Z myślą o Kongresie Obywatelskich Ruchów Demokratycznych cz. 2

Bogusław Stanisławski uparty uczestnik obywatelskich protestów”, jak siebie nazywa, w pierwszej części tekstu poświęconemu kongresowi opisywał początki naszych protestów. Dziś kolejna część nie tylko o różnorodności naszych ruchów, grup i działań. Autora będzie można spotkać w Łodzi 9 września podczas kongresu.

Ujawniały się różne wrażliwości, dawały o sobie znać coraz to nowe inicjatywy, protesty organizowane były w formule bardziej lub mniej radykalnej. Byliśmy i jesteśmy wszędzie, gdzie działa się, bądź też dzieje się historia. Odważni „Obywatele” – świadomi konsekwencji i brutalności zwyrodnialców – kładli się i wciąż kładą na bruku demonstrując !no pasaran! dla narodowych patriotów maszerujących pod znakiem faszystowskiej falangi. Zdeterminowane do obrony swoich praw kobiety otworzyły w całej Polsce swoje czarne parasolki i nie zamierzają ich zamykać tworząc potężny ruch protestu. „Akcja Demokracja” zapaliła „światełko dla praworządności”, które zapłonęło i wciąż płonie w całym kraju przenikając do wszystkich obywatelskich ruchów i inicjatyw. Oddolnie, w grupach i regionach, odrodził się KOD uparcie przypominając na swoich wydarzeniach i „pikodach” czym jest kradzione nam chytrze – krok po kroku – państwo prawa. A więc trwamy! Zdeterminowani, świadomi swoich obywatelskich powinności – nie odpuszczamy! Nie jesteśmy w stanie zatrzymać niszczącego walca, ale skutecznie hamujemy jego bieg i pokazujemy światu oblicze innej Polski niż ta z zaciętą twarzą niszczyciela polskiej demokracji – Polski obywatelskiej, otwartej, europejskiej. Czy jednak wykorzystujemy cały nasz potencjał, całą moc, jaka tkwi w naszej obywatelskiej determinacji? Czy nie umniejszamy siły swojego obywatelskiego oporu, ulegając słabościom wpisanym w niszczycielski algorytm i wpadając w zastawione na nas chytrze pułapki?

Potrzebne wspólne hasła

Przychodzi mi na myśl, jak często odwołujemy się w naszych hasłach, apelach, przemówieniach do Europy, a jak mało czerpiemy z doświadczeń europejskiej wspólnoty, z jej recept na to, jak wychodzi się z najbardziej nawet dramatycznych kryzysów. Przywołuję tą – być może – najważniejszą, stanowiącą „leitmotiv” ostatnich dwóch orędzi Jean-Claude Junckera: jedność w różnorodności, w oparciu o niezbędną zasadę wzajemnego zaufania. A więc jedność – w formułowaniu priorytetów – celów nadrzędnych i strategii prowadzącej do ich zrealizowania. A więc wyciszanie środowiskowych aspiracji na rzecz dobra wspólnego. A więc zrezygnowanie przez ambitnych liderów z eksponowania swoich totemów na rzecz wspólnego hasła, które by porywało. A więc dialog z patrzeniem sobie w oczy z zaufaniem i przeświadczeniem, że nie tylko „o coś nam chodzi”, ale że „chodzi nam o to samo” – mimo różnych wrażliwości i różnych temperamentów. Czyż nie jest naszą słabością, na którą liczy totalna władza, że wciąż nam tego dialogu brak? Że wciąż, środowiskowo, trudno nam się polubić?

Ale nie język nienawiści

A zastawione na nas pułapki, w jakie wpadamy: czyż jedną z nich – być może dla dyktatorskiej władzy najważniejszą – nie jest przejmowanie przez nas, choćby chwilami, ich własnej narracji: języka nienawiści i pogardy, którego celem jest prowokowanie i skłócanie? Przyznam otwarcie: nie podejmuję okrzyku „będziesz siedział” nawet, jeżeli kierowany on jest pod adresem pewnego doktora prawa, który najwyższe prawo Rzeczypospolitej podeptał. Nie podejmuję, bo jest w nim coś z agresji. A chętnie podjąłbym ten okrzyk w innym brzmieniu: „będziesz osądzony”. Różnica niby niewielka, a – wydaje mi się – zasadnicza: bo „ulica” – nawet w swoich najszlachetniejszych porywach – nie jest od ferowania wyroków, bo to prawo przysługuje wyłącznie niezawisłemu sądowi (i pewien jestem, że z niego skorzysta); bo nie wiem nawet, czy bym tak bardzo chciał, żeby jakiś tam „on” „siedział”; bo oczekuję, że ten niezawisły wyrok skazywać będzie na coś więcej, niż „siedzenie” – na hańbę, która zapisana będzie po wieczne czasy na kartach historii. A obraźliwe okrzyki z pogróżkami adresowane do szpalerów policji. Do kogo? Do tych młodych dziewcząt z ukrytymi pod czapką warkoczami, do tych chłopaków spędzonych z całej Polski, żeby tworzyli gęsty szpaler, którego jedynym celem jest prowokacja, pobudzanie nas do złości w stopniu, kiedy puszczają nerwy, mocą rozkazu wmanewrowanych w brudną grę, jakiej w swojej karierze nie przewidywali? Czy wiemy, ilu z nich jakżeby chciało być po naszej stronie barierek (a kto wie, czy po służbie i „po cywilnemu” nie bywa?) Czy zdajemy sobie sprawę, jaką te nasze okrzyki budzą w nich agresję, jak ich antagonizują poprzez stwarzany klimat zagrożenia? Jak cieszy się z tego totalna władza osiągając swój cel: skłócenie policjanta z Obywatelem, wykreowanie klimatu wrogości, spełnienie marzeń dyktatora: divide et impera – dziel i rządź!

Działajmy roztropnie

KORD już za 20 dniTo tylko dwa przykłady, celowo tu wyostrzone: ku przestrodze. Kreślone z nieodstępującą mnie myślą, że – aby odnieść sukces – naszemu upartemu trwaniu, naszej determinacji, naszej wzrastającej w cenie odwadze, musi towarzyszyć roztropność i mądre czerpanie z doświadczeń pokoleń, z doświadczeń Europy, z doświadczeń wyśpiewanej przez barda „pięknej Panny S” – „Solidarności”, która swoją nieustępliwą, pokojową walką, biorąc wzorce z etosu Martina Luthera Kinga, Nelsona Mandeli, przyniosła nam wolność.

My te wybory musimy wygrać!

Myślę, że ta – by tak to nazwać – „filozofia” dojrzewa w tej naszej obywatelskiej opozycji trwającej już, ale równocześnie tylko niespełna trzy lata. Z upływem czasu dojrzewamy, uczymy się, również na popełnianych błędach, czasem – cóż tu ukrywać – porażkach. Oby ta nauka nie poszła w las, oby przyspieszyła, bo czas biegnie, bo – przed naszą największą batalią, przed historycznym wyzwaniem, które przed nami stoi – jest go coraz mniej. Ta batalia – to maraton wyborczy. Proszę Państwa, Obywatele – my te wybory, wszystkie cztery, równie ważne, musimy wygrać! Ba, nie tyko wygrać jednym czy dwoma punktami: my je musimy wygrać zdecydowanie, bez żadnych wątpliwości, tak jak wygrała je „Solidarność” 4 czerwca 1989. Musimy je wygrać zdecydowanie, bowiem na manipulowanie wątpliwym wynikiem czyha specjalnie przecież w tym celu powołana niekonstytucyjną ustawą Nadzwyczajna Izba Kontroli Sądu Najwyższego – organ autonomiczny, nie podlegający nadzorowi nawet Pierwszego Prezesa SN. My te wybory musimy wygrać dla Polski, dla naszych synów, córek i wnuków, dla przyszłych pokoleń, bo będzie to nasz kolejny wybór cywilizacyjny, bo ich przegrana – to petryfikacja na dekady tego systemu władzy, aprobata dla zmian ustrojowych, utrwalenie endeckiej koncepcji „katolickiego państwa narodu polskiego”, wyprowadzenie naszego kraju ze wspólnoty wolnych narodów Europy.

Proszę Państwa, Obywatele! My ten maraton wyborczy musimy wygrać, ale nie dokonamy tego sami, własnymi siłami choćby najbardziej zaangażowanych obywatelskich działaczy. Ten maraton wyborczy musi wygrać naród – bez jego podziału na „sorty”. Sukces osiągniemy wtedy tylko, jeśli zdołamy obalić, zetrzeć z powierzchni polskiej ziemi, narzucone nam chytrze, przez krętaczy, podziały; jeśli – ubogaceni myślą Pierwszego Premiera, Tadeusza Mazowieckiego – narysujemy powtórnie „grubą linię”, wypracujemy wspólnie z klasą polityczną (sama tego – jak się okazuje – nie zrobi) program dla po-PiS-owskiej Polski likwidujący wszelkie wykluczenie poza sprzeniewierzaniem się Konstytucji, zapewniający godne miejsce w Rzeczypospolitej wszystkim Polakom, niezależnie od ich politycznej, czy jakiejkolwiek innej orientacji, także tym, którzy w swoim rozgoryczeniu zagłosowali na PiS. Zważywszy czas krótki – jest to wyzwanie na miarę herosa, ale my to wyzwanie musimy podjąć dodając go do naszego uporczywego trwania. Głęboko w to wierzę, sprostamy temu wyzwaniu, jeśli już jutro siądziemy do wspólnego stołu i podejmiemy dialog; jeśli wsłuchamy się uważnie w europejskie przesłanie „jedność w różnorodności” akcentując w nim „jedność”; jeśli nasi liderzy zdobędą się na szczere podanie sobie rąk; jeśli już jutro przystąpimy do wypracowania wspólnej strategii, która omijałaby wszystkie zastawione na nas pułapki. Jeśli jeszcze bardziej niż dotychczas polubimy się, tak do końca i na wszystkich poziomach, pokazując tym totalnej władzy – żerującej na naszych podziałach – przysłowiowy „gest Kozakiewicza”. Temu przecież, przede wszystkim – jak rozumiem – dedykowany jest zbliżający się Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych.

Proszę Państwa, my temu wyzwaniu musimy sprostać! My ten maraton wyborczy musimy wygrać – my, Obywatele, ale też my, Naród! Alternatywą jest płacz i zgrzytanie zębów: ten koszmar śni mi się po nocach. I my tą batalię wygramy, jeśli tylko nie stracimy z oczu tego bezcennego wzorca, jaki podarowała nam najnowsza historia. Jak mu na imię – wiadomo: SOLIDARNOŚĆ!

Bogusław Stanisławski

#KongresObywatelskichRuchówDemokratycznych #KORD

Zarejestruj się na stronie https://www.kord.org.pl/

Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych 2018!#warto #opozycja #kord

Posted by Darek Czerski on Thursday, August 23, 2018

Polub nas na Facebooku