Czy „wielka smuta” dopiero przed nami?

W niezliczonych wątkach ostatnich tygodni, zebranych w całość, pojawia się obraz zapadającego się państwa. Rządy PiS były tylko katalizatorem przyśpieszającym pewne procesy.

Zdjęto lub poluzowano wątłe zabezpieczenia prawa i politycznego oraz społecznego obyczaju (obyczajności). Potem posypało się już gładko. „Obywatelskie poruszenie” być może będzie tylko epizodem, jeśli nie oznaką agonii broniącego się przed obywatelską śmiercią społeczeństwa.

Rozpada się sądownictwo i samo prawo, stanowione z coraz większą nonszalancją (ustawy pisane w jedną noc, nowelizowane w nieskończoność). Kryzys policji, rozumianej szerzej, jako moc sprawcza państwa dla utrzymania porządku wewnętrznego. 11 listopada i faszystowskie marsze nienawiści pokazały w całej krasie całkowitą niemoc władz państwowych i samorządowych. Państwo skapitulowało przed przemocą, a co więcej straciło swój na nią monopol. Widoma i namacalna oznaka wewnętrznego rozkładu.

Wielka smuta przed nami
Fot. Piotr Knap

I to co pełzło po ulicach polskich miast, zwłaszcza Warszawy i Wrocławia. Ci, którzy bredzą o „marginesie” sami się oszukują. Trudno tylko powiedzieć, czy w dobrej wierze, czy im to po prostu nie przeszkadza, bo sami gdzieś głęboko w gruncie rzeczy wyhodowali w sobie lęk poskładany z okruchów wszelkich strachów dzisiejszej cywilizacji i szukają na ten lęk jakiegoś remedium. Kiedyś była nim wiara, ta w magię i w cuda, sprytnie wykorzystywana przez różnego rodzaju kasty żerujące na ludzkim strachu. Bunt wobec tej kasty, a nie racjonalne podejście do świata, w dużej mierze jest odpowiedzialny za postępujący w Polsce proces laicyzacji. Jednak potrzeba „wiary”, czy tez raczej magicznej potrzeby zwalczenia strachów w ludziach pozostała. Mapka odmów szczepień dziwnie pokrywa się tutaj z mapką „poziomu laicyzacji”…

Rozpada nam się coraz szybciej poczucie socjalnego bezpieczeństwa. I tutaj akurat wina aktualnej władzy jest wtórna. To dłuższy proces i nie tylko polski. Cóż… Liberalizm gospodarczy z jednej strony, pułapka konieczności nieustannego wzrostu, oderwanie kapitału od produkcji, wytworzyły nową religię z własnymi fanatycznymi kapłanami. I tacy, jak to mają w zwyczaju, wskazali zagrożenia i wrogów. Tych wszystkich, którzy ośmielali się mówić o potrzebie dystrybucji bogactwa (łatwo było przyczepić łatkę oszołomów-marksistów) i tych, którzy biją na alarm z pozycji ekologicznych (tym łatwiej, że i tam „nawiedzonych” nie brakuje). Nikt z polityków, nieważne z jakiej opcji, nie ma odwagi i siły powiedzieć, że dzisiejsza sytuacja musi skończyć się katastrofą, że będący symbolem socjalnego bezpieczeństwa system zabezpieczeń emerytalnych w dzisiejszej formie musi upaść. Nie lepiej jest z „bieżącą dystrybucją”. Tutaj znów dominuje religia nieustannego „odkładania szczęśliwości na przyszłość”. Teraz zaciskaj pasa, potem będzie lepiej. I tak już od dziesięcioleci. Przyjęcie aplauzem sztandarowego w polityce socjalnej PiS programu 500+ przez społeczeństwo zostało zwyzywane korupcją polityczną. Z zadowoleniem wpuszczano narrację o wsparciu „patologii”. Oczywiście PiS zrobił tę „reformę” z właściwą sobie gracją, bez spójnego przeliczenia kosztów, z narracją o potrzebie większej ilości żołnierzy w przyszłości do obrony ojczyzny, z utrudnieniami dla „nienormatywnych” w katolickim pojęciu rodzin. Tymczasem żyjemy tu i teraz. Teraz i w tym czasie się starzejemy i chorujemy, tutaj chcemy zakładać swoje rodziny…

Wielka smuta przed nami
Fot. Piotr Knap

Jesteśmy świeżo po samorządowych wyborach. Trzyletnia społeczna mobilizacja przeciw dewastującym państwo rządom przyniosła efekt w postaci zwiększonej frekwencji. Gdzie jednak poszła energia? Czy opozycyjne partie ją zagospodarowały? Nie, nic z tego. Jak przyszło co do czego mieliśmy układanki w starym stylu. Zrobiliście swoje na ulicach a teraz spie… My mądre wąsacze w swoich gabinetach z lat dziewięćdziesiątych „śmierdzących złym gustem i niedomytą moszną” wiemy lepiej. Nic dziwnego, że ludzie szukali alternatywy. Na to tylko czekały polityczne popłuczyny ubierające się w szatki „bezpartyjnych”. No i wygrali i skorzystali – mamy dzisiaj tego przykład w dolnośląskim i jak donosi prasa, w coraz większej ilości powiatów w całym kraju. Wybacz drogie społeczeństwo, ale teraz oburzacie się na nich i czujecie oszukani? No to trzeba było poszperać i poczytać kto zacz i czego się można spodziewać. Wiedza leżała na ulicy, a ściślej w twoim ukochanym internecie. Dzisiaj jednak wystarczą nagłówki, żeby skomentować i wyrobić sobie pogląd. Zatem nagłówek „bezpartyjni” wystarczył. „Oszukani” nie pójdą do kolejnych wyborów, bo „nie ma sensu”.

To w jaki sposób rozwinie się sprawa afery wokół KNF powie nam bardzo dużo o współczesnym polskim społeczeństwie. Samo nasuwa się porównanie z aferą Rywina, choć mechanizm jest bardziej skomplikowany. Jeśli PiS się z tego wywinie, to będzie znaczyć, że wszystkie nasze działania do tej pory mogły mieć nie do końca trafiony kierunek, że działamy już w całkiem nowej rzeczywistości społecznej, w której przewrót w pojmowaniu podstawowych zasad dokonał się nieodwracalnie. To co rozumiemy przez uczciwość, prawdę, poszanowanie publiczne być może przestało mieć już znaczenie dla większości społeczeństwa, albo, co gorsze, rozumiane jest już na opak.

Tak, wielka smuta dopiero przed nami. Polityczna, gospodarcza, społeczna. Zrozumiałem to, gdy w może dwieście osób staliśmy 11 listopada wobec wielotysięcznego tłumu ziejącego nienawiścią, a będzie nas coraz mniej… Czy wystarczy sił?

Artur Brzozowski,  DEKODER 

Polub nas na Facebooku