„Siłaczki” – najnowszy film o silnych kobietach

-

Od książek: „Małż” o perypetiach kobiety na rynku pracy i „Ślad po mamie” o doświadczeniu usunięcia ciąży; przez film „Solidarność według kobiet”, aż do powstającego właśnie filmu „Siłaczki” – i właśnie o tym filmie rozmowa z jego reżyserką i pomysłodawczynią Martą Dzido.

Dorota M. Zielińska: Pewnie często słyszysz to pytanie, ale nie mogę się powstrzymać: skąd u Ciebie zainteresowanie tematyką kobiecą? (…)

Marta Dzido: Kobiecą? Pisarza pewnie nikt nie zapytałby, dlaczego zajmuje się tematyką męską. To nie jest jakaś nisza. To jest część prawdy o człowieku. Jednak rzeczywiście, to pytanie do mnie wraca. I kiedy zastanawiałam się nad odpowiedzią, zrozumiałam, że jest ona obecna w mojej twórczości w wyniku dysonansu pomiędzy domową rzeczywistością, w której wzrastałam, a tym, co obserwowałam później.

Wychowałam się w rodzinie, w której nie było podziału na role męskie i kobiece. Mój tata był jednym z pierwszych mężczyzn w Polsce, którzy wzięli urlop wychowawczy. Było to na początku lat 80. Wszyscy pukali się w czoło na wieść o tym, że facet siedzi w domu z małym dzieckiem. Uznawali to za dziwactwo.

Dorastając, obserwowałam, jak to jest w innych rodzinach, w różnych krajach i to, co widziałam, dziwiło mnie. Nie rozumiałam, jak to możliwe, że w domu gotowaniem, praniem, sprzątaniem zajmuje się wyłącznie kobieta, a jej życiowy partner decyduje np. o tym, na co wydaje się pieniądze. Nie mieściło mi się w głowie, że ktoś uważa, że czegoś tam nie mogę tylko dlatego, że jestem kobietą. Do dzisiaj mi się nie mieści!

DMZ: A jakiego rodzaju zadziwienie było źródłem pomysłu na film Solidarność według kobiet?

MD: Wystarczyło, że zapytałam siebie, dlaczego na zdjęciach ilustrujących jedno z najważniejszych wydarzeń w naszym kraju, obrady Okrągłego Stołu, przy tym stole siedzi tylko jedna kobieta? Dlaczego sami mężczyźni? Dlaczego takie proporcje? Takie spojrzenie prowadzi do ciekawych odpowiedzi.

Co ciekawe, podobne proporcje znajdziemy w większości opracowań, relacji, opowieści historycznych. Kobiety są kompletnie wymazane, zmarginalizowane. Praktycznie nic nie wiemy ani o kobietach Solidarności, ani o emancypantkach, które walczyły o prawa wyborcze dla połowy ludzkości.

Trwają obchody 100-lecia odzyskania niepodległości i niewiele mówi się o tym, że kobiety walczyły o jej odzyskanie. A przy tym zależało im, żeby Polska była krajem dla wszystkich. Walczyły o prawa, których wciąż domagają się współczesne kobiety. Mówiły o równej płacy za tę samą pracę, o godnej opiece dla starszych, o opiece nad dziećmi, żeby wynagrodzenie wystarczało robotnicy na godne życie: jedzenie, mieszkanie, ubranie.

W PRL-u było dużo pracy dla kobiet, bo po wojnie brakowało mężczyzn, ale na topie było hasło Kobiety na traktory, a nie Równa płaca za tę samą pracę. Anna Walentynowicz zorientowała się, że wyrabia 300% normy w Stoczni Gdańskiej, a jednak wypracowaną przez nią nadwyżkę otrzymują jej koledzy. Uznano ją za świetną suwnicową, ale w porównaniu z mężczyznami zarabiała o wiele mniej. Dlatego m.in. zaangażowała się najpierw w działalność w wolnych związkach zawodowych, później w strajki. Temat do dzisiaj nie został załatwiony. Myślę, że dlatego, iż wciąż jest bardzo mały udział kobiet w polityce.

DMZ: Jaki jest odbiór filmu Solidarność według kobiet? Minęły prawie cztery lata od premiery.

MD: Zaskakuje mnie zainteresowanie tym obrazem na świecie. Okazuje się, że opowiedziana w nim historia jest ważna nie tylko dla Polski. Nie sądziłam, że będzie to film, który tureccy anarchiści w Stambule pokażą na jakimś festiwalu. Że będzie oglądany w Nowej Zelandii, Moskwie, Petersburgu albo w Brazylii.

W Kijowie rozmawialiśmy o wymazywaniu roli kobiet i zastanawialiśmy się, jaka będzie wiedza o ich udziale w Majdanie. Kto będzie pamiętał o ich zaangażowaniu w tę rewolucję? Czy zostaną zapomniane jak kobiety Solidarności? I powstał film Kobiety Majdanu.
Na pokazie w Czechach doszło do spotkania opozycjonistek z lat 70. Zastanawiały się, dlaczego nie ma żadnego dzieła upamiętniającego ich dorobek. I powstała książka zawierająca wywiady z uczestniczkami Karty 77. (…)

DMZ: Czy to wtedy narodził się pomysł na film Siłaczki?

MD: Tak. Zaczęłam myśleć o zbliżających się obchodach 100-lecia odzyskania niepodległości i zrozumiałam, że oto mam do czynienia z kolejną kobiecą luką w historii. Odnalazłam książkę z 1930 roku Cecylii Walewskiej pt. Nasze bojownice. Zawiera ona historię Marii Dulębianki, Kazimiery Bujwidowej, Pauliny Kuczalskiej, Zofii Daszyńskiej-Gowińskiej i wielu innych kobiet. Kobiet, które walczyły o prawa wyborcze, o prawo do edukacji. Także o prawo do dysponowania własnymi pieniędzmi. Albo o to, żeby kobieta mogła samodzielnie wybrać męża, a nawet pozostać niezamężną.

I tak po nitce do kłębka zebrałam pokaźną ilość materiałów: pamiętników, czasopism, odezw, kilka fotografii. Na ich podstawie powstają fabularyzowane sceny odgrywane przez aktorki.

DMZ: Walczyły nie tylko o prawa kobiet, ale szerzej – o nowy, lepszy, sprawiedliwszy (?) świat. Były feministkami, patriotkami, ale też nośniczkami postępu.

MD: To jest wyjątkowe, ponieważ polskie emancypantki walczyły nie tylko o równe prawa dla kobiet, ale również o niepodległość. I nie wyobrażały sobie, by w wolnej Polsce połowa społeczeństwa pozbawiona była praw obywatelskich. Stąd postulat Pauliny Kuczalskiej bez różnicy płci, który został zapisany później w dekrecie o prawach wyborczych z 28 listopada 1918 roku.

Ale oprócz praw politycznych chodziło także o zmiany społeczne: możliwość organizowania się w stowarzyszeniach, zakładanie związków zawodowych, tworzenie kooperatyw, samopomocy, współpracę na rzecz poprawy losu samotnych matek, robotnic, prostytutek. Nowatorskie było też wykorzystywanie luk w prawie i odwaga w podejmowaniu niekonwencjonalnych działań. Na przykład Dulębianka, która prowadziła kampanię wyborczą w 1908 roku, chociaż wtedy kobiety nie miały jeszcze praw wyborczych – ani czynnych, ani biernych.

DMZ:  W listopadzie premiera, a wciąż trwa zbiórka funduszy na portalu polakpotrafi.pl

MD: Zaczęliśmy na początku 2017 roku i mam wrażenie, że zbliżamy się do finału. Produkcję wsparli Dom Spotkań z Historią, Fundacja Heinricha Bolla. Dostaliśmy grant z Muzeum Historii Polski oraz (niedawno) od władz Poznania. Te fundusze pozwoliły zebrać dokumentację, nakręcić znaczną część zdjęć. Zaczęliśmy już montaż, ale tzw. postprodukcja (montaż dźwięku, ścieżka dialogowa po angielsku), ostatnie zdjęcia, które będziemy kręcili w Krakowie – to kolejne koszty, więc ciągle prosimy o wsparcie.
Chcemy być gotowi na 28 listopada, bo 100-lecie odzyskania niepodległości to ważne święto i należy je obchodzić godnie. Pamiętając o tych, które się do jej odzyskania przyczyniły.

DMZ: Dziękuję za rozmowę.

 

Cały artykuł opublikowany został na portalu https://www.reo.pl/, z którym współpracujemy.

 

Najnowsze

Uznany fotograf, autor teatralnych i filmowych plakatów czy ilustracji książkowych Tomasz Sikora był twórcą kampanii „Nie świruj, idź na wybory”. O kulisach kampanii, orędziu marszałka Grodzkiego, wyzwaniach „nowej ery” rozmawiał z Katarzyną Wyszomierską.
Prof. Dimitry Kochenov o praworządności. W panelu biorą udział sędzia Piotr Gąciarek oraz Maciej Taborowski z biura RPO.
Sędziowie Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu uznali, że nominacje nowej KRS powinny zostać poddane ocenie przez Sąd Najwyższy. W dniu ogłoszenia wyroku odbyły się w wielu miastach pikiety. Podczas manifestacji w Krakowie „Czekamy na KReS neoKRS” głos zabrał prof. dr hab. Fryderyk Zoll.
O zapaści w szpitalnictwie rozmawiamy z dyrektorem jednego z powiatowych szpitali na południu Polski.
Jak zapobiegać zdarzeniom bezczeszczącym ofiary hitleryzmu? Wiele osób oburzyło się aktem wandalizmu, ale kto realnie przeciwstawi się kolejnym? Chcą to zrobić członkowie jednego ze stowarzyszeń łódzkich.

Artykuły o zbliżonej tematyce