Ludmiła Kozłowska – nasz test solidarności

Protest w Warszawie. Fot. Beata Chojnacka
polecamy

Pomimo, a może własnie dlatego, że znam osobiście „z ulicy i z zagranicy“ zarówno Ludmiłę Kozłowską, jak i Bartosza Kramka, pozwolę sobie na przedstawienie teoretycznego „worst case scenario“, czyli „najgorszej wersji rzeczywistości“, który tłumaczy dlaczego nie należy wierzyć w zarzuty i propagandę naszych władz.

Ostatnio obchodziliśmy dwie rocznice, które większość nas Polaków łączy ze słowem „solidarność“. Najpierw 31 sierpnia – czyli rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych, a tym samym legalizacja „Solidarności“ i początek niespełna półtorarocznego okresu względnej wolności w Polsce. Druga rocznica to 1 września – czyli rozpoczęcie II. Wojny światowej, i momentu, gdy solidarność sojuszników napadniętej Polski okazała się niemalże tylko formalna.

W sierpniu i wrześniu 2018 tamte daty to tylko historyczne wspomnienia. Z drugiej strony historia dzieje się i teraz – również historia solidarności. Solidarności w walce o demokrację, sprawiedliwość, prawa człowieka i wolność – ale i solidarności czysto między człowiekiem a człowiekiem.

Test solidarności

Przypadek wydalonej na wniosek polskich władz z Polski i strefy Schengen Ludmiły Kozłowskiej, aktywistki i przewodniczącej Fundacji Otwarty Dialog (FOD), a prywatnie żony Bartosza Kramka, jest właśnie takim bardzo aktualnym, sierpniowo-wrześniowym testem solidarności. Naszej solidarności.

Autor tekstu dołączył do protestu, który zorganizowano w Berlinie przed siedzibą UE. Potem uczestnicy pikietowali przed ambasadą polską i rosyjską. Fot. Jerzy Stromski

W ubiegłym tygodniu zorganizowano w kilkunastu polskich miastach pikiety protestu przeciw decyzji i działaniom polskiego rządu wobec Kozłowskiej, a internetową petycję do innych krajów UE o umożliwienie Ludmile ponownego wjazdu i pobytu do strefy Schengen podpisało prawie 28 tysięcy osób.

Nie wnikam w to, czy to dużo, czy mało. Wiem, że wiele osób i organizacji z „pro-demokratycznej strony barykady“ miało i nadal ma rozterki, czy też otwarcie sprzeciwia się wsparciu Ludmiły. Jedni, gdyż najwyraźniej dali wiarę pogłoskom, że prowadzona przez nią fundacja jest nietransparentna. Inni skłaniają się wręcz ku opinii, że „jeśli polskie władze postanowiły ją wydalić, to coś w tym jednak musi być – może rzeczywiście jest jakimś zagranicznym agentem czy szpiegiem…“ Władze, z którymi nota bene od 2,5 lat walczą, i powinni znać ich metody i brak skrupułów, w tym polityczne wykorzystywanie służb i organów. Najbardziej bolą jednak komentarze typu: „Po co jej bronić – czyżby była Polką?“.

Ale właśnie te „kontrowersje“ wokół i osoby samej Ludmiły Kozłowskiej, jak i FOD, dają nam tym lepszą szansę na nasz test. Test solidarności. Test praworządności. Test praw człowieka.

Paradoksy

Po pierwsze, gdyby Kozłowska, Kramek czy FOD rzeczywiście miały „coś za uszami“ czy działałyby wbrew prawu (Polski czy UE) – to zamiast Ludmiłę wydalać, rząd polski powinien zadziałać wręcz odwrotnie! – czyli zrobić wszystko, by zatrzymać ją w Polsce i UE, postawić im przez prokuraturę zarzuty – by sprawa wylądowała przed sądem.

Wiem, wiem… polskie sądy straciły aurę niezawisłości, również w oczach organów sprawiedliwości innych krajów unijnych. Co sprawiło, że Irlandia wstrzymała ekstradycję do Polski podejrzanego o współudział w organizacji przestępczej obywatela – gdyż powątpiewano, czy może on liczyć w Polsce na sprawiedliwy proces.

Wtedy większość organizacji prodemokratycznych, ich członków i sympatyków nie tylko nie krytykowało tej decyzji Irlandczyków, ale wręcz wspierało i się nią cieszyło. Jakoś potrafili(śmy) podkreślać, że jedna sprawa to (domniemana) wina za coś tam, a druga – (nieistniejąca już) niezależność i apolityczność polskich organów. A teraz, w przypadku Ludmiły – albo z części nas wyłażą nacjonaliści („Czy ona w ogóle jest Polką?“) – jakby praworządność i prawa człowieka w Polsce miały dotyczyć tylko Polaków.

Czy można wierzyć polskim służbom?

Albo też nagle wierzymy bardziej polskim służbom i prorządowym mediom niż aktywistom, którzy stawali i stają z nami na ulicy by wstawiać się za niezależnym sądownictwem i sprzeciwiać się autorytarnej władzy „Prawa i Sprawiedliwości“.

Dlatego byłem bardzo rozczarowany, że z „ulicznych przyjaciół i druhów“ jedynie Obywatele RP i „Wolni i Równi“ zdobyli się na oficjalny protest przeciw działaniom polskich władz wobec Ludmiły Kozłowskiej. I tylko częściowo oni, jak i osoby z innych organizacji – ale jako „osoby prywatne“ – współorganizowały pikiety protestacyjne – m.in. OSA, Obywatele RP, ale i kilka lokalnych grup KOD. (…)

Dlatego z drugiej strony tym bardziej mówię „Szacun!“ wszystkim tym, którzy bez wahania postanowili w sprawie Ludmiły zaprotestować i ją wesprzeć. Siebie w te grono nie wliczam – choć brałem udział – gdyż jak wspomniałem, Ludmiłę i Bartka znam osobiście. Na szacunek zasługują ci, którzy ich nie znają – a postanowili ich wesprzeć i skrytykować rząd PiS.

Z kolei brak solidarności od strony innych – czy osób indywidualnych czy organizacji – jest nie tylko wkurzający i smutny, ale przede wszystkim – krótkowzroczny i głupi.

Gdyż nie chodzi tu tylko o solidarność z Ludmiłą jako osobą i aktywistką, ani konkretnie z jej organizacją. To nie przypadek, że rząd PiS atakuje ich właśnie od niewiele ponad roku – czyli lata 2017, gdy FOD zaczęła się zajmować również „tematami polskimi“. W Polsce działają już przecież dużo dłużej – i dopiero teraz służby zauważyły, „że coś nie tak“?

Ten atak to przestroga

Tak w Koszalinie przygotowywano się do pikiety wsparcia. Fot. Stanisław Rok‎

Chodzi po prostu o to, by atak na Ludmiłę i FOD został odebrany jako precedens i przykład. Dla innych. Polskich i niepolskich organizacji i aktywistów. Rząd PiS i jego służby nie chcą jedynie ukarać jednej osoby i organizacji. Chcą nas wszystkich zastraszyć. A i podzielić. Dlatego wybrano teraz cel „prostszy“ – osobę bez polskiego obywatelstwa, organizację mało znaną „z ulicy“. Wiedząc, że w sieci krążą pogłoski o Ludmile i Bartoszu jako „rosyjskich agentach“. Liczono więc na to, że nikt w ich obronie nie zechce stanąć.

Ale czy zapomnieliśmy, że rząd próbował już przejąć fundację Obywateli RP, że rząd nakazał falę rewizji organizacji kobiecych, czy zapomnieliśmy o ataku na skrzynkę mailową Mateusza Kijowskiego w maju 2016, by przedstawić go jako pedofila?

Ten rząd będzie czekał na kolejne okazje, by dobrać się do następnych organizacji, grup, aktywistów. Obojętnie jaki mają paszport, jaką narodowość, wyznanie, płeć czy światopogląd. A my? Czy bronimy naprawdę Konstytucji, która zapewnia nam wszystkim podstawowe prawa? Czy bronimy praworządności, czy może tylko „praworządności dla Polaków“? Czy jesteśmy solidarni tylko „z naszymi”, czy też z każdym, wobec którego władze działają represyjnie, kichając na praworządność? Czy naprawdę „staniemy murem” gdy reżim zaatakuje organizację „A”, choć jako organizacja „B” ich osobiście nie znosimy czy nie zgadzamy się ideologicznie? Czy też będziemy milczeć „dla świętego spokoju” i „zachowania wizerunku”? (…)

Łukasz Szopa

Tekst został opublikowany na blogu zaprzyjaźnionego z naszym portalem autora (https://bolityka.wordpress.com/)

Petycja – https://www.change.org/p/politicians-and-governments-of-eu-member-states-bringherback-to-the-eu?recruiter=350829312&utm_source=share_petition&utm_medium=twitter&utm_campaign=share_twitter_responsive

Polub nas na Facebooku