Sprawa Ewy K. – tryptyk

Na zdjęciu dwie Ewy: Łętowska i Kruszyńska - obie bronią konstytucji. i prawa Fot. Błysk Budzik.
polecamy

Najpierw próbowano postawić jej zarzut zaśmiecania miasta, potem była przesłuchiwana, bo Patryka Jakiego obrażono w Łęczycy (była tam tydzień wcześniej, ale nie w dniu jego wizyty), ostatecznie ma sprawę z powództwa policjantki, która ją legitymowała. W czerwcu odbyła się pierwsza rozprawa dotycząca opozycjonistki Ewa Kruszyńskiej.

O łódzkiej działaczce prodemokratycznej, która od blisko dwóch lat prowadzi i współorganizuje akcję „Błysk Budzik”, wielokrotnie już pisaliśmy. W Łowiczu w lutym wraz z innymi protestowała przed sądami. Mieli ze sobą ulotki i zrobione z kartonu napisy. Gdy protest zakończył się a grupa rozchodziła się, zauważyli jadący za nimi radiowóz.  Weszli do małej uliczki i dopiero wtedy policjanci interweniowali. Ewa zaczęła filmować zajście, bo uliczka był pusta, a za chwilę zjawiła się kolejna grupa funkcjonariuszy.

Sąd rozstrzygnie, czy policjantce – funkcjonariuszce publicznej przysługuje ochrona wizerunku. Na razie policjantka domaga się odszkodowanie w wysokości 2 tys. zł.

Po jakimś czasie została oskarżona o zaśmiecanie ulicy (podobnie jak 4 inne osoby), a nawet o czyn, którego nie mogła dokonać, bo była zupełnie gdzie indziej. Dzielnicowy przesłuchiwał ją na okoliczność zajścia w Łęczycy, gdzie doszło do obrażenia Jakiego, sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Była w Łęczycy, ale tydzień przed zajściem. Nie miała z tym nic wspólnego, ale policjanci wezwali ją na przesłuchanie. Potem po kilku tygodniach okazało się, że do sądu w Łowiczu wpłynął prywatny pozew, ale jak mówi Ewa, nie było wiadomo w jakiej sprawie. Po wielu perturbacjach dowiedziała się kto ją oskarżył i o co…. i to dopiero po miesiącu. Funkcjonariuszka, której wizerunek Ewa upubliczniła podczas transmisji, złożyła pozew i domaga się odszkodowania finansowego za naruszenie jej dóbr osobistych.

Dodajmy, że rzecznik Komendy Głównej Policji, mł. insp. Mariusz Ciarka uważa, że policjanci mają prawo do ochrony wizerunku i do prywatności. Jednak zdaniem prof. Marka Chmaja, specjalisty w zakresie prawa konstytucyjnego oraz prawa administracyjnego, funkcjonariusze nie mają takich samych praw, jak zwykli obywatele i osoba legitymowana ma prawo nagrywać interwencję.

Nękanie Ewy za wyrażanie poglądów przypomina sytuacje z powieści Franza Kafki pt. „Proces”. Tryptyk widziany oczami oskarżonej, broniącej jej pani mecenas i koleżanki, która jak wiele innych osób zaoferowała jej pomoc i wsparcie, pokazuje absurdalność tego widowiska. Podobnie jak trzy próby nękania Ewy. Na razie proces został odroczono bezterminowo ze względów proceduralnych. O sprawie będziemy informować.

Takich spraw jest zdecydowanie więcej (poniżej sprawa dotycząca pracownika GUS), więc naprawdę trzeba nagłaśniać je. Nie dajmy się zastraszyć.

PRACOWNICY I URZĘDNICY SŁUŻBY CYWILNEJ MOGĄ BRAĆ UDZIAŁ W ZGROMADZENIACH PUBLICZNYCH – orzekła dziś Wyższa Komisja…

Posted by Sławomir Nałęcz on Wednesday, June 20, 2018

 

Leszek Żarnowiecki

Oskarżona

Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że znajdę się kiedykolwiek na sali sądowej  w charakterze pozwanej. Nie przypuszczałam też, że będę nękana przez policję…

Dlatego ta sytuacja nie była i nie jest dla mnie komfortowa. Nie wiedziałam, jak może przebiegać proces, ani co może się na nim wydarzyć. Gdyby nie wsparcie, jakie okazano mi z tak wielu stron, byłoby mi niezwykle trudno przetrwać to wydarzenie. Przede wszystkim Agata Stacewicz, która prawie natychmiast po opublikowaniu przez mnie postu o pozwaniu mnie przez policjantkę, zgłosiła się do mojej obrony! Następnie Kasia Knapik, która niezwłocznie zaproponowała kontakt z mediami. Oczywiście moja kochana ekipa „Błysk Budzika” i całe mnóstwo fantastycznych znajomych z FB, bliższych i dalszych, zupełnie prywatnych i takich, których znam z działalności opozycyjnej, zrzeszonych i niezrzeszonych, którzy słali mi wyrazy wsparcia i obietnice, że pojawią się na rozprawie. Nie bez znaczenia była dla mnie postawa łódzkiej grupy Obywateli RP, którzy stanęli za mną murem a także partii Nowoczesna, z której wsparcie przyjechało do mnie – w postaci posła Piotra Misiło – aż ze Szczecina.

Tłum, który pojawił się na mojej sprawie podniósł mnie na duchu. Cudownie było widzieć znajome twarze wokół siebie w chwili takiej jak tamta… gdy ktoś pozwał mnie o coś, co zrobiłam w dobrej wierze, w przekonaniu o słuszności swego postępowania i zgodzie z prawem. Transmisja na żywo z interwencji policji była naszą jedyną bronią w sytuacji zagrożenia, kiedy to na bocznej ulicy drogę zajechały nam dwa radiowozy.

Weszliśmy na salę rozpraw. Salka na ostatnim piętrze sądowego budynku, malutka, ciasna i duszna. Podobno nie udało się zamienić jej na większą, zatem do środka weszło niewiele osób, może koło dziesięciu a reszta tłoczyła się w drzwiach i na korytarzu. W duchu dziękowałam sędziemu za zrozumienie i pozwolenie pozostawienia drzwi otwartych.

Sama zdenerwowana, nie zazdrościłam powódce sytuacji, w której znalazła się z własnej woli. Zupełnie osamotniona, bez jakiegokolwiek wsparcia naprzeciw tej fantastycznej, pozytywnej dla mnie a negatywnej dla niej energii bijącej od moich przyjaciół!

Przemówiła jako pierwsza, cichutko, niepewnie, nie do końca zgodnie z tym, co naprawdę się wydarzyło. Im dłużej mówiła, tym ja czułam się spokojniej. Pani sama przyznała, że była funkcjonariuszem publicznym w trakcie wykonywania obowiązków służbowych i że jest osobą powszechnie znaną w Łowiczu. Jej argumentem za żądaniem ode mnie pieniędzy jest hejt doznany od obcych osób… i to, że dobrze wykonuje swoją pracę…

Luty 2017 – tak wyglądało „śmiecenie” w Łowiczu. Fot. Błysk Budzik

Pozwolę sobie zatem zaapelować do pani policjantki: Skoro jest pani pewna, że dobrze i w zgodzie z przepisami i własnym sumieniem wykonuje pani pracę to proszę nie wstydzić się tego, co pani robi i wycofać pozew! Ja nie filmowałam pani jako osoby prywatnej, ja transmitowałam na żywo interwencję policji, aby zapewnić naszej grupie bezpieczeństwo. Wykonuję swoją pracę społeczną najlepiej jak potrafię a do moich niepisanych obowiązków należy również dbanie o dobro osób ze mną współpracujących. Jestem przekonana, że prawo jest po mojej stronie i wygram tę sprawę, ale przecież szkoda naszego czasu i nerwów, i dalszego rozgłosu.

Ewa Kruszyńska

Adwokat

Czy jako prawnik mogę patrzeć obojętnie na to wszystko co dzieje się wokół nas ? w naszym kraju?

Czy dewastacja standardów prawa obejmuje tylko najważniejsze organy państwowe ? Nie !

To dotyka nas wszystkich osobiście, na co dzień.

Panią Ewę dotknęło poprzez bezzasadne zatrzymanie i wylegitymowanie. Chociaż policja zatrzymaniem tego nie nazywa. Ale jak inaczej nazwać zajechanie drogi na bocznej uliczce przez radiowóz policyjny, który jechał za nią i jej znajomymi od dłuższego czasu?

Czy Pani Ewa miała prawo czuć się zagrożona? Czy miała prawo się bać?

Na te wszystkie pytania musi dać odpowiedź rzetelnie i skrupulatnie przeprowadzony proces sądowy. Dlatego się tym zajęłam.

Każdy proces jest inny. Każda sytuacja rozpatrywana w postępowaniu sądowym jest inna. Jedno jednak nie powinno się zmieniać. Winna być wyjaśniona dokładnie w przeprowadzonym postępowaniu dowodowym.

Dla mnie jest jasne, że to nie przypadek, że Panią Ewę wylegitymowano. Tak dzieje się od wielu, wielu miesięcy. Policja spisuje i legitymuje działaczy opozycyjnych i prodemokratycznych, sieje strach i obawę. To działania zorganizowane na zmuszenie opozycji do zaprzestania takich działań.  W myśl zasady „ dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie”.

I to wszystko w świetle art. 54 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej który zapewnia wolność wyrażania przez obywateli własnych opinii.

Czy się boję ? Nie! Jesteśmy razem, a w grupie siła.

Agata Stacewicz

Konferencja prasowa

Dzisiaj przed Sądem Rejonowym, odbyła się pierwsza rozprawa z powództwa cywilnego policjantki z Łowicza, przeciwko naszej liderce.. Przypominamy, że policjantka wystąpiła z pozwem o naruszenie dóbr osobistych. Poczuła się dotknięta relacją na żywo z interwencji, którą podjęła jako funkcjonariusz publiczny.będąc na służbie!!

Posted by Błysk Budzik on Thursday, June 14, 2018

Koleżanka

Nikt się w Łodzi nie zastanawiał, czy wesprzeć Ewę w jej sądowym boju z policjantką z Łowicza. Nawet nie dlatego, że Ewa jest naszą towarzyszką broni, bardzo aktywną w działaniach terenowych, a jej Błysk Budzik jest inspiracją nie tylko dla łodzian. Przede wszystkim „ruszała” nas wizja karania obywatelki za  rejestrowanie działań policji. To coś, co w obliczu coraz częstszych nadużyć funkcjonariuszy aparatu przymusu stanowi nierzadko o tym, jak zostaniemy potraktowani i jakie mamy ewentualne szanse w sądzie. Co tu dużo gadać, większość z nas już doświadczyła bliskich kontaktów z policją i wiemy, jak bezsilny czuje się człowiek spisywany za „iście złą stroną ulicy”, „zaśmiecanie środowiska”, „zakłócanie uroczystości religijnych” czy agresywne potrząsanie białą różą. Naszą bronią jest bezsilność, co sprawia, że my, chodnikowa opozycja, nie mamy problemu z dokumentowaniem naszych działań. Teoretycznie nie powinien mieć takich oporów policjant postępujący zgodnie z prawem i procedurami. Pozywanie obywatelki za rejestrowanie czynności służbowych jest dla nas kuriozalne i stwarza niebezpieczny precedens, aby w imię „ochrony wizerunku” zastraszyć opozycjonistów na tyle, by nie ważyli się patrzeć władzy na ręce.

Policjantka argumentowała, że spotkał ją w internecie hejt. Ciśnie się na usta komentarz, by na drugi raz nie grzeszyć nadgorliwością i nie nadużywać swoich prerogatyw. Ciekawe natomiast, czy funkcjonariusze zastanowili się, jaką traumę przeszli legitymowani uczestnicy zajścia. Jak czuli się potem, krążąc bezcelowo po przesłuchaniach, nie rozumiejąc, co się im zarzuca. Czy policji wydawało się, że pozywając obywatelkę uciszą hejterów, a ona sama przestraszy się i zapłaci? Szum medialny, jaki wywołała ta sprawa, interpelacja posła Misiły, relacje prasowe z rozprawy na pewno nie były efektem, o jaki chodziło policjantom.

Grafika Marty Frey

Grupa wsparcia liczyła około 40 osób. Byli członkowie KODu, Obywatele RP, niezrzeszeni, członkowie partii opozycyjnych, weterani z KORu. Nie zmieściliśmy się na sali, więc większość z nas rozsiadła się na korytarzu. Siedzieliśmy na schodach, ławkach staliśmy wyciągając szyje, by usłyszeć przebieg rozprawy. Sędzia był  uprzejmy i pozwolił zostawić drzwi otwarte. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni. I na następną też przyjdziemy!

Kasia Knapik

 

Polub nas na Facebooku