” ich PiS z dopłatami, prawem własności ziemi czy wcześniejszą emeryturą. Za nalepianie ulotek trafiają na komisariat (tam zresztą też nalepiają na oknach czy kratach). Jak trafi się przypadkowy protest, to są przygotowane ‒ Magda z Warszawy zauważyła przez okno samochodu uroczystość pisowskich Lasów Państwowych, a że miała w bagażniku czyste prześcieradło i mazaki, to szybko namalowała baner i „wpadła” na fetę z oficjelami w mundurach i biskupich szatach, robiąc nieco zamieszania. Dorocie Narwojsz-Szal z KOD Podkarpacie „naziole” wyrwali transparent w trakcie manifestacji, a dodam, że Dorota ma metr pięćdziesiąt… Barbarę Sińczuk i jej koleżankę Danusię w centrum stolicy poturbowali tureccy tajniacy, przy okazji wyrywając baner podczas pokojowej manifestacji. Basia była na ostatniej manifestacji przeciwko faszyzmowi, nie przestraszyła się widać tureckich ochroniarzy… Tak jak Dorota czy Danusia jest pełna odwagi, fantazji i samozaparcia.

Sfeminizowana Łódź

Dorota Milcarz (pisałam o niej w tekście „Demokracja kobietami stoi) jest jedną z wielu koderek łódzkich. Ten region kobietami stoi, choć panowie, jak mąż Doroty Wojtek, dzielnie je wspierają. Dwa lata temu Dorota była na pierwszym proteście, a potem sama zaczęła je organizować. Mówi, że zanim ludzie wyjdą na protest, trzeba sporo przygotować (czasem w ciągu kilkunastu godzin). O ile przed grudniem 2015 roku była zajęta wyłącznie prowadzeniem firmy, o tyle teraz firma… prowadzi się sama, bo Dorota myślami i ciałem jest zupełnie gdzie indziej. Ostatnio na oknach w firmie zawisły plakaty dotyczące sądownictwa.

Mamy z Dorotą dość. Idziemy qwa na całość.

Posted by Wojtek Ossowicki on Tuesday, March 20, 2018

 

Dorota – Zaczęło się od protestów, ale potem KOD okrzepł i trzeba było zająć się organizowaniem biura regionu, bo dłużej nie dało się załatwiać spraw mailowo czy na ulicy. Mimo że Dorota do tego niezbyt się paliła, wyszło tak, że była odpowiedzialna za remont siedziby KOD Łódzkie – na moje oko to jedna z ładniejszych siedzib KOD, a „startowali” od zapuszczonego i zdewastowanego lokalu. Remont trwał 2 miesiące, ale jak twierdzi „turkusowa” skądinąd Dorota „bez odpowiedzialności poszczególnych ludzi za swoje mniejsze kawałki w tym remoncie nie udałoby nam się go skończyć w tak krótkim czasie”. Potem trzeba było ogarnąć dyżury w siedzibie, więc Dorota wzięła to na siebie. I teraz jest, jak mówi, od „zadań w tle”: – A to skrzyknę ludzi na spotkanie na robienie kotylionów, a to na napisanie transparentów, na pośpiewanie, na rozpisanie harmonogramu działań – mówi. ‒ Potem okazuje się, że ludzie, którzy przychodzą, świetnie się w tych zadaniach odnajdują i już nie ma potrzeby, żebym musiała tego „doglądać”. Sami „przejmują” organizację.

Polska jest kobietą

Nie tylko protesty – z szacunku do pomordowanych Żydów i tych, którzy przeżyli grupa ODnowa zorganizowała kilka dni temu wyjazd do Radziłowa, Jedwabnego , Szczuczyn, Wąsosz. Na zdjęciu – ks. Wojciech Michał Lemański, Stanisława Skłodowska i Hanna Roguska. Fot. Katarzyna Karaszewska

Kiedy setkami tysięcy z czarnymi parasolkami wyszły rok temu protestować przeciwko polityce PiS, okazało się że Polska także jest kobietą. Ale najtrudniej jest wyjść w takim małym Pińczowie czy Wejherowie. Warszawianka Hania Szulczewska z KOD mówi o sytuacji kobiet z małych miasteczek czy wsi, które podczas Czarnego Protestu ryzykowały chyba najwięcej. Te z małych ośrodków mają najwięcej do stracenia. A obecnie przychodzi czas najtrudniejszy chyba, bo brakuje nieco zapału, a i koszty są coraz wyższe (łącznie z mandatami za trzymanie róży czy wznoszenie okrzyków). Dodaje: ‒ Kobiety demokracji dla mnie – zwłaszcza teraz – to najdzielniejsze osoby z różnych ugrupowań, które nie boją się stanąć twarzą w twarz z policją Błaszczaka w proteście przeciw faszyzmowi, nietolerancji, ksenofobii, na miesięcznicach Kaczyńskiego. Konsekwentnie nie oddają pola, nie zniechęcają się, po prostu SĄ ‒ w namiotach przed sejmem, co tydzień na Literiadzie, w redakcjach, na spotkaniach grup, mimo iż mają dom, dzieci, nierzadko dobrą i odpowiedzialną pracę, własne zainteresowania. Z dnia na dzień porzuciły dotychczasowy styl życia i poświęciły wolny czas, którego i tak z reguły prawie nie miały. To działania nie tylko w obronie demokracji, ale także na rzecz edukacji, spraw społeczności lokalnej, działania charytatywne. Wymagają czasu, wytrwałości, zaangażowania – a zdecydowanie częściej są teraz domeną kobiet. To mało spektakularne, prawda?

„Z pewną nieśmiałością…”

Ja, zwykła pracownica biurowa, matka trojga dorosłych już dzieci, spełniona zawodowo, przychodziłam na spotkania KOD-u, siadałam i słuchałam uważnie, czym KOD będzie się zajmował – mówi Danka Stępkowska z Torunia. Potem jak mówi „już poleciało”: akcje ulotkowe, PIKOD-y, wyjazdy do Warszawy i Gdańska na manifestacje, dyżury pod KPRM, „Urodziny Konstytucji”, „Cała Polska śpiewa Odę”. itd…

Czas pierwszych wyborów w stowarzyszeniu – została wybrana do zarządu regionu, potem do zarządu grupy lokalnej. To zaszczyt, ale też więcej pracy i wyzwań. I opowiada, czym zajmowała się, a było tego sporo: – Od samego początku uważałam i nadal uważam, że niezależnie od przynależności do tej, czy innej organizacji musimy się wszyscy wzajemnie wspierać; dlatego brałam udział w Czarnych Proteście, protestach rezydentów, zbierałam podpisy do Projektu Ratujmy Kobiety i innych akcjach a także nagłaśniałam te wydarzenia, aby przyszło jak najwięcej osób.
Danka (z cyfrą 4) Wtedy w KOD, a dziś „Obywatelski Toruń”. Fot. Wlodzimierz Gidziela

W gorącym roku wyborczym 2015 r. czytała w necie i komentowała wiele wpisów osób, rozczarowanych sytuacją w kraju. Wśród komentatorów był człowiek piszący celnie, ale bez nienawiści. – Pewnego dnia zobaczyłam, że ten właśnie pan dał sygnał do stworzenia czegoś, czego nikt się chyba nie spodziewał. Uznałam, że to dobry pomysł, ale gdy doszło do wpisywania się na listę, zawahałam się. Bałam się przyznać, że jestem z Torunia i miałam wątpliwości, czy nie jest to słomiany zapał. Nie poszłam na spotkanie zawiązującego się wtedy KOD-u.

 – W styczniu 2016 roku, gdy na manifestację do Warszawy pojechało bardzo wiele osób, ja zostałam w Toruniu, by na własne oczy zobaczyć, czy w naszym mieście ludzie również odważą się wyjść na ulicę. Byłam zbudowana, gdy zobaczyłam około 100 osób; pomyślałam: „jest wola, jest nadzieja”. Nigdy nie podejrzewałam siebie o zdolności organizatorskie, ale wiedziałam, że to nie czas na nic nierobienie.Czyż nie jest tak, że od pierwszych chwil sprzeciwu wobec łamania zasad demokracji przez władzę, wszyscy, którzy wyszli na ulice miast, stali się uczestnikami niebywałego i w swych regułach dość bezwzględnego eksperymentu społecznego? – pyta Danka. – Określały ów eksperyment rozmaite siły – począwszy od władzy, a skończywszy na różnicujących się poglądach, co do kierunków działania, jakie powinna obrać opozycja uliczna.
Dzisiaj, gdy jej drogi z KOD-em się rozeszły, zaczęła działać w lokalnej inicjatywie pod nazwą „Obywatelski Toruń”. Razem ze nią jest wielu fantastycznych ludzi, którzy mają poczucie, że jest wiele do zrobienia i póki sił, wspólnych pomysłów, chęci i zapału wystarczy. – Zapraszamy wszystkich, którzy chcą działać dla poszerzania dobra, zgody i poczucia wspólnoty, ponieważ to ludzie i ich emocje, zapał i poświęcenie są skarbem każdej organizacji, tej formalnej i nieformalnej, zrzeszonej i niezrzeszonej, z nazwą lub bez – mówi.

Kobieta żadnej pracy się nie boi

Znakiem charakterystycznym Basi jest uśmiech. Literiada (tu z sierpnia 2017) nie może odbyć się bez niej. Fot. Beata Chojnacka

Nie boją się roboty: Basia Dousa z warszawskiej grupy Wolna Praga, nazywana „Królową Ibizy” (rodzaj nagłośnienia) jest niestrudzoną uczestniczką „Literiady” a także Stołów Obywatelskich, Kaśka Karaszewska z Suwałk dokumentuje procesy „naszych” w tamtejszym sądzie i nieliczne protesty w tym trudnym regionie, Renata Borusińska z Poznania, gdy 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu protestowała, „pisowska, siwowłosa dama w ramach odbierania mi białej róży była tak oddana tej misji, że złamała mi palec” (to słowa Renaty). Trzeba by kiedyś opisać Dorotę Zerbst organizującą na Podlasiu protesty i „spacerującej obywatelsko” po Puszczy Białowieskiej, Dominikę Jaźwiecką-Bujalską z pełnego pomysłów i inicjatyw KOD Małopolska, która jak pisze o sobie „ma swoje zdanie i nie oczekuje poklasku”, Natalię Tarmas, reprezentującą władze krajowe KOD, Młody KOD i region śląski i działającej w tamtejszej  Służbie Porządkowej (dużo tej roboty na tak młodą dziewczynę). Z rozmachem działa Zosia Szozda (Wspólna ZG, KOD Zielona Góra), typ społecznika wspierającego także akcje innych organizacji, jak np. dotyczące wprowadzenia zakazu występów zwierząt w cyrku czy protesty kobiet wraz z np. lubuskim stowarzyszeniem BABA i realizującego projekt „Pociąg do tolerancji”, zajęcia edukacyjne dla dzieci, projekcje filmów…

Choć mężczyzn widać w telewizyjnych „Wiadomościach” czy „Faktach”, zwłaszcza tych z mandatem posła czy senatora, to jednak panie są najlepsze w codziennej, organicznej robocie.

Gdzie diabeł nie może…

Rzadki widok – nasze fotografki na wspólnym zdjęciu – od lewej: Renata Zawadzka-Ben Dor, Katarzyna Pierzchała, Małgorzata Marczuk i Beata Chojnacka. One nie wystąpiły w naszym cyklu, ale ich zdjęcia tak.

A panowie? Z ledwością nam dorównują, ale też bez zazdrości doceniają. Kuba Karyś, koordynator grupy KOD Podkarpacie, a kiedyś szef Rady Regionów KOD zapierał się jak mógł, żeby nie urazić nikogo. Zdecydowanie powiedział, że nie będzie wymieniał współpracowniczek, bo „wszystkie, naprawdę wszystkie należałoby wymienić, ale wtedy miałabyś artykuł o samych paniach z mojego regionu” ‒ powiedział. Wiem skądinąd, że na tym trudnym terenie są naprawdę niesamowite: Ola Kozło z dwudziestotysięcznej Boguchwały, która działała od początku KOD, Magda Pelc z Łańcuta ‒ spała tydzień pod sejmem, czasem przyjeżdża z białą różą „dziesiątego”, a w regionie zbierała ofiarnie podpisy pod projektem „Ratujmy Kobiety”, Irena Paterek ‒ nauczycielka, która potrafi pojechać na rowerze do Białowieży, aby tam protestować czy zbierać podpisy pod referendum w sprawie reformy edukacji praktycznie sama stając pod szkołami. Ania Knap, adminka, wyciąga ludzi pod sądy, potrafi też ściągnąć na Podkarpacie sędziego Rzeplińskiego. Kiedy to wszystko się zaczęło, kiedy KOD był tylko na fejsie, przeszła się z listą po szpitalnej administracji (jest laborantką w Lubaczowie) i tak tam powstał KOD. Te dziewczyny wymieniłam ja, ale Kuba dodałby jeszcze co najmniej setkę nazwisk. ‒ I tak też jest w innych regionach, z którymi współpracujemy – mówi. ‒ Siła pań i w paniach siła! Bardzo wszystkim dziewczynom dziękuję!

Choć wszystkie moje bohaterki cyklu artykułów o KOBIETACH DEMOKRACJI „zwołał” KOD, wiele z nich już nie należy do Stowarzyszenia. Nadal działają na rzecz obrony praw swoich i innych, bo cel się nie zmienił. Nie godzą się na pisowski pomysł na Polskę, ale wiedzą, że ktoś najgorszą robotę musi wykonać. Dlatego oddaliśmy im głos w tym cyklu, także z okazji ROKU KOBIET.

Katarzyna Wyszomierska

O Kaśkach z różnych regionów, o babskim remoncie biura i Polski, o miłości i przyjaźni w czasie protestów, o ciężkiej robocie na zapleczu i wieczorach przy koksowniku, o fotografkach i organizatorkach protestów, o tych dziewczynach, które pełnoletność mają już dawno za sobą, o statecznych babciach „kiedyś”, a „szalonych” obecnie – w poprzednich odcinkach cyklu.

Polub nas na Facebooku