#KORD, czyli powiązać rozproszone

Elwira z Białegostoku, Waldek z Radomia, Mirek z Łodzi, Marcin z Warszawy – liczą na wymianę doświadczeń i  kontaktów, a Olgierd Łukaszewicz – gość Kongresu Obywatelskich Ruchów Demokratycznych mówi, że zaletą kongresu jest jego ponadpartyjność.

Głośno krzyczą kiedy gwałcona jest Konstytucja. Protestują, gdy grupy faszystowskie rozpalają na ulicach fajerwerki i nienawiść. Hasłami na transparentach próbują przekonać Andrzeja Dudę, żeby nie podpisywał kolejnej PiS-owskiej ustawy niszczącej porządek prawny w Polsce. Nie zawsze im po drodze ze skłóconymi partiami opozycji. Ale chcieliby działać wspólnie i skutecznie. Ok. 30 (lista jeszcze otwarta) tzw. „ulicznych” organizacji opozycyjnych przygotowuje się w kongresu w Łodzi.

Przedstawicielom grup postawiliśmy trzy proste pytania: jak określają cel kongresu? co, ich zdaniem, najbardziej przeszkadza w działaniu? jak widzą priorytety swoich działań? Oto co usłyszeliśmy:

ELWIRA ŚLIWIŃSKA (KOD Białystok):

– Jadę na KORD żeby przyjrzeć się i ocenić szanse. Wydaje się, że pora wyjść z epoki działań chaotycznych. Organizacji jest wiele, a każda działa sama sobie. To co mogłoby być znaczącym ruchem zmienia się w szarpaninę. Może uda się dogadać. Mam nadzieję, że zmądrzejemy i skończą się kłótnie o wszystko – że „powiedział”, że „przyszedł” lub „nie przyszedł”, że „nie docenił” – tradycyjne polskiej piekiełko. Może zadziała instynkt samozachowawczy…

Najbliższy i najważniejszy cel to, rzecz jasna, wybory samorządowe. Trzeba sprawić by opozycja niepolityczna poszła do komisji wyborczych i popatrzyła „politycznym” na ręce. Pewności, że nie dojdzie do prób fałszerstw i manipulacji nie ma. Odwrotnie – raczej na pewno takie próby będą podejmowane. To my, i tylko my, możemy dopilnować, by okazały się nieskuteczne.

Białystok, wbrew temu co się mówi, nie jest podbity przez PiS. Choć, muszę przyznać, że PiKOD-y tracą sens, bo przechodniów trudno namówić do rozmowy. Ale w społeczeństwie jest podział. Gorzej z okoliczną prowincją, gdzie pozycji „ciemnych mocy” nic nie podważa.

WALDEMAR BUKALSKI (Radomianie dla Demokracji):

– Potrzeba nam koordynacji działań i mówienia jednym, bardziej donośnym, głosem. Po to by nie tracić czasu i wiecznie chudych środków finansowych. Jest ciekawe, że „oddolnie” organizacje opozycyjne dogadują się doskonale. Jest jeden cel, a i co do metod w zasadzie dużych różnic nie widać. Rozdźwięki pojawiają się, gdy głos zabierają szefowie z których co drugi ma rozdęte ego. To najczęstszy powód braku jedności.
W tej chwili najważniejsze jest przygotowanie do wyborów. I – naprawdę – nie chodzi o nakłanianie kogoś do głosowania tak czy inaczej. Najważniejsze by ludzie w z i ę l i   u d z i a ł, zrozumieli przy tym swoją odpowiedzialność za przyszły kształt wybranego samorządu. Żeby przyjrzeli się ludziom, których desygnują do lokalnych władz. Warto pamiętać, że poprzednie wybory przegraliśmy przez niedostateczny udział w nich osób zdolnych do świadomego wyselekcjonowania kandydatów, którzy stanęli do wyborów.

OLGIERD ŁUKASZEWICZ (aktor):

– Kongres jest okazją do prezentacji dokonań Fundacji im. W.B. Jastrzębowskiego, która ostatnio otrzymała nazwę „My obywatele Unii Europejskiej”. Kiedy ją wspólnie z prof. Romanem Kuźniarem powoływaliśmy do życia nie w pełni uświadamiałem sobie, kto jest naszym przeciwnikiem, kto dąży do polexitu. Teraz mogę wskazać na premiera Morawieckiego i – niestety – także na Kościół. Działania, które mają doprowadzić Unię do przekształcenia we wspólnotę państw narodowych, z naciskiem na tę narodowość czasem powołują się na de Gaulle’a. Tak naprawdę prowadzą do wzmocnienia populistów.
Odwiedziłem z tą misją 30 miast starając się trafić do nieprzekonanych, 21 kolejnych ośrodków czeka w kolejce. Za parę dni będę w parafii w Przeworsku czytał poezje Kochanowskiego i opowiadał o dwóch jego braciach. Wszyscy Kochanowscy studiowali w Padwie. Już wtedy byliśmy częścią Europy, z której wyprowadzić się nie damy! Zaletą kongresu jest jego ponadpartyjność. Potrzebna nam jest mobilizacja, bo moment walki przyszedł i nie ma na co czekać.

MIROSŁAW MICHALSKI (KOD Łódź): 

– Organizacjom demokratycznym potrzebna jest wymiana doświadczeń, wymiana ekspertów, a także zintensyfikowanie kontaktów. Nieustannie przeszkadza nam brak porozumienia, konkurencja w akcjach i sprawach, w których ta rywalizacja jest tylko obciążeniem. W prostym osiąganiu celów zawadą bywają ambicje liderów. Spotkanie w Łodzi powinno uświadomić, że w dążeniu w jednym kierunku nie warto się potykać o nogi idących w tę samą stronę.

MARCIN SKUBISZEWSKI (Obserwatorium Wyborcze): 

– Liczę, że podczas KORD wielu chętnych dołączy do pracy Obserwatorium. Bo sprawą najważniejszą są zbliżające się wybory samorządowe. Ruchy demokratyczne dzielą się, każdy ma własne metody, każdy swój własny, wyłączny punkt widzenia. I to jest normalne. Nasze organizacje stworzyli ludzie bez doświadczenia politycznego. Powołało nas do życia wspólne zagrożenie. Moment krytyczny nastąpił, kiedy Donald Tusk wyjechał do Brukseli i zostawił przy sterze ekipę o niskiej sprawności. Po tylu popełnionych błędach, czasem wręcz katastrofalnych PiS powinien dawno zostać wyrzucony na polityczny śmietnik. Tymczasem on się ciągle pasie słabością przeciwników, brakiem wyraźnej alternatywy.
Musimy dopilnować by wybory odbyły się uczciwie. My obserwatorzy w komisjach i media. Potrzeba nam organizacji na poziomie ogólnopolskim. I energicznego reagowania, bo ta propaganda, która leje się w TVP jest jawnym i bezczelnym oszustwem wyborczym. Trzeba nagłaśniać każde przekręcenie rzeczywistości i konfrontować z faktami. Bardzo dużo pracy, liczę, że podczas kongresu potrafimy się nią podzielić.
Pomysłodawca i organizator kongresu Robert „Arizona” Hojda nadał mu nazwę, której skrót brzmi jak ostry miecz. Jednak ten KORD niczego nie będzie rozcinał i przekłuwał, najwyżej nieporozumienia i nadmiernie rozdęte ambicje.
Notował: (aw)

#KongresObywatelskichRuchówDemokratycznych #KORD

Polub nas na Facebooku