Oni przegrywają i wiedzą o tym

Rebus/grafika - Max Skorwider
polecamy

Plotka o wcześniejszych wyborach ma za zadanie przygotować nas do wcześniejszych wyborów już wiosną.

Pomysł jak można przypuszczać zrodził się na Nowogrodzkiej, gdyż zdziwienie niektórych szeregowych działaczy nienajlepszej zmiany na wieść o zmaganiach wyborczych już wkrótce było szczere. Dziś dementuje informacje kto tylko może, zrzucając winę za niepotrzebne przed świętami zamieszanie tradycyjnie na zagranicę w znanych nam doskonale odmianach. W tym szaleństwie jest jednak pewien plan. Wybory mają być panaceum na wszelkie problemy mogące mocno uderzyć w PiS w przyszłym roku.

W maju odbędą się wybory do parlamentu europejskiego. Sceptycy uznają, że partia rządząca ma w nosie nasze przedstawicielstwo w tym gremium. Fakty wskazują co prawda coś zupełnie innego, ponieważ co rusz dowiadujemy się, że przypadkowo oczywiście, bliższa lub dalsza rodzina jednego czy drugiego działacza robi nieoczekiwaną karierę w strukturach europejskich. Jednak bardziej w tym wszystkim liczy się to, że wybory do parlamentu europejskiego rozzuchwalą znów niezliczone zgraje opozycji wszelkiej maści i na jesień, gdy będziemy wybierać na własnym podwórku może zaważyć to wynikach wyborów parlamentarnych. Jeśli odwrócić kolejność wyborów, to wszystko przejdzie jakoś bardziej gładko z punktu widzenia PiS. Najpierw kolejne głośne zwycięstwo wyborcze, prawdopodobnie większość w parlamencie, a później jakieś mało znaczące wybory, gdzie żale będzie mogła wylewać znów osłabiona opozycja.

Czas ma znaczenie

Jeśli bylibyśmy drobiazgowi, to należy stwierdzić, że pomiędzy wiosennym, a jesiennym kalendarzem wyborczym do parlamentu jest aż kilka miesięcy różnicy. Właśnie ten fakt ma w tym przypadku duże znaczenie. Kilka miesięcy to wystarczający czas, aby na scenie politycznej mocniej zaistniała koalicja PO i Nowoczesnej, a tego obawia się PiS. Ostatnie wybory samorządowe udowodniły, że jest ona mocnym graczem i na niejedno jeszcze ich stać. Ponadto będzie wkrótce głośno o partii Biedronia i jeśli zmobilizuje ona niewykorzystane ostatnio zasoby lewicowego elektoratu, może mieć znaczne wpływy w parlamencie.

Pomysły na spuszczenie ze smyczy człowieka od bijatyki na ringu jakim jest Popek, mogą okazać się w tym przypadku niewystarczające. Z drugiej strony znów ktoś znacznie przesuwa granice i dobrego smaku i zdrowego rozsądku, ale to zostawmy pod rozwagę wyborcom. Nieoczekiwana zapowiedź ze strony Rydzyka utworzenia partii politycznej na pierwszy rzut oka wydaje się dobrą wiadomością dla PiS, lecz posiada w sobie drugie dno. Co prawda tak zwany twardy prawicowy elektorat będzie jeszcze bardziej zmobilizowany i skuteczny podczas wyborów, ale znów trzeba będzie za to zapłacić i to naszymi pieniędzmi. Co prawda nie my będziemy płacić, lecz też nie my będziemy później czerpać profity z kolejnych inwestycji skromnych zakonników z Torunia. Przy okazji będzie to niekończąca się opowieść. Przy okazji każdych wyborów prawica będzie musiała iść na układ z Toruniem i nie będzie tam wiele z duchowości.

Karuzela personalna

Wybory i to w dodatku prawdopodobnie wygrane to dobry moment do zmiany głównych twarzy politycznej karuzeli. Jeśli rządzi się jak Kaczyński z tylniej kanapy, to ważne zagadnienie. Po tym jak opatrzył nam się wizerunek pani Szydło, zaproponowano nam Morawieckiego. Jego czas także wkrótce minie i pojawi się nowy front men. Przy okazji zamieszania z wyborami i perturbacjami z tym co jeszcze można i komu obiecać, naród prosty, acz zacny straci niepotrzebne zainteresowanie zapaścią w inwestycjach w gospodarce, podwyżkami cen energii elektrycznej, ze wszelkimi meandrami oraz takimi błahostkami jak kryzys w szkolnictwie i służbie zdrowia. Na ulicach będą maszerować faszyści pod zmodernizowanymi zielonymi sztandarami i z powiedzenia o chlebie i igrzyskach przez dłuższą chwilę będą w ofercie jedynie igrzyska. Później znów będą kolejne cztery lata na szeroko rozumiane rządzenie, a nam pozostaną wspomnienia i nauka jaką wyniesiemy z kolejnej lekcji polityki jednowładztwa.

Wszystkie te rozwiązania można wprowadzić jedynie jeśli parlament zgodzi się na wcześniejsze wybory. Musielibyśmy być naprawdę wielkimi optymistami jeślibyśmy uważali, że opozycja zechciałaby iść na rękę władzy w jej dobijaniu demokracji. Istnieją oczywiście inne alternatywne rozwiązania. Dwie trzecie poparcia w parlamencie wydaje się nie do osiągnięcia dla przyspieszonych wyborów, ale już na przykład nieuchwalenie budżetu wygląda obiecująco. Podobnych rozwiązań można jeszcze szukać w tej materii i co gorsza dość szybko znajdywać. Aby was zdenerwować powiem tylko, że z posłyszanych informacji wynika, że prezes zastanawia się nad wcześniejszymi wyborami i podejmie wkrótce decyzję.

Czas działa dziś na niekorzyść PiS i oni doskonale zdają sobie z tego sprawę. W sumie to pędzą z dobrą miną ku przepaści i wcale nie chcą hamować, a tylko zastanawiają się jak ją przeskoczyć. Wkrótce okaże się, czy udało im się przeskoczyć, czy też wraz z nami wszystkimi runęli w dół. Przy czym do końca nie wiadomo, co lepsze, zwłaszcza na dłuższą metę.

Zbyszek Wolski

Polub nas na Facebooku