A autystyczne dzieci pochowamy gdzieś po kątach…

Fot. Katarzyna Pierzchała
polecamy

Pomysł resortu edukacji na pozbycie się niepełnosprawnych dzieci ze szkół został ciepło przyjęty przez niektórych rodziców. Szkoda, że nikt z urzędników czy rodziców nie doczytał, że na lżejszą odmianę autyzmu chorują/chorowali Mozart, Hitchcock, Einstein, Beethoven, Newton, Gates, Eminem i Messi.

Sprawa sprowadza się do zgrabnego wyrzucenia niepełnosprawnych dzieci ze szkół. Już w ubiegłym roku powstał projekt, aby wspomniane dzieci nie narażać na kontakty z rówieśnikami i szkołami powszechnymi. Zamiast tych niedogodności miano zagwarantować im indywidualny tok nauczania w domu, nazwany dla podkreślenia rangi pomysłu „indywidualnym programem edukacyjno–terapeutycznym”. Innymi słowy, aby nie psuć widoku szkolnych korytarzy dziećmi poruszającymi się o kulach albo posiadającymi widoczny stopień niepełnosprawności, chciano zamknąć  ich w domach. A i po cóż mają chodzić z innymi dziećmi do klasy i nie daj Boże jeszcze się przyjaźnić. Tak miały skończyć wszystkie dzieci posiadające orzeczenie o niepełnosprawności i na nic zdałoby się kolejne orzeczenie z poradni psychologicznej zalecające udział dziecka w zajęciach szkolnych. Pomysł nie chwycił do końca i szkoły z oddziałami integracyjnymi jakoś przetrwały, lecz do podłego pomysłu podłej zmiany zaczynają nawiązywać niektórzy rodzice.

Autystyczne dzieci niemile widziane

Sprawa wydawała się z początku bardzo prosta. Z powodu zmniejszenia się ilości uczniów w klasie terapeutycznej jednej ze szkół niepublicznych na Bemowie, klasa ta została rozwiązana. Dwójka pozostałych uczniów miała być dołączona do rówieśników i ze wsparciem nauczyciela wspomagającego wszyscy mieli uczyć się razem. Dzieci te cierpią na autyzm lub jego lżejszą formę – syndrom Aspergera. Zorganizowano w szkole spotkanie rodziców klasy, do której miały dołączyć niepełnosprawne dzieci. Uczestniczyło w niej kierownictwo szkoły oraz oczywiście rodzice dzieci z problemami zdrowotnymi. Jeśli myślicie, że wszyscy zgodnie oświadczyli, że przed nimi kolejny owocny rok edukacji dzieci, to jesteście w błędzie. Spotkanie przybrało charakter otwartego linczu na rodzicach niepełnosprawnych dzieci. Nie zabrakło krzyków i wrzasków, rodzice głośno dali do zrozumienia, że nie chcą opisywanych dzieci w klasie do której chodzą ich zdrowe dzieci. Jeśli chcecie usłyszeć argumenty, to można powiedzieć o tezie, że nowi uczniowie zaniżą poziom kształcenia całej klasy. Niektórzy rodzice orzekli, że dołączenie nowych uczniów do klasy ich dzieci spowoduje, że natychmiast zabiorą ze szkoły swoje pociechy. Jedna z matek jasno oznajmiła, że nie chciała posłać swojego dziecka do klasy integracyjnej i nadal sobie tego nie życzy.

Nowy standard stosunków międzyludzkich

Nawiązując do dość starego stwierdzenia, że jeśli się płaci, to się również i wymaga, rodzice dzieci ze szkoły na Bemowie pokazali, jak bardzo ludzie mogą być okrutni i jednocześnie skrajnie głupi. Co prawda osoby niepełnosprawne próbuje się wyrzucać nawet z sejmu, ale jakoś nie przypuszczałem, że będzie to dotyczyć również uczniów drugiej klasy. Nowa moralność trafia już do szkół i opisywana sytuacja może być wkrótce standardem. W tym wszystkim chodzi również o to, aby być przygotowanym na próby usunięcia ze szkół wszystkich, którzy jakoś odbiegają od szeroko rozumianego standardu. Pretekstem może być kolor skóry, język ojczysty, albo wyznawana religia.

Jeśli rodzice, o których mowa, naprawdę chcieliby nauczyć czegoś więcej swoje dzieci, niż biegle liczyć i czytać, to z aprobatą podeszliby do pomysłu dołączenia do klasy dzieci niepełnosprawnych. Niestety wolą, aby ich dzieci wychowywały się w czystym i nierealnym świecie jakim im zgotowali. Empatii i szacunku dla drugiego człowieka dość trudno nauczyć się z podręcznika. Jeszcze gorzej jest z pomaganiem potrzebującym. Może żyjemy w świecie naprawdę szybko biegnącym naprzód, ale nie usprawiedliwia nas to w tym, aby patrzeć tylko na czubek swego nosa.

 

Więcej treści znajdziesz na naszym fanpejdżu, 
https://www.facebook.com/skwerwolnosci/

 

Co z niepełnosprawnymi dziećmi?

Po powieszeniu wszystkich psów na rodzicach zdrowych dzieci i refleksji nad ich postępowaniem, należy dodać, że najbardziej ucierpiały w tych wydarzeniach niepełnosprawne dzieci. Oczywiście pozostaje im znaleźć inną szkolę, może publiczną, gdzie jednak jeszcze będą mogły uczyć się z rówieśnikami. Do tego czasu mają bardzo długie wakacje, które nie wiadomo kiedy się zakończą. Może ktoś odważy się odpowiedzieć na pytania, co czuje dziecko, które dowiaduje się, że nie jest mile widziane w swojej szkole? Może ktoś zada sobie trud wytłumaczyć choremu dziecku, że wcale nie jest gorsze i inne od dzieci ze swojej szkoły? Może ktoś zapewni go, że z kolejnej szkoły również nie zostanie wyrzucone przy pierwszej lepszej okazji?

Ciekawe czy ktoś powiedział rodzicom genialnych i póki co zdrowych dzieci, że z zespołem Aspergera urodzili się Woody Allen, Hans Christian Andersen, Michał Anioł, Archimedes, Ludwig van Beethoven, Charles Darwin, Thomas Edison, Albert Einstein, Eminem, Charles de Gaulle, Bill Gates, Vincent van Gogh,  Dustin Hoffman, Thomas Jefferson, Immanuel Kant, Lionel Messi, Isaac Newton, George Orwell, Artur Schopenhauer, Andy Warhol. Ilu takich Andersenów, Archimedesów czy Gatesów z powodu „podłej zmiany” zostanie zamkniętych w domach?

Zbyszek Wolski

Ściśle tajne i dla wybranych rządowe konsultacje

I ty możesz zostać niepełnosprawnym!

Ze względów budżetowych nie będziemy ratować…

Polub nas na Facebooku