Lawina ruszyła na „Kler”

próbowali zablokować wyświetlanie filmu kler cenzura
polecamy

PiS-owski prezydent Ostrołęki i zakopiański Związek Podhalan próbowali zablokować wyświetlanie w ich miastach „Kleru”. Przypomina to zawracanie kijem Wisły, albo zasłanianie się parasolem przed lawiną. Bo nie tylko w Ostrołęce i Zakopanem, ale w całej Polsce, kolejki na obraz Wojciecha Smarzowskiego przypominają te do mięsnego za czasów ś.p. komuny.

Odbieranie tego filmu wymaga pewnego dystansu. Reżyser uderzył w nas widzów kondensatem. Nie każdy polski biskup jest podobny do tego, którego (genialnie) gra Janusz Gajos, księży-pedofilów spotyka się raczej rzadko, tylko mniej niż połowa duchownych nie przestrzega celibatu i chla wódę jak osobnik odtwarzany przez Więckiewicza. Choć spotkać takiego, który nie byłby łakomy na gotówkę raczej trudno. Każdy Polak, który obejrzy „Kler” będzie skłonny przyznać, że galeria prezentowanych w nim typów jest prawdziwa, choć jaki stanowią procent w ogólnej masie polskich księży – jest sprawą do dyskusji.

Tak ważnego w sensie społecznym filmu – przy możliwych zastrzeżeniach do wartości artystycznej – w całej historii polskiego kina nie pamiętam. Bo kler, ten prawdziwy, nie filmowy, próbuje wpychać się do wielu dziedzin naszego życia. I wymowa dzieła Smarzowskiego pozostanie w społecznej świadomości na długo, może na zawsze.

A co z wiarą w Pana Boga? Reżyser tego tematu nie dotyka. Zostawia widzowi suwerenną decyzję czy do kontaktu z Najwyższym potrzebne mu jest takie pośrednictwo.

Tomasz Bielecki

Polub nas na Facebooku