A wiatraki oddamy na złom

A wiatraki oddamy na złom
Rys. Max Skorwider
polecamy

Barbórka za nami: górnicy dostali wczoraj mnóstwo obietnic, a premier Morawiecki zjadł obiad ze śląską rodziną. PiS, który dobija farmy wiatrowe, jakiś czas temu chciał zawładnąć imperium Kulczyków. Czy trzeba dodawać, że rodzeństwo od lat inwestowało w tę gałąź przemysłu? Szczyt klimatyczny w Katowicach ginie w oparach smogu i absurdu…

Rządowy „Projekt energetycznej Polski do 2040 roku” zaprezentowany przed kilkoma dniami zakłada, że już za kilkanaście lat zostaną zezłomowane wszystkie obecnie działające w naszym kraju elektrownie wiatrowe. Resort bezceremonialnie twierdzi, że to decyzja polityczna i oczywiście ma wszystko w nosie. Minister energii Krzysztof Tchórzewski nie pozostawia wątpliwości. Obecnie ponad osiemdziesiąt procent energii elektrycznej powstaje u nas ze spalania węgla, nie trzeba być geniuszem, aby dojść do konkluzji, że pod koniec realizacji opisywanego projektu zbliżymy się do stu procent, ponieważ jakoś mało u nas jest miejsc odpowiednich na budowę elektrowni wodnych, a z elektrownią atomową jakoś sprawa przycichła.

Jako, że nasza partia rządząca przyzwyczaiła nas do dalece zaskakujących posunięć trzeba dodać, że zanim potniemy na żyletki nasze wiatraki, zostanie zbudowanych jeszcze kilkaset podobnych obiektów, zapewne po to, aby było więcej do cięcia.

Węgiel – tani, dobry i polski

Jeśli ktoś chce walczyć po stronie naszego węgla, utrzymując, że jest tani, dobry i polski, to jest co najmniej w głębokim błędzie. Skrupulatni księgowi już obliczyli, że koszt wyprodukowania energii w ostatnim w Polsce przetargu na budowę elektrowni wiatrowych wyniesie 197 zł/MWh, co jest i tak wartością mniejszą od obecnych kosztów w istniejących elektrowniach wiatrowych wynoszącym w granicach 250 zł/MWh. Ciekawscy chcą znać podobny koszt wyprodukowania energii w elektrowniach węglowych, więc trzeba rozwiać ich wątpliwości – koszt oscyluje na poziomie 350 zł/MWh.

W okolicach 2040 roku muszę pamiętać, aby założyć firmę likwidującą stojące bezwstydnie w krajobrazie wiatraki. Ministerstwo planuje, że nie wystarczy tak po prostu wycofać się z użycia istniejących urządzeń. Będzie istniała konieczność zdemontowania konstrukcji, a zajmowane tereny powinny być wykorzystane w inny sposób. Biorąc pod uwagę ostatni nalot członków rządu na Toruń, najbardziej prawdopodobnych pomysłem na wykorzystanie oczyszczonego z technicznego bezeceństwa terenów może być budowa anten nadawczych jedynie słusznego radia na tej szerokości geograficznej.

Sukcesy Zalewskiej w buntowaniu ludzi

W tym wiatrakowym szaleństwie pojawia się niczym feniks minister Anna Zalewska. Nie obawiajcie się, ona nie chce tym razem nikogo edukować. Wyszło na to, że pani Anna jest z natury sceptyczna wobec turbin wiatrowych. Na Dolnym Śląsku, a bardziej dokładnie w okolicach skąd ona się wywodzi, przedsiębiorcy, którzy chcą budować wiatraki, muszą zmierzyć się z wiecami niezadowolonych z budowy „nowoczesnego” i w dodatku mało dymiącego ustrojstwa. Sukcesy Zalewskiej w budowie oporu społecznego są ujmujące. Na Dolnym Śląsku jest usytuowanych około dwóch procent wszystkich elektrowni wiatrowych, ale za to mamy tam aż dziesięć procent sporów prawnych pomiędzy przedsiębiorcami chcącymi je budować, a społecznościami lokalnymi.

Można powiedzieć, że minister Zalewska wypromowała Marcina Przychodzkiego pomysłodawcę portalu „Stop Wiatrakom”. Obecnie Przychodzki jest dyrektorem Departamentu Prawnego Ministerstwa Infrastruktury i do jego osiągnięć trzeba zaliczyć skuteczną próbę dodatkowego opodatkowania elektrowni wiatrowych, z którego musiał się jednak wycofać pod naporem Unii Europejskiej. Nie jest jednak tak różowo jak można by sobie wyobrażać. Zalewska gdzieś w międzyczasie była rzecznikiem sprytnego rozwiązania uniemożliwiającego w zasadzie budowę nowoczesnych turbin jeszcze przed wspomnianym na początku rokiem 2040. W mocy pozostaje zapis zabraniający budowy turbin wiatrowych w odległości mniejszej niż dziesięciokrotność ich wysokości. Nowoczesne urządzenia mają do dwustu metrów wysokości, więc polskie realia spychają wiatraki gdzieś daleko w plener, a na pewno poza zasięg długich rączek z ministerstwa.

Pozostaje nam spokojnie dokładać do górnictwa, przez co sformułowanie czarne złoto, jakim lubią posługiwać się nasi politycy, nabiera dosłownego znaczenia. W tym równoległym świecie namalowanym przez PiS lubimy tylko polski węgiel, ale nie przeszkadza nam to sprowadzać rekordowych jego ilości z Rosji. Wiatraki już wkrótce zostaną pocięte palnikami na kawałki. Elektrowni atomowych w najbliższej przyszłości nie wybudujemy, ponieważ nawet nie trzeba tu udziału minister od oświaty, aby żyć w przeświadczeniu, że wybuchną.

Spokojnie patrzelibyśmy w dal, uniesieni zwycięstwem nad szatańskimi turbinami, ale jakoś coraz mniej widać, ponieważ znów, ktoś dorzucił do pieca.

Zbyszek Wolski

Polub nas na Facebooku