#KORD – ani modlitwy, ani opieprz nie mają sensu…

Nie chcielibyście szukać ratunku u medyka, który zamiast leczyć pacjenta, proponowałby mu, że się pomodli za niego. Dlatego my nie oczekujemy cudu, my po prostu pracujemy, za co jesteśmy zresztą ochrzaniani… Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych (KORD) nadal trwa!

Kiedy wysłuchałam wypowiedzi Władysława Frasyniuka (niedzielny wywiad z red. Kolendą-Zalewską) oraz przeczytałam artykuł w oko.press (ani autor artykułu prasowego, ani pani redaktor z TVN nie byli na kongresie) przypomniała mi się bardzo pouczająca historia z jakiejś mszy. Z ambony kaznodzieja ochrzaniał potulnych wiernych siedzących w ławkach, że ludzie nie chodzą do kościoła i przestali wierzyć. Te połajanki w stosunku do tych, którzy byli obecni, jakże podobne są do komentarzy dotyczących kongresu w Łodzi.

Jako osoba, która od ponad dwóch miesięcy wraz z grupą kilkudziesięciu wolontariuszy pracowała ciężko przy organizacji tego spotkania, muszę polemizować za stanowiskiem nie tylko dziennikarzy krytycznie odnoszących się do kongresu, ale też z szanowanym przeze mnie Władysławem Frasyniukiem, obecnym przecież na naszym spotkaniu.

Uporządkujmy fakty: kongres z założenia miał być spotkaniem i integracją dla grup oraz miejscem, gdzie grupy będą mogły przekazać swoje uwagi politykom partii opozycyjnych. Miał także, co chyba dla nas TERAZ najważniejsze, TRWAĆ, a nie skończyć się wraz uporządkowaniem sali (co zrobiliśmy sami nie licząc na sprzątaczki).

Prezentacja grup lokalnych działających od prawie 3 lat i ich członków wychodzących stale na ulice, przemierzających samochodem czy pociągiem setki kilometrów za własne pieniądze, pracujących na rzecz demokracji kosztem swojego wolnego czasu, zabranego rodzinie, a czasem kosztem zdrowia, a nawet pracy zawodowej (zwolnienia działaczy są nagminne), karanych za to mandatami, przesłuchiwanych nawet po kilka razy przez policję, wleczonych, kopanych, opluwanych, policzkowanych, upokarzanych wyzwiskami przez „lepszy sort”, atakowanych przez prawicowe media, była dla nas organizatorów KORD najważniejsza. Chcieliśmy pokazać zaproszonym gościom, w tym także politykom, że opozycja pozaparlamentarna nie tylko protestuje, ale także działała na rzecz społeczeństwa obywatelskiego.

Kto z krytyków i recenzentów naszych działań poświęcił 96, 50, a nawet 17 niedziel pod rząd, żeby wyjść na Krakowskie Przedmieście, rynek w Namysłowie czy przed sąd w Łodzi z napisem „Konstytucja” czy „Wolne sądy”? Kto poświęcił każdą sobotę od wielu miesięcy na tour po małych miejscowościach i na targu czy w sklepach opowiadał także zwolennikom „dobrej zmiany” jak pisowski walec niszczy Polskę? Kto organizuje serie kilkugodzinnych szkoleń dla wolontariuszy z całego kraju, którzy mają kontrolować przebieg procesu wyborczego? Kto z Was za własne pieniądze organizuje telewizję obywatelską czy wydaje opozycyjną prasę rezygnując z hobby czy z wyjścia z dzieckiem do kina? Kto z w końcu z zaproszonych gości siedział DO KOŃCA na niedzielnym spotkaniu i obejrzał prezentację m.in. grupy WiR, która odbudowuje domy ludziom na Pomorzu poświęcając nie tylko swoje wakacje, ale wakacje własnych rodzin?

Do samego końca została z nami Aśka Scheuring -Wielgus. Piszę „Aśka”, choć znamy się słabo, dlatego, że zawsze jest z nami na protestach i mówimy o niej „nasza”… Ona tak jak ja, zostawiła trójkę dzieci, żeby spędzić jakże „upojną” niedzielę w dusznej sali… Zrobiłbyś to samo, Drogi Czytelniku, czy wybrałeś grilla u sąsiada?

Wszyscy wolą mówić o porażce a nie sukcesach innych…

Selfie za selfie z innymi robili sobie uczestnicy KORD, ale nie dlatego, że się lansują, ale dlatego, że się lubią. To spotkanie, jak powiedział Adam, ganiający po całej Polsce za Patrykiem Jakim, żeby obnażyć jego kłamstwa, „nam się po prostu należało”. Dlaczego tak wiele grup rozleciało się? Bo zabrakło takich nieformalnych spotkań, które dla wolontariuszy (a przecież wszyscy nimi jesteśmy od 3 niemal lat) są jak tlen dla organizmu. Piszę to z własnego doświadczenia…  I to jest ogromny sukces KORD, ale krytycy wiedza lepiej i widzą porażkę raczej…

Ogromnym sukcesem KORD jest to, że po wielu latach na scenie usiedli dawni liderzy „Solidarności”, to że pojawił się obserwator z ramienia Komisji Europejskiej, że przyjechali bracia opozycjoniści z Czech i to, że od poniedziałku pączkują nowe inicjatywy.

Zapytam retorycznie, czy na Walnym Zebraniu KOD, największej organizacji opozycyjnej, była taka ława gości i to takiego kalibru? Czy przed i po walnym odbyła się dyskusja w mediach co przyniesie/przyniósł? Echa KORD, z założenia skromnego spotkania, są zdecydowanie większe… i piszę to niestety z gorzką satysfakcją….

Jeden z niezadowolonych działaczy, nasz kolega, porównywał nasze spotkanie do zlotu Amwaya. Firma ta, moim zdaniem, sprzedaje za wysoką cenę średni towar, a my, drogi Romku (bardzo cenię Twoją działalność), sprzedajemy SIEBIE – towar z najlepszej półki. I właśnie naszą organiczną pracę chcieliśmy pokazać gościom… a pokazaliśmy sobie samym, bo gości już nie było…

Władysław Frasyniuk zapytany „Co wynika z KORD?” narzekał w pierwszych słowach wywiadu w TVN na ogromne ambicje poszczególnych liderów. Z czego to wnosił, to nie wiem, bo jedynym liderem, który wystąpił na scenie czytając przygotowany przez organizatorów tekst, był Paweł Kasprzak. W tym momencie robił raczej za lektora, a nie gwiazdę. On jak wszyscy wiedzą nie chce być liderem, nie lubi tego sformułowania, podobnie jak organizator przedsięwzięcia, Robert Hojda. Innych liderów KORD nie prezentował, bo nie było takiego założenia. I nawet Mateusz Kijowski raczej dyżurował na korytarzu z dala od sceny rozmawiając z innymi, a nie na sali, gdzie było centrum KORD.

Liderów i ich EGO wbrew temu co mówił Frasyniuk, nie zauważyłam… ale może to jest moja wina, że dostrzegam raczej tych, którzy pracują w pocie czoła niż się lansują? Jak ten ksiądz z mojego wspomnienia, Frasyniuk jednak wolał użyć kalki myślowej, także w momencie ochrzaniania nas. Także wtedy, gdy mówił, żebyśmy nie liczyli na cud. I przedstawił receptę: „Nasi przywódcy muszą zorganizować wspólne kierownictwo, wspólną koordynację”. Trudno się z tym nie zgodzić, ale nikt, słownie nikt, nie zgłosił się z sali, że mógłby poprowadzić choć coś tak małego jak wspólny kalendarz dla wielu grup. I nie zgłosi się! Dlaczego? Bo trzeba by wyjść z własnej strefy komfortu.

Co jesteś w stanie poświęcić, Czytelniku?

Ilu z nas na kongres przeprowadziło swoich jeszcze niezaangażowanych przyjaciół? Ilu z nas na niedzielnym obiedzie zapytało kuzyna/kuzynkę czy się zaangażuje? Ilu z nas podrzuciło ulotkę pisowskiemu sąsiadowi lub co wymaga większej odwagi – porozmawiało z nim? Nie jest to zarzut do tych, którzy w Łodzi zjawili się. Nikt z nich nie „rozciągnie” swojej doby, nikt nie „wciśnie” już kolejnej akcji w swój terminarz, nikt nie weźmie na siebie kolejnej roli i nie rozpocznie pracy przy nowym projekcie.

Także Frasyniuk, który obecnym na sali wyrzucał „trzeci rok porażki”, odrzucił rolę lidera. Pytał czy „trzeba liczyć albo na cud, albo, że przyjdzie Frasyniuk i załatwi?” I odpowiedział sobie: „Oba tropy fałszywe”. Zbigniew Janas wspominał, że powstanie „Solidarności” i obrady Okrągłego Stołu to były cuda. „Ale na te cuda trzeba było ciężko pracować” – zaznaczył. I niestety chyba nie zauważyli, że taka „ciężka praca” odbywa się dzień po dniu w Koszalinie, Cieszynie, Płocku, Wejherowie, Poznaniu, Radomiu… i wielu innych miastach, gdzie działają grupy „uliczników”. My nie modlimy się o cud…

Mam takiego kolegę Krzyśka, który, gdy mnie widzi, poklepuje po plecach i mówi „Kasia, super robotę robicie, fajnie, że ciągle jeszcze ktoś protestuje! Tylko mam prośbę, żebyście nie robili protestów w piątek (sobotę, niedzielę, wtorek, środę i tak dalej) o 16 (17,  18, 19 itp.), bo (i tu następuje cała litania wymówek) praca, dziecko, dentysta, szewc, ważna uroczystość…” Nie muszę dodawać, że nie pojawia się od dawna na żadnym proteście…. o działaniu organicznym nie wspominam nawet…

Nas, jak sugeruje tytuł artykułu w oko.press („Frasyniuk mobilizuje ruchy demokratyczne”), nie trzeba mobilizować!

Potrzeba nam ludzi, ale takie wybrzydzanie „krzyśkowe”, opieprzanie „władkowe” (zwłaszcza przez niego, który tyle poświęcił wtedy i dziś, dla sprawy), nie przyciągnie tłumów… No chyba, że nie opieprzał nas, tylko polityków z ław poselskich i senatorskich…. Co zdaniem nas, uliczników, należałoby się…

On i może inni krytycy KORD, liczyli na cud… Wolne żarty! Nie ma nic gorszego jak zapowiedź spektakularnego wydarzenia, o którym marzy wielu, czyli np. zawiązanie nowej partii a potem odkładanie tego na „wieczne nigdy”, na po „Nowym Roku” czyli po nadchodzących wyborach… Może lepiej zacząć skromniej, jak planowali organizatorzy KORD, od spotkania w realu ludzi znających się z fejsa niż od zapowiedzi powołania ciała koordynującego, zarządu, rady programowej itp? Małe dzieci robią małe kroki, także taki Neil Alden Armstrong…

A my nadal czekamy na kogoś, kto zajmie się kalendarzem….

Katarzyna Wyszomierska

Zdjęcia Waldemar Andrzej Jóźwiak

#KongresObywatelskichRuchówDemokratycznych #KORD

 

Polub nas na Facebooku