Wysłać uczniów w sobotę do szkoły?

Wysłać uczniów w sobotę do szkoły?
Fot. Katarzyna Pierzchała
polecamy

Aby wyjść naprzeciw zapracowanym rodzicom robiącym zakupy w sobotę przed niehandlową niedzielą resort edukacji podrzucił ciekawy pomysł. Cała para poszła w gwizdek, ale i tak jest nadzieja w narodzie.

Rodzice naprawdę gorąco przyjęli jedno z rozporządzeń jakie Ministerstwo Edukacji Narodowej przesłało do opiniowania i konsultacji przed kilkoma dniami. Mając na uwadze konieczność stania w długich kolejkach w marketach w soboty, nasz rząd chce, aby dzieci spędzały ten czas bardziej owocnie. Koszyki trzeba wypełnić po brzegi, czy nam to się podoba, czy też nie. Czarne piątki inne ekstrawagancje oferowane przez złą i podstępną Unię Europejską nie muszą demoralizować naszych latorośli. One mogą w tym czasie po prostu iść do szkoły. A najlepiej będzie zaserwować im jakieś ciekawe lekcje religii.

Skąd ten opór?

Pomysł pojawił się pośród innych, z reguły równie doniosłych, lecz widmo rozłąki z dziećmi w soboty wzburzyło nieprzeliczone rzesze rodziców. Trudno zrozumieć opór rodziców. Szczeniaki pójdą jeden dzień dłużej w tygodniu do szkoły i zapewne niektóre z nich nawet nie spostrzegą różnicy, nie odrywając nosa od telefonu. Tak stanowcze postawienie sprawy zmusiło resort oświaty do riposty lub też raczej wydania oświadczenia. Tradycyjne oświadczenie, że to wina Tuska, tym razem się nie pojawiło. Resort uderzył jednak równie mocno, utrzymując, że już od kilkunastu lat i tak jest możliwość wysłania naszych dzieci do szkoły jeśli zajdą określone okoliczności. W sumie to powinniśmy być spokojniejsi, jednak pozostał jakiś niedosyt.

Byle wyciszyć konflikt

Media określane zupełnie na wyrost narodowymi jak zwykle bez zmrużenia oka przekazały nam hiobową wiadomość, a pozostały światek dziennikarski ma okazję jeszcze trochę nad tym pobolewać. Zanim wszyscy zaczną składać sobie życzenia noworoczne warto jeszcze jednak zatrzymać się nad zaistniałymi wydarzeniami. Przede wszystkim jak nas ktoś wkurzy, to jesteśmy w stanie szybko się skrzyknąć i wtedy kamień na kamieniu nie pozostanie. Najgroźniejszym przeciwnikiem we wszelkich konfliktach w naszej pięknej ojczyźnie są spokojni na co dzień rodzice. Władza obawia się zmasowanych ataków rozwścieczonych gospodyń domowych i zrobi wszystko, aby zatrzymać je w pół drogi do odpowiedniego resortu lub co gorsza w pół drogi do parlamentu.

Przebłysk nadziei

Ostatnie lata nauczyły nas zwracania uwagi na to, czym zajmuje się władza podczas nocnego parlamentowania. Chyba powszechnie zaczęto czytać to, co sobie ustanawiają, a pewne wątki bierzemy jak widać bardzo do siebie. Pozwala to na postawienie kruchej jak na razie tezy, że sejmowanie bez zahamowań i zwracania uwagi na konsekwencje zaczyna się kończyć. Naród poczciwy, acz dotychczas jakoś mało zaangażowany w to, co mu się serwuje w ustawodawstwie, nabrał naraz smaku i dystansu do oferowanych mu świecidełek i szklanych paciorków. Nie nadużywając znaczenia pojęcia nadzieja proponuję na ten drobny fakt w dziejach naszej ojczyzny zwrócić uwagę i proponuję również propagować ze wszech miar podobne zachowania.

Zbyszek Wolski

Polub nas na Facebooku