Witaj szkoło!, czyli ucieczka oknem

„Uczeń Jarek, uczennica Anka (bez nazwisk, bo zabrania ich podawania RODO), proszę do oślej ławki! Pierwszy za uporczywe odwoływanie się do czasów bezpowrotnie minionych, druga za bezrozumne wprowadzanie do szkół dyrektyw tego pierwszego.”

Mieszkam w dziesięciopiętrowym domu, na ostatnim piętrze i codziennie mam okazję przejażdżki windą z dziećmi licznie mieszkającymi w budynku. Z braku innych tematów, które mogą być poruszone w krótkim czasie osiągnięcia parteru, zadaję podchwytliwe pytania o szkołę. A jak tam nowy rok, a czy miło jest w szkole, a ile mają godzin lekcyjnych i tym podobne bzdety, na które dzieciaki zazwyczaj odpowiadają burkliwie, patrząc z politowaniem na pytającego. Ale w tym roku coś się jednak zmieniło. Po pierwsze ja patrzę z przerażeniem na piąto-szóstoklasistów wtaczających do windy olbrzymie plecaki i torby na kółkach. Na piątym piętrze nie ma już miejsca na szczupłego sąsiada, nie mówiąc o jego psie. Na moje pytanie, czy nie można tej biblioteki zostawiać w szkole, dzieciaki odpowiadają, że można byłoby, bo nawet są szafki, ale muszą książki targać do domu, bo potrzebne są do odrobienia lekcji.

„A dużo macie tych lekcji, pytam młodych sąsiadów?” „E, nie tak dużo” – odpowiada jeden, „Dzisiaj tylko siedem godzin, siostra to ma dziesięć”. A jednak zachwytu na jego twarzy nie widzę. Innym razem, pytam o to szóstoklasistki tłoczące się ze mną i plecakami w windzie o godzinie 7.30. Odpowiadają zmęczonym głosem, blade i niedospane, że sześć. „No, nie jest tak źle” – myślę. W końcu to mniej niż mamy i ojcowie w pracy. Ale zaraz jedna z nich dodaje, jakby słysząc moje myśli, że to dla nich dużo, a dla jednej koleżanki to nawet za dużo, bo uciekła ze szkoły po piątej lekcji oknem w łazience. „A nie mogła drzwiami?” – pytam strwożona. „No, nie” – słyszę smętną odpowiedź. „Są zamknięte i pilnowane!”

Dobrze, że już nie chodzę do szkoły. Ale uczniowie, Jarek i Anka powinni za to beknąć.

AL

 

Polub nas na Facebooku