22 lipca 2019

Strona główna Publicystyka List do przyjaciół z TVP

List do przyjaciół z TVP

0
List do przyjaciół z TVP

Zapytajcie sami siebie, czy chcecie być pracownikami tej samej firmy, co Barbara Piela, Michał Rachoń, Danuta Holecka… Czy chcecie podpisywać się pod hejtem na Jurka Owsiaka, z którym współpracowaliście zgodnie przez dwadzieścia cztery lata?

Pierwszego czerwca 2016 roku podjęłam decyzję odejścia z TVP (Łódź). Ponieważ nie godziłam się na panującą tam atmosferę, na to, że próbowano mi odebrać prawo do własnego zdania, odmówiono prawa do współpracy z mediami, które nie były na liście „prawidłowych”.

Podczas rozmowy z ówczesnym dyrektorem Hubertem Bekrychtem oraz reprezentującym go świadkiem, sekretarzem programowym, Jackiem Jóźwiakiem zrozumiałam, że skończyła się era Telewizji Polskiej, którą znałam, szanowałam, kochałam… Bo przejęli ją ludzie zaprzedani jakiejś chorej idei, ludzie nienawidzący żadnej formy wolności, a już wolności poglądów nie tolerujący w najwyższym stopniu. Wiedziałam, że ta współpraca nie może się udać. Nie miałam, jak większość z nas, dziennikarzy i innych pracowników twórczych (np. członkowie ekip zdjęciowych czy montażyści) etatu, raz na jakiś czas przedłużano mi umowy o dzieło. Nie  było to ani wygodne ani godne, ale przez lata się do tej formy jakoś przyzwyczaiłam, radziłam sobie z nią i nie narzekałam. Bo najważniejsza była możliwość wykonywania pracy, która dawała mi ogromną satysfakcję i  sprawiała prawdziwą przyjemność. Dawała też możliwość przyzwoitego zarobku, nie ma się co  krygować. Bywało lepiej, bywało gorzej, ale zawsze – na powierzchni.

Trzasnąwszy drzwiami gabinetu Bekrychta wiedziałam, że podpisanie kolejnej umowy nie wchodzi w grę. I miałam świadomość, że wychodzę z firmy w nieznane. Jak się potoczyły moje losy zawodowe, finansowe wiedzą ci… którzy wiedzą. Ale ja nie o tym. Ja o znajomych, kolegach, przyjaciołach, którzy zostali na tej przechylonej, powoli zatapianej łodzi. A zostało wielu ludzi wspaniałych, mądrych, znakomicie przygotowanych do pracy merytorycznie. Nie odeszli, a ja uważałam, że nie mam prawa od nich żądać, by idąc za moim przykładem przewrócili swoje życie do góry nogami. Jak mogę wymagać, by ktoś zmagał się z niespłaconym kredytem, by ryzykował utratę mieszkania, zdrowia, stabilności życiowej? Zwłaszcza, jeżeli nie jest osobiście autorem żadnych politycznych, tendencyjnych materiałów, bo zajmuje się sportem, motoryzacją czy losem zwierząt w schroniskach? Powiem więcej, stałam na stanowisku, że będzie dobrze, gdy zostaną w firmie ludzie porządni i odpowiedzialni. Powtarzałam: „Pilnujcie interesu, żeby zaś nam całego telewizorka nie zapaskudzili. Czuwajcie tam.”

Przyjaciele na dobre i na złe         

Z wieloma osobami mam ciągle kontakt, rozmawiamy telefonicznie, czasami co odważniejsi umawiają się ze mną na kawusię w mieście. Bo są przecież jak rodzina, z którą się spędziło kawał życia, stało w deszcz, mróz i skwar przy kamerze, zarywało noce przy montażowych maszynach. Przyjaciele na dobre i złe. Przez z górą ćwierć wieku…  Powiem więcej, są wśród nich tacy, którzy wyciągnęli do mnie po moim odejściu pomocną dłoń wówczas, kiedy byt codzienny okazał się wyzwaniem.      

I serce mi pękało, kiedy koledzy z ekip zdjęciowych byli witani przez ludzi, z którymi mi dzisiaj po drodze, w sposób może nie wrogi, ale na pewno pozbawiony oznak sympatii. Bo dla nich to przecież tylko przedstawiciele reżimówki, a dla mnie… ludzie spod serca.

Wiem, że wielu z nich jest bardzo, bardzo ciężko. W sensie moralnym. Zapytałam jednego z kolegów pracujących dzisiaj dla centrali INFO, co by się stało, gdyby do pracy przyszedł w koszulce z napisem KONSTYTUCJA. Powiedział: „Byłby to ostatni dzień mojej pracy”. Po czym wysłał mi zdjęcie plakatu z tym  „brzydkim słowem na K”, który sobie pięknie oprawił i powiesił w  bibliotece. W komentarzu napisał: „Mój azyl.”  Koleżanka mówi, że czuje, iż wokół niej atmosfera gęstnieje, ponieważ nie jest wystarczająco entuzjastycznie nastawiona do obozu władzy, inna zamyka się w pokoju, wykonuje swoją urzędową pracę i o 16.00 zmyka, by w domu włączyć całkiem inną stację i dowiedzieć się prawdy. Tak… nie każdy potrafi, nie każdy może, nie każdy ma odwagę iść na wojnę. Ja  na nią poszłam i wiem, co to oznacza dla zwykłej, życiowej logistyki.

Dłużej nie można

Dzisiaj jednak zwracam się z apelem do wszystkich porządnych ludzi, którzy wciąż jeszcze pracują w TVP. Rozważcie raz jeszcze swoją decyzję. Zapytajcie sami siebie, czy chcecie być pracownikami tej samej firmy, co Barbara Piela, Michał Rachoń, Danuta Holecka… Czy chcecie podpisywać się pod hejtem na Jurka Owsiaka, z którym współpracowaliście zgodnie przez dwadzieścia cztery lata? Zamierzacie stać obok ludzi, którzy na niewyobrażalnej tragedii pomagają kręcić polityczne lody? „Wczorajsza tragedia pokazała, że to policja miała rację mówiąc, że organizowany przez Owsiaka festiwal Poland Rock, dawniej znany jako Przystanek Woodstock, to impreza podwyższonego ryzyka” – wyrzygał z siebie Maksymilian Maszenda, uważający się z niewiadomych przyczyn za dziennikarza. Nie wierzę, że Was to nie razi, nie oburza… Nie wierzę, że chcecie chodzić z tym facetem po tych samych korytarzach, oddychać tym samym powietrzem. Nie wierzę… Znam Was i… nie wierzę.

Nawet Piotr Semka, dziennikarz o proweniencji skrajnie prawicowej nie godzi się na styl, w którym pracuje TVP: „Wiadomości średnio zdały dziś egzamin z powagi chwili. Wobec tragedii w Gdańsku trzeba było sobie darować wycieczki wobec Owsiaka”.

Kłamliwa, manipulacyjna, nieuczciwa TVP

Bo TVP nie jest prawicowa. Jest podła, kłamliwa, manipulacyjna, nieuczciwa. Przekroczyła już wszelkie możliwe granice propagandy stając się narzędziem w rękach cwaniaków użytym wobec ciemniaków. Nie bierzcie w tym udziału, na litość!!!!! Nie podpisujcie się pod plastelinowym hejtem! Zostawcie ich samych sobie, nie wspierajcie ich, bez Was sobie nie poradzą, bo  nie mają Waszej wiedzy, umiejętności, doświadczenia. Poza kilkoma starymi wygami, dostali się do naszej firmy często desantem z jakichś półprofesjonalnych stacji i przyssali się do TVP widząc w tym swoją jedyną w życiu szansę. Przyjdzie czas, że sami, nie zmuszani przez nikogo, wraz z Holecką i  Ziemcem wyjdą z opuszczonymi głowami z  naszych gmachów i znikną we mgle zapomnienia.

Od trzech lat jestem za burtą i jakoś daję radę. Bo coś umiem, coś tam potrafię… I mam wokół dobrych ludzi. Łatwo nie jest, ale można przetrwać, więc odwagi!!!! Uciekajcie stamtąd… byśmy mieli dokąd wrócić.

Dorota Ceran

Artykuł pochodzi z Ceran.Press

Śródtytuły pochodzą od redakcji.