I po co to wszystko?

4 czerwca 2018 - Toast za Wolność
polecamy

Kiedy 4 czerwca 2018 roku piłam toast na placu Konstytucji za wolną Polskę było mi smutno. Wokół mnie stała elitarna garstka inteligencji, na próżno wołająca o kontynuowanie tego, co 29 lat temu zostało wywalczone.

Jak wynika z sondażu SW Research dla „Newsweeka”, ponad połowa Polaków nie chciałaby święta narodowego z okazji 4 czerwca. Inne zdanie ma tylko co trzeci ankietowany. Najwięcej zwolenników świętowania jest wśród ludzi młodych, najmniej – wśród tych po 50. roku życia.

Co się z nami zrobiło od czasu, kiedy Joanna Szczepkowska mówiła w telewizji „Proszę państwa 4 czerwca 1989 roku w Polsce skończył się komunizm”? Byliśmy wszyscy wzruszeni, pełni entuzjazmu, nadziei. Oto, mamy pierwsze częściowo wolne wybory w historii Polski po II wojnie światowej. Byłam wtedy w Pradze czeskiej i pamiętam, z jakim radosnym napięciem szłam głosować do polskiego konsulatu. Wolna, wolna, wolna! A teraz okazuje się, że pojęcie wolności każdy rozumie inaczej i tak naprawdę większości społeczeństwa było dobrze, bo bezpiecznie w PRL. I ten PRL został w głowach wielu. Praca była dla wszystkich, narobić się nie trzeba było, pieniądze byle jakie, ale i tak nie było ich na co wydać. I wszystko za darmo. A poza tym, co ważne, wszyscy mieli tyle samo i to samo, czyli to, co udało się skombinować. Pola w PGR-ach, też się człowiek nie narobił, bo nie na swoim. Tyle o bazie. O nadbudowie mało kto myślał.

Mówi się, że transformacja w ciągu tych 29 lat wielu rozczarowała, nie usatysfakcjonowała, oczekiwania były znacznie większe. Wielu też nie dało sobie rady bez nieustającej „opieki” państwa. Teraz są wyznawcami PiS, który obiecuje, obiecuje, bo to łatwo. To prawda, były mówiąc językiem z tamtego okresu, „błędy i wypaczenia”, pewnie można było działać inaczej, lepiej tłumaczyć społeczeństwu, co i po co się robi, więcej pomóc, ale żeby wszystko rozwalać, dusić, międlić, ciąć, pętać i nazywać zdradą to co wielką, radosną, pełną nadziei chwilą… to trzeba mieć umysł do cna zatruty jadem, manią wielkości i chęcią zemsty.

Przypomnę ten dzień „zdrady”, jak nazywają tamte wybory prawicowcy. Przedstawiciele władz komunistycznych zagwarantowali rządzącej „koalicji” PZPR i jej satelitów, obsadę co najmniej 65% miejsc w Sejmie. Pozostałe 35 % mandatów poselskich zostały przeznaczone dla kandydatów bezpartyjnych. Walka o te miejsca oraz o wszystkie mandaty senatorskie miała charakter otwarty i demokratyczny. Do ubiegania się o nie dopuszczeni zostali również przedstawiciele różnych środowisk opozycji demokratycznej. Wybory zakończyły się zdecydowanym zwycięstwem opozycji solidarnościowej zorganizowanej wokół Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. Kandydaci wspierani przez KO zdobyli wszystkie mandaty przeznaczone dla bezpartyjnych, a także objęli 99% miejsc w Senacie. Senatorem został również Jarosław Kaczyński. W wyniku wyborów czerwcowych Polska stała się pierwszym państwem tzw. bloku wschodniego, w którym przedstawiciele opozycji demokratycznej uzyskali realny wpływ na sprawowanie władzy. Nie ma bardziej świetlanej daty w polskiej historii niż 4 czerwca 1989 roku: koniec PRL-u, początek demokracji, przewrót bez rozlewu krwi, bezapelacyjne zwycięstwo ruchu społecznego, jakim była Solidarność.

Teraz 4 czerwca nie jest żadną okazją do świętowania dla prezydenta, premiera, rządu, są skłonni hucznie i patriotycznie obchodzić każdą rocznicę polskiej klęski. Może nie jesteśmy warci jasnych kart w naszej historii?

AL


Fotoreportaż z wydarzenia „Toast za Wolność”, które cyklicznie odbywa się w Warszawie w dniu rocznicy wyborów. Zdjęcia Beata Chojnacka

Polub nas na Facebooku