Pożegnanie z bronią, a właściwie z kredą

polecamy

Urząd Miasta w Kielcach już w marcu zlecił reorganizację klas, które zdaniem urzędników są po deformie edukacji zbyt małe. Podobno robią to teraz placówki na Śląsku, więc warto zadzwonić do szkoły dziecka. Jaka będzie jego reakcja, gdy okaże się we wrześniu, że nie ma już jego klasy? A nauczyciela?

Zmagałem się z decyzją dość długo. Może zbyt długo. W oświacie w obecnej sytuacji nie widzę przyszłości, nie widzę światełka w tunelu. Niskie płace, ekspresowe i nieprzemyślane reformy, ogólna niechęć do walki o swoje wśród nauczycieli i coraz mniejsza satysfakcja z efektów swojej pracy. Przez lata narastał we mnie bunt, który każe mi nie brać już w tym udziału. Bo kim będę jeśli mój bunt w końcu wygaśnie i będę chciał tylko przetrwać? Dla dobra uczniów lepiej tego nie sprawdzać. Cytując Tolkiena który ustami Bilba Bagginsa mówił: „Jestem jak masło rozsmarowane na zbyt wielkiej kromce chleba. Potrzebuję odmiany”. Bilbo zbyt długo nosił pierścień, ja chyba zbyt długo tkwię w oświacie. Czas na zmianę.

Wielu mówi, że co kilka lat trzeba coś w życiu zmienić. Aby nie przestać się uczyć, aby nie popaść w rutynę, aby nie wpaść w schematy życiowe, bo przecież świat się zmienia. W ostatnich 20 latach wręcz szaleńczo. Świat, bo polska szkoła tkwi w miejscu, a po ostatniej reformie, po prostu cofa się. I to pierwszy powód. Nie rozumiem środowiska, które zamiast dostrzec ten paradoks, zakasuje rękawy i bierze w tym udział. Jak cyborgi zrobią wszystko co trzeba… Dla tych rządzących, dla kolejnych, nieważne co postanowią…

CHCESZ BYĆ BLISKO WYDARZEŃ. RELACJE POJAWIAJĄ SIĘ NATYCHMIAST NA NASZYM FANPEJDŻU. DOŁĄCZ I ZAPROŚ ZNAJOMYCH! – https://www.facebook.com/skwerwolnosci/

Odchodzę, bo jeśli nie teraz to kiedy? Na co czekać? Na oświatową emeryturę? Jak marna jest wszyscy wiemy. Choć czy gardło wytrzymałoby do 65 roku życia? Oczywiście przy założeniu w międzyczasie nie każą pracować dłużej… Odchodzę chyba z 5 lat za późno, choć jeszcze nie zbyt późno. Czytelników mojego bloga uspokajam, nadal będę komentatorem bieżących wydarzeń w oświacie. Nadal mam dzieci w wieku szkolnym, więc jestem na bieżąco. Sądząc po „profesjonalizmie” ostatniej reformy, myślę, że do komentowania będzie wiele… Niestety. Nie mówię też, że nie chcę mieć nic wspólnego z oświatą, potrzebuję od tego odpoczynku, dystansu. Ciekawe propozycje rozważę zawsze.

Polska szkoła tkwi w miejscu, a po ostatniej reformie, po prostu cofa się

Odchodzę, bo jestem zawiedziony postawą środowiska nauczycielskiego. Jest bierne do bólu, narzekające, ale niechętne do zmian i ryzyka. Przestałem wierzyć, że wywalczę wraz z nim godny zarobek. Ochłapy, które rzuca nam ministerstwo to śmieszna jałmużna. Jak dla niewolnika. Ale może tym właśnie jesteśmy? Bandą niewolników, z którymi można wszystko, bo już nie raz to pokazaliśmy. A może bandą cyników łapiących co się da aby z tego wyżyć? Sam już nie wiem co lepsze, dumne klepanie biedy czy wyciskanie pieniędzy z systemu kosztem jakości pracy i dobra ucznia.

Jestem zmęczony nauczaniem, trochę też zawiedziony bierną i leniwą postawą młodzieży. Ale wiem, że to nie ich wina. Są tacy jak dzisiejsze czasy i robią to, na co my dorośli im przyzwalamy. A przyzwalamy na wiele, także na intelektualne lenistwo. Zbyt wielu młodych ludzi ma wyrąbane na wiedzę, a przecież mają ją na wyciągnięcie ręki. Uczenie się nie jest w modzie, a już zupełnie nie jest w modzie budowanie szerokich horyzontów. Młodzi brną w swoje ciasne działeczki. Amerykanizujemy się w zastraszającym tempie. Partie herbaciane zawładnęły naszymi umysłami. Szeroka wiedza nie jest w cenie, przegrywa z podejściem zadaniowym. Trzy razy zet – cel osiągnięty. Coraz częściej pseudonaukowa fikcja jest dla nich prawdą. O świecie nie wiem nic, ale jest mi dobrze tu i teraz… Do czego to doprowadzi? Przeważnie takie podejście prowadziło do wojen.

Jestem nauczycielem dyplomowanym. Od wielu lat czynnym egzaminatorem maturalnym. Nie planowałem być nauczycielem, mam swoją historię „przed” szkołą. Nauczycielstwo nie było moją pierwszą pracą (a czwartą), może dlatego mam dystans do tego co robię, do środowiska nauczycielskiego i potrafię trzeźwiej spojrzeć na niektóre sprawy. Swą przygodę z nauczaniem zacząłem jako asystent na uniwersytecie. Jednym z moich obowiązków było uczenie studentów. Nie uśmiechało mi się to, ale spodobało. Gdyby ktoś jeszcze na studiach powiedział mi, że będę nauczycielem, wyśmiałbym go. Jednak szybko odkryłem, że jestem lepszym dydaktykiem aniżeli naukowcem, że docieram do młodego człowieka. Chociaż może nie do końca była to moja pierwsza praca dydaktyczna. Wcześniej, służąc w wojsku, dowodząc w trakcie praktyki dowódczej 30 osobowym plutonem w którym 22 żołnierzy miało wykształcenie podstawowe, a 15 przeszło konflikt z prawem, dałem radę. Zawsze potem żartowałem, że najgorszą klasę dostałem jeszcze zanim zostałem nauczycielem, może dlatego w szkole dogadywałem się dobrze z młodzieżą, jakakolwiek by ona nie była. To było ważne doświadczenie i wielka życiowa nauka, pierwsza: nigdy nie oceniaj nikogo po jego papierach, druga: jeśli chcesz się z kimś mniej od ciebie mądrym dogadać, zejdź na jego poziom, bo on na twój nie wejdzie, wejdź w jego schematy myślowe. Niby proste rzeczy, które przydały się bardzo podczas nauki w szkole, a których wielu nauczycieli nie pojmuje nawet po wielu latach pracy. Nie piszę tego, aby wystawić sobie laurkę. Raczej dlatego by pokazać, że nie byłem tutaj kimś przypadkowym.

Nie chcę tego firmować swym nazwiskiem

Odchodzę trochę zawiedziony, że tak to się potoczyło. Że nasza oświata zmierza w niewłaściwym kierunku. Nie chcę tego firmować swym nazwiskiem. Oczywiście szkoda poświęconych lat i doświadczenia. Na pewno lekko nie będzie przestawić się na inny rodzaj aktywności. Nie hamletyzuję. Ale boję się. O swoje dzieci. Z wielu miejsc docierają do mnie wiadomości, że ludzie rzucają pracę w oświacie. Boję się o to, czy będą ich uczyć najlepsi, skoro ci, którzy widzą absurdy dzisiejszej szkoły, odejdą na emerytury pomostowe lub do prywatnych firm. Kto zostanie? Będą ich uczyć niewolnicy czy cynicy? Siłaczki i siłacze obwiniani przez wszystkich o wszystko? A może piewcy nowej, miękkiej dyktatury? Nie wiem. Ale wiem jedno. Na pewno będą to ludzie obciążeni ponad miarę tonami planów, sprawozdań, dostosowań itp., które sprawią, że na przygotowanie do zajęć będzie mniej czasu. Będą to ludzie spoglądający na zegarek, spieszący się do drugiej pracy, bo z gołego etatu nie sposób wyżyć. Albo będą to pogodzone z każdą, najbardziej bzdurną decyzją panie, mające dobrze zarabiającego męża, które jak plastelina dostosują się do wszystkiego. I tych boję się najbardziej.

Jarosław Bloch

Artykuł zamieszczony dzięki uprzejmości autora.

Polub nas na Facebooku