Bohaterowie są wśród nas cz. 2

Bohaterowie są wśród nas
polecamy

Wybory samorządowe: społecznicy, którzy wyręczali innych, pracujący po 30 godzin, kontra nieodpowiedzialni, leniwi, nastawieni na kasę ludzie do wynajęcia – w zderzeniu z niedopracowanymi procedurami. Dziś opowieść dwóch „nocnych” Hanek.

Hanna Szulczewska

Pracowałam w komisji nocnej – OKW nr 31 w stolicy przy ul. Myśliwiecka 6 – to dla warszawiaków bardzo znany adres – tu mieści się sławne LO im. St. Batorego.

Dyżur pełniłam od 20.30 w niedzielę do 23.30 w poniedziałek w lokalu wyborczym. Jako zastępca przewodniczącego pojechałam jeszcze do urzędu gminy – w sumie w domu byłam o 00:30 we wtorek.

Była to pięcioosobowa komisja – stanowczo za mała. Dwóch członków nie można było namówić do pracy.

Komisja dzienna niestety przekazała materiały w nieporządku, np. źle policzony spis wyborców.

Ani przewodniczący ani zastępca przewodniczącego komisji dziennej proszeni o przyjazd w ciągu dnia, żeby kilka rzeczy nam wyjaśnić, nie stawili się.

Ogólny wniosek:

– procedura wyborcza nadmiernie skomplikowana i wskazująca na kompletny brak zaufania ze strony ustawodawcy do kogokolwiek (urzędnicy, członkowie komisji),

– przeszkolenie niewystarczające (powinien być chyba egzamin, bo niektórzy członkowie nie zapoznali się nawet z materiałami),

– brak poczucia odpowiedzialności (wydaje się, że niektórzy pracowali tylko dla wynagrodzenia – jeden z członków mojej komisji wyraźnie zmartwił się na brak II tury „bo sobie nie zarobi”, nie bardzo przejmował się meritum sprawy.

Wiem, trafiłam chyba najgorzej, bo inni znajomi „nocni” pracowali też długo, ale nie aż tak i o wiele sprawniej. Niemniej pracę w komisji wspominam jak najgorzej – pracowałam przy wszystkich rodzajach wyborów, także samorządowych – więc mam porównanie.

Hanna Miąsek

Zgłosiłam się do komisji (tzw. nocnej) na warszawskiej Woli. Posiedzenie mojej komisji  odbyło się 9.10 (wtorek), trwało 20-30 min. Do komisji zgłosiło się 7 osób, tylko jedna z doświadczeniem. Przez aklamację została wybrana na przewodniczącą. Rozdano nam materiały informacyjne, zebrano podpisy,  poinformowano, że przewodnicząca i zastępca mają szkolenie dwa dni później a wszyscy spotykamy się o 20:45 w dniu wyborów.
Po zamknięciu lokalu przeliczyliśmy wspólnie z komisją „dzienną” podpisy złożone przez wyborców, niewykorzystane karty i sporządziliśmy protokół przekazania, co trwało około dwóch godzin.
Drugie tyle zajęło nam wyjęcie z urny kart i ich posegregowanie na rodzaje głosowań (ściany urny wybrzuszyły się pod naciskiem kart, przestrzegano nas przed jej przechylaniem).

Liczenie głosów

Szybko okazało się, że przewodnicząca nie próbuje nawet organizować pracy, nie zna obowiązujących (nowych) procedur, a sam widok i ilość protokołów ją przeraża.
Pierwszym odstępstwem od wytycznych była kolejność liczenia głosów. Obecny w lokalu mąż zaufania jednego z komitetów zasugerował, by zacząć od wyborów na prezydenta (najwyraźniej tylko nimi był zainteresowany, bo po zliczeniu głosów opuścił lokal). Mimo protestów dwóch członków komisji, przewodnicząca zgodziła się, więc w ostatniej kolejności (po 24 godz. pracy) zliczaliśmy najtrudniejsze wybory – do sejmiku.
Ostatecznie po 30 godz. (po 2:00 we wtorek 23.10) opuściliśmy lokal.
Pewnie liczenie trwałoby krócej, gdyby:

  • do dyspozycji było więcej niż 5 stołów (80 x 80 cm),
  • stołów tych nie wymieniono nam na niskie stoliki ze świetlicy
    (żeby uczniowie mogli zjeść obiad),
  • od 8:00 szkoła nie zaczęła tętnić życiem (dzwonki!),
  • przewodnicząca miała kompetencje lub pozwoliła sobie pomóc,
  • komisja miała do dyspozycji zamknięte pomieszczenie, a nie oddzielony ławkami korytarz,
  • głosy liczyły więcej niż 4 osoby (przewodnicząca zajmowała się wyłącznie raportami,
    a jeden (najmłodszy) z członków komisji pierwszej nocy zasnął w fotelu, a we wtorek w południe oznajmił, że musi już iść),
  • komisja „nocna” nie musiała wyjaśniać przyczyn niezgodności między kartami niewykorzystanymi i głosami oddanymi, a liczbą kart dostarczonych komisji „dziennej”
    (czego sprawdzić nie była w stanie);

Moim zdaniem trwałoby krócej, ale nie dowiem się tego, bo nigdy nie zdecyduję się już na pracę w komisji wyborczej.

– – – –

W kolejnym odcinku naszego minicyklu, który powstaje na podstawie relacji naszych Czytelników, o tym, jak wyglądały wybory zorganizowane w Łodzi. Redakcja

Polub nas na Facebooku