Wybory do Parlamentu Europejskiego, czyli wyścig po szmal

Wybory do Parlamentu Europejskiego
Fot. Diliff [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], from Wikimedia Commons
polecamy

Jeśli  ostatnie zachowania działaczy PiS czasem budzą zdziwienie swoją gwałtownością, to dla wtajemniczonych nie jest to żadne zaskoczenie. W szeregach partii rządzącej trwa wyścig po duże pieniądze z kasy Unii Europejskiej, którymi w kolejnej 5-letniej kadencji będą wynagradzani jej parlamentarzyści.

W tej chwili Parlament Europejski liczy 751 posłów, ale po brexicie ich liczba zmaleje do 705. Polska ma w tej puli 51 miejsc, a o tym jak zostaną obsadzone zdecydują wybory, które w 13 okręgach odbędą się pod koniec maja 2019 r. Każdy z posłów może liczyć na zarobki ok. 12 tys. euro miesięcznie. Dochodzi do tego pula na prowadzenie biura, która pozwala posłowi na zatrudnienie dowolnej ilości asystentów, których pensje muszą zmieścić się w kwocie 103 tys. zł. W sumie jest to mnóstwo wspaniałych synekur, do których już teraz ustawiają się kolejki.

W kolejce po stołki

Działacze PiS zdają sobie sprawę, że Bruksela, to nie Warszawa, gdzie ich rola sprowadza się do głosowania zgodnie z instrukcjami sporządzanymi na Nowogrodzkiej. W Parlamencie Europejskim trzeba się będzie wykazać przynajmniej minimum aktywności. PiS w PE należy do ugrupowania Konserwatystów i Reformatorów, wyraźnie eurosceptycznego, które swoje zamiary najczęściej kamufluje hasłami reformowania Unii Europejskiej „od wewnątrz”. Nie wiadomo jak długo potrwają rządy PiS w Polsce, a posada w PE oznacza 5 lat znakomicie płatnej  pracy. Więc tłok jest straszny, frakcje partyjne walczą, a należąca do ojca Rydzyka zagroziła nawet ostatnio wystawieniem własnej, niezależnej od PiS listy.

Gwiazdy polityki zagranicznej

Co układ partii polskich w PE oznacza dla nas? Im większa tam będzie grupa postaci tak „wspaniałych” jak Anna Fotyga, Ryszard Legutko, Karol Karski czy Ryszard Czarnecki, tym szansa na silną pozycję Polski w Europie mniejsza. Zwłaszcza, jeśli dołączą do nich przytupujący z niecierpliwości: Beata Mazurek, Andrzej Zybertowicz, Jan Szyszko, Beata Kempa, Beata Szydło. A także cały zastęp działaczy „miernych ale wiernych”. Powstrzymać tę kompromitację na arenie europejskiej będzie można przy urnie wyborczej w maju. Wiele zależeć będzie od konfiguracji sojuszy i frekwencji, która w tych wyborach była dotąd w Polsce najniższa.

Jeśli nasza obecność w UE nie ma ograniczać się do oczekiwania na unijne dotacje, lecz także oznaczać aktywne kształtowanie obrazu naszego kontynentu, to pora szykować programy. To już tylko pół roku.

AW

Tekst ukazał się we współpracującym z nami „Biuletynie Praskim” wydawanym przez grupę Wolna Praga.

Polub nas na Facebooku