Program Koryto+. I co im zrobisz?

polecamy

Jak Polska długa i szeroka, mniej lub bardziej rozgarnięte osobniki wyciągają rękę po nasze pieniądze, mając za uzasadnienie jedynie namaszczenie prezesa. Ogólnopolski konkurs na najlepszą parodię Nikodema Dyzmy trwa!

Ten to miał ogromne parcie na sukces i nie ukrywał tego. W swojej karierze wykorzystywał naiwność i małostkowość napotkanych ludzi. Dzięki ich wsparciu na chwilę zrealizował wszystko, o czym marzył. Nie był geniuszem i miał tego pełną świadomość. Szukał ludzi, którzy potrafili robić to co było mu na rękę.

Jego dzisiejsze kopie z reguły mniej udane od oryginału postępują zupełnie inaczej. Oni po prostu wyciągają ręce po państwową własność. Jak zadeklarowała była premier, to im się po prostu należy. Mając glejt od miłościwie nam panującego Kaczyńskiego trudno o rozwagę i skromność. Chcą więcej i więcej, a jeśli podnosimy krzyk, że tak nie wolno, to najchętniej napluliby nam w twarz. Scenariusz z Dyzmą w roli głównej ma tą zaletę, że kończy się jego wielkim upadkiem. Na pewno nie będziemy cicho siedzieć. Policzymy im każdą złotówkę przywłaszczoną z państwowej kasy. Głośno oznajmimy, kto ile bezpodstawnie wziął.

Na podium są z reguły tylko trzy miejsca, więc trudno się tam dostać. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom dojnej zmiany zmodernizowano ten przestarzały rekwizyt. Głosy ekspertów, o których jeszcze do niedawna nikt nie słyszał oznajmiły, iż podium to nic innego jak kolejny relikt komunistyczny i do akcji wkroczył nasz świątobliwy IPN. Oni są w stanie „odkomuszyć” wszystko i każdego, dlatego podium w wersji kolejnej Rzeczpospolitej ma tyle miejsc ile będzie potrzeba. A potrzeby są prawie nieograniczone. Po dwóch latach rządów straciliśmy dziesiątki miliony złotych, a czerpanie garściami nadal nabiera rozpędu. Określenie nepotyzm stało się już mało adekwatne do obserwowanej sytuacji. Chyba czas zdefiniować kaczyzm.

Grube ryby – nawet półtora miliona złotych

W powiedzeniu że rząd się wyżywi jest ukryta jakaś swoista mądrość. Najlepiej wie o tym Małgorzata Sadurska. Po epizodzie z posłowaniem zajęła się czymś bardziej ciekawym, kierowała kancelarią prezydenta. To nie był koniec jej oczekiwań. Nikt nie wie dlaczego, ale trafiła do zarządu PZU i w ciągu kilku miesięcy zarobiła 420 tysięcy złotych. Lepiej wiedzie się Maksowi Kraczkowskiemu. Posłowanie też nie było dla niego, więc dostał się do PKO BP i zarobił w ubiegłym roku grubo ponad milion złotych. W tej bratobójczej rywalizacji o kilka długości w tyle pozostawia wszystkich Andrzej Jaworski. Także w PZU zarabiając półtora miliona.

Kaganek oświaty – nędzne 15 tysięcy złotych

Z drugiej strony na złodzieju ponoć czapka gore. Na wieść o problemach „pijarowych” u swoich kolegów w rządzie małopolska kurator oświaty Barbara Nowak (pisaliśmy o niej i jej mężu – https://www.skwerwolnosci.eu/a/2017-10-13/badz-posluszny-i-nie-podskakuj-nauczycielu/) nie wytrzymała i sama dobrowolnie zadeklarowała wpłaty na cele charytatywne. Nie podano jeszcze komu i ile wpłaciła, wiadomo jednak że w ubiegłym roku dostała nędzne 15 tysięcy złotych nagród. Jej także się należało. Nikt tak jak ona nie potrafi upolityczniać szkoły. Z drugiej strony powiedzmy popularność zyskała po zarzutach wobec przewodników po byłym obozie w Oświęcimiu. W mediach społecznościowych pojawił się jej pomysł na licencje z IPN dla nich, ponieważ rzekomo przekazują antypolską narrację.

Specjalista od silników wysokoprężnych – trzy i pół tysiąca złotych

Kaję Godek znamy z jej ponurej twarzy i głosów w sprawie zaostrzenia ustawodawstwa związanego z aborcją. Tak się składa, że większość z nas bardziej kojarzy ją z wyimaginowaną duchowością graną pod publiczkę wyborców PiS. Jeśli myśleliśmy, że pani Kaja nic innego nie robi poza walką po stronie zabobonu, to byliśmy w błędzie. Już miesiąc po inauguracji prac rządu Beaty Szydło Godek trafiła do zarządu Warszawskich Zakładów Mechanicznych. Na pewno ma tam dużo obowiązków, jest anglistą, a zakład produkuje części do silników wysokoprężnych. To nie jest najlepsza praca w spółce skarbu państwa. Już za około trzy i pół tysiąca złotych można mieć oddanego strażnika moralności i propagowania powrotu do zacisznego średniowiecza.

W bamboszach- trzysta tysięcy złotych

Zupełnie inna historia wiąże się natomiast z postacią Janiny Goss. Jeśli ktoś przedstawia się jako przyjaciółka matki naszych najbardziej znanych bliźniaków to już nie są żarty. Pani Janina jest na emeryturze, ale zgodnie z ideą PiS wspierania emerytów, zarobiła w ciągu ostatnich dwóch lat około trzysta tysięcy złotych w dwóch radach nadzorczych spółek skarbu państwa. To tylko tak przy okazji. Poza tym jest skarbniczką partii rządzącej w Łodzi oraz członkiem zarządu spółki Srebrna. Prywatnie lubi nosić się „po domowemu”, co oznacza, że na partyjne spotkania przychodzi w bamboszach.

Zapracowany menadżer – osiemset tysięcy złotych

Zaczynamy znów mówić o poważnych kwotach. Zbigniew Jagiełło nie lubi wypoczywać. Za swą przypadłość dostał ostatnio osiemset tysięcy złotych. Ten zapracowany dżentelmen nie był na urlopie prawie od trzech lat, dlatego też uzbierało mu się siedemdziesiąt dni urlopu do wykorzystania. Pewnego rodzaju zbieg okoliczności spowodował, że zmieniły się przepisy w banku którego jest prezesem czyli w PKO BP i teraz musiał zainkasować wspomnianą kwotę. Elastyczność w pracy może być opłacalna. Jagiełło jako jedyny nie stracił stanowiska prezesa państwowej spółki po wygranych przez PiS wyborach. Nie wiadomo, czy pomogła mu w tym znajomość Mateusza Morawieckiego.

Ścigając przestępców – czterdzieści pięć tysięcy złotych miesięcznie

W kategorii najlepiej zarabiający urzędnik w kraju prym wiedzie wiceszef CBA Grzegorz Ocieczek. Jest to dość wyszukana kategoria, jednak na uwagę zasługuje fakt, że Ocieczek pozostawia daleko z tyłu naszego szanownego prezydenta. Wiceszef CBA zarabia 45 tysięcy złotych. Na tą sytuację ma wpływ jego związek z prokuraturą. W 2010 roku wyniku reorganizacji prokuratury nie otrzymał powołania do utworzonej wówczas Prokuratury Generalnej. Mógł wybrać emeryturę z pełnym dotychczasowym wynagrodzeniem lub degradację. Jak dobrze zgadliście, wybrał emeryturę, ponieważ miał skończone czterdzieści lat. Gdy kontrowersyjna zmiana rozlała się po naszym kraju trafił do CBA, a przecież nie może pracować tam społecznie. Jacyś lewaccy prawnicy mówią, że podejmowanie zatrudnienia w przypadku posiadania statusu prokuratora w stanie spoczynku jest możliwe jedynie w zakresie naukowym lub dydaktycznym, ale Ocieczek nie będzie przecież ich słuchał.

Koń by się uśmiał – najwyżej siedemnaście tysięcy złotych miesięcznie

Na wstępie należy odnotować z aptekarską dokładnością, że prezes i rada nadzorca stadniny koni w Janowie Podlaskim nie otrzymały w ubiegłym roku premii. Jedynie suche wynagrodzenie. Caritas jest niepocieszony. Posłanka PO Joanna Mucha chciała dowidzieć się o wysokość  zarobków wśród zarządu stadniny i odpowiedź taką otrzymała. W sumie to kwoty te nijak mają się do premii rządowych, ale 17 tysięcy dla prezesa i 13 tysięcy dla członków rady nadzorczej jakoś ujdzie. Biorąc pod uwagę osiągnięcia stadniny w ubiegłym roku, to chyba trochę przepłacamy jej menadżerom. Katastrofa finansowa na aukcji i zaprzepaszczenie kilkudziesięciu lat hodowli koni. Tak można podsumować ostatnie wydarzenia w stadninie.

A tym co nam nie pasują, zabierzemy dwadzieścia procent!

Poza konkursem pozostaje pomysł prezesa na ripostę skierowaną w samorządy. Nie próbujmy zaprzątać sobie głowę zrozumieniem uzasadnienia. W małym rozumku „homo pisapiens” nie można pomieścić rozgraniczenia władz wojewódzkich od władz samorządowych. Bazując na tym drobnym szczególe samorządowcy mają stracić dwadzieścia procent zarobków. Po wrzuceniu wszystkich do jednego worka okaże się przecież, że będzie dobrze, przede wszystkim jednak dla PiS. Dla tej partii wójtowie, burmistrzowie i prezydenci to ciężki orzech do zgryzienia. Dla ograniczenia niepotrzebnego tłoku na listach wyborczych partia rządząca chce zniechęcać ludzi działających czasem od lat w samorządach. Nie mogą ich dostać w inny sposób, więc wzięli się za ich portfele. Opinia publiczna, a bardziej ta jej część widząca zera tylko w dochodach samorządowców będzie usatysfakcjonowana, a może nawet zapomni o aferze z kasą dla rządu.

Zbyszek Wolski

Grafiki pochodzą z akcji  #PolskaJestJedna Polskiego Stronnictwa Ludowego, które wytyka partii Jarosława Kaczyńskiego skok na kasę w spółkach a agencjach rządowych.

Polub nas na Facebooku