Bohaterowie są wśród nas cz. 1

Bohaterowie są wśród nas
polecamy

„Chuliganeria i zadymiarze liczyli w Warszawie głosy” tak posłanka oceniła członków dziennych, nocnych, miejskich i obwodowych komisji wyborczych. Nasi bohaterowie otrzymali za swoją pracę 300 zł i haniebne słowa osoby, którą utrzymujemy z pieniędzy publicznych i która dołożyła się do tego bałaganu.

Tym tekstem chcemy oddać hołd i podziękować cichym bohaterom „święta demokracji” – małżeństwu: Ani i Andrzejowi z Warszawy (ich opowieść – https://www.skwerwolnosci.eu/a/2018-10-25/horror-nad-urna-czyli-malzenski-dyzur/), ale także innej parze: Marcie i Rafałowi z Łodzi, oraz innym ludziom z naszych szeregów nazywanych przez panią Krystynę „chuliganerią i zadymiarzami”: Magdzie (dyżur w komisji trwał 26 godz.), Renacie (27 godz), Przemkowi (23 godz.), Maciejowi (28 godz.), Marcinowi (23,5 godz), Mariuszowi (27 godz.) i Tomkowi (23 godz.) z Warszawy, Renacie z Rybnika (17 godz.), Stasi z Legionowa (29,5 godz.), Dorocie z Łodzi (23,5 godz), Bogusławowi z Różanki (22 godz). I rekordziście naszego tekstu, który wg słów jego koleżanki, nie spał prawie półtorej doby. I innym, bezimiennym…

Fot. Olgierd Swida

To wszystko dzieje się w XXI wieku. Wdrożenie zbyt wielu zmian jednocześnie spowodowało niewyobrażalny chaos, który próbowali ratować społecznicy. Zamiast skorzystać z dobrodziejstw internetu, wprowadza się dane do sieci, a potem ręcznie urzędnicy sprawdzają, czy wszędzie jest parafka. Jeśli są zmiany, trzeba je wyjaśnić, a jak trzeba choćby słowo dopisać, to trzeba skorygować protokół i wydrukować nowy (kilkadziesiąt stron, a każdą opieczętować i podpisać). A to tylko sam proces przekazywania wyników wyborów. Kolejna godzina upływa… Czy można się zatem dziwić, że w Olsztynie czy Słupsku porzucono worki z głosami przed miejskimi komisjami wyborczymi?

O innych kuriozalnych przypadkach, ale także o radości jaką daje praca społeczna (300 złotych to w tym wypadku żadne wynagrodzenie) opowiadają Danka, Olgierd, Arek.

Katarzyna Wyszomierska

 

Arek Szczurek

Nawet nie wiedziałem co mnie czeka w nowej dla siebie roli – przewodniczącego Obwodowej Komisji Wyborczej nr 284 na Woli. Pierwszy z głosujących zjawił się już… w sobotę ok. 18, gdy dopiero przygotowywaliśmy lokal i liczyliśmy przewiezione z ratusza karty wyborcze.

Ale takich zaskoczeń było więcej. W niedzielę pojawił się pan, który nie głosował ponad 40 lat – tak przynajmniej stwierdzi. Rzeczywiście było hardcorowo – dyżur od szóstej rano a przekazanie dokumentów następnej komisji skończyło się o pierwszej w nocy dnia następnego. Równo 19 godzin na nogach bez posiłku i jedynie na cukierkach…. Było to wykańczające doświadczenie.

Olgierd Swida

Obwód 1135 w Warszawie Wawer w Instytucie Kardiologii. Maleńki. Oddano 86 głosów. Głosowali sami pacjenci.

O 21 zaczynamy liczenie, które poszło błyskawicznie; chyba niecała godzina. 25 głosów na Trzaskowskiego, 19 na Jakiego. Pan informatyk wprowadza do systemu. Jest mały błąd, bo nie mamy wśród wyborców obcokrajowców UE i system tego nie chce przyjąć. Pan informatyk w systemie opisuje i system wyniki przyjmuje i zezwala na drukowanie protokołów. Sprawdzamy strona po stronie z ręcznymi, czy nie ma przekrętów. Wszystko gra. No i potem się zaczyna.

Znów podpisujemy każda stronę. Tymczasem stwierdzamy, że wydrukowane instrukcje są jakby niedokończone i nieprecyzyjne jeśli chodzi o kończące całą procedurę obowiązki. W które koperty (szare czy białe) włożyć protokoły? Telefon na gorącą linię bez sensownej odpowiedzi: pani krzyczy, że wszystko jest w wydrukowanych instrukcjach. Nie jest.

Pojawia się kurier. Sympatyczny. Bierze protokoły na Plac Bankowy do Urzędu Miasta. Mamy czekać na telefon stamtąd, że wszystko jest OK. Po ok. godzinie telefon, że „sejmik” jest OK (tu obcokrajowcy UE nie mieli prawa głosu), ale Prezydent, Rada Miasta i Rada Dzielnicy muszą być poprawione (usunięta strona dotycząca braku obywateli UE). Pojawiają się kurierzy: jeden z placu Bankowego, drugi z Wawra. Przynoszą wydrukowane protokoły, jeszcze raz to samo tylko ze z usuniętą stroną na temat obcokrajowców UE. Co za absurd.

Jest późno. Nikt nie ma ochoty sprawdzać tego z pierwszym ręcznym protokołem. A powinniśmy. Myślę sobie: jakby ktoś chciał zrobić przekręt, to właśnie w tym momencie. No nic.

Podpisujemy na każdej stronie cztery protokoły w czterech kopiach. Ręka więdnie. Kurierzy nie potrafią ustalić, który z nich bierze które protokoły. Dzwonią do swoich przełożonych. Tamci też nie wiedzą jak to ma być do końca. W końcu znikają.

Do tego dochodzi bajzel w pakowaniu głosów do worków: nie wiadomo co gdzie. Worki mają różne kolory. Pakujemy wg własnego uznania i opisujemy dokładnie, wielkimi literami markerem. Potem okazuje się, że ma być inaczej. Trzeba przepakować. Jest 3 rano w poniedziałek. Muszę wstać o 7 rano i mam przed sobą dzień zawodowy o nabitym grafiku, gdzie muszę mieć głowę na karku. Tymczasem komisja ma czekać, czekać, czekać na telefon… Co za absurd.

Decyduje się iść do domu, aby się przespać kilka godzin i być przytomnym przez resztę dnia. Reszta komisji była lekko na mnie wkurzona („a co będzie jak trzeba będzie jeszcze raz podpisywać protokoły?”), co częściowo rozumiem. Ocena niedostateczna dla tych co przygotowali procesy. Brak szacunku do ludzi w komisjach (czekanie, czekanie, czekanie), instrukcje niejasne, jakby komuś zabrakło czasu na dopięcie wszystkiego. No i potem wielka improwizacja kosztem czasu wszystkich. … a pomyśleć że w Estonii od lat głosuje się przez internet.

Podzielenie na dwie komisje spowodowało, że odpowiedzialność została rozłożona na dwie grupy ludzi, którzy muszą porozumieć się i wykonać pracę przyjęcia kart do głosowania i list wyborców. I to w możliwie krótkim czasie, niestety nie zawsze to udawało się zrobić szybko.

Jeżeli komisja dzienna stwierdza o godzinie 21.00, że jest niewykorzystanych 1000 kart i 400 podpisów na liście wyborców, to jaki jest sens by ekipa 4 osób liczyła te same karty i podpisy? Jedni sprawdzają drugich, którzy robili to samo kilka minut wcześniej, dwa albo trzy razy.

Ponowne przeliczanie kart przez nową ekipę jest tak samo irracjonalne jak sama koncepcja podwójnych komisji. To właśnie ta zmiana spowodowała, że niektóre komisje „obliczające” zaczęły pracę właściwą czyli liczenia głosów po godzinie 1 w nocy. I tu już był pierwszy poślizg.

Kolejna sprawa, to przekazywanie protokołów do rąk kuriera i oczekiwanie na ich zatwierdzenie. Czekanie na upragniony telefon trwało w przypadku mojej i sąsiedniej komisji blisko 2 godz. Nie ma winnych takiej sytuacji poza tymi, którzy wymyślili taką metodę. Pół biedy jak przytomny przewodniczący wypuścił komisje do domu i na straży pozostał przewodniczący i zastępca.

Fot. Olgierd Swida

Kurierzy w taksówkach krążą po osiedlach w poszukiwaniu protokołów. W tym czasie komisja obwodowa (tj. przewodniczący, zastępca a czasem cała komisja) siedzi bezczynnie i narzeka (zresztą słusznie) na brak organizacji. Po odebraniu protokołu, znowu czeka jak na zmiłowanie, wpatrzona w komórkę, że może w końcu ktoś zadzwoni i potwierdzi, że protokół jest ok. To pozwoli ostatkiem sił (świt już dawno za nami) zwlec ciężki wór (pakujesz 1500 kart do jednego wora, bo dwa kolejne mają w sobie kilka papierów i listę) do taksówki.

Czy uważam dwie komisje za dobre rozwiązanie? Uważam, że jest idiotyczne, złe i rozwaliło i tak już bardzo trudną do opanowania sztukę organizacji wyborów. Gdyby nas było więcej i nie zmiana ordynacji, spałabym o 3.00 we własnym łóżku. Byłam członkiem komisji numer 353 w Krakowie, gdzie dopiero we wtorek rano dokończono liczenie głosów i sporządzanie protokołów, bo taki był chaos.

I jeszcze jedna refleksja. Pracownicy komisji miejskiej, też rano idą do pracy, też zarywają noc, to tacy sami ludzie jak my. Zaskoczeni kretynizmami zmian ustawowych, które wprowadził PiS w sobie znanym stylu, miotają się przez 16-20 godzin, żeby pomóc nam jak najszybciej skończyć pracę. Mój kolega z komisji miejskiej nie spał 38 godzin.

Dziękuję za to kolejne, szczególne doświadczenie ludzkiej solidarności i wspólnej pracy. Do zobaczenia wkrótce, tym bardziej, że będą do liczenie tylko dwa rodzaje kart.

Polub nas na Facebooku