Nowy pieszczoszek władzy

Naród bez skazy
Fot. Aleksandra Perzyńska
polecamy

Po dwóch dniach na stanowisku sekretarza stanu w Ministerstwie Cyfryzacji Adam Andruszkiewicz otrzymał tekę wiceministra. Ta nominacja, za którą według jednych stoi premier Morawiecki, a według innych minister cyfryzacji Zagórski, wywołała podobną burzę, jak poprzednio kariera Misiewicza.

Zadaniem resortu cyfryzacji jest wprowadzanie w kraju zmian technologicznych odpowiadających potrzebom XXI wieku. Ministerstwo powinno być „Doliną Krzemową” — centrum inspirującym rozwój nowych technologii i rozwiązań. Aby to osiągnąć, należałoby zatrudnić najwyższej klasy fachowców — a nowy minister raczej się do tego grona nie zalicza. Największym cyfrowym osiągnięciem Adama Andruszkiewicza, absolwenta kierunku stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie w Białymstoku, jest 200 tysięcy obserwujących go na Facebooku. Nowy minister potrafi także posługiwać się hasztagami, co udowodnił, publikując na swoim fanpage’u film o atakujących go oszczercach i nawołując do udostępniania nagrania wraz z hasztagiem #MuremZaAndruszkiewiczem. W ten sposób nowy minister zapoczątkował nową erę działań internetowych, gdzie inspiratorem wydarzenia staje się sam atakowany.

Karierowicz

Andruszkiewicz, wcześniej związany z Młodzieżą Wszechpolską i Ruchem Narodowym, nie ma dobrej opinii u byłych kolegów. „Ma opinię karierowicza, któremu na jesieni 2015 r. uderzyła sodówka i który rozmienił ideę na drobne. Zresztą w bardzo kiepskim stylu. Tym bardziej, że zaczął kadencję od zdrady Ruchu Narodowego, a to my wywalczyliśmy mu jedynkę z list Kukiz’15 — stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą” poseł Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego. — Działacze Młodzieży Wszechpolskiej zmusili go do odejścia z funkcji prezesa. Założył Endecję, w której doszło do rozłamu jeszcze przed pierwszym zjazdem, potem, będąc jej prezesem, skłócił się z resztą liderów i odszedł z organizacji, którą zakładał i którą rządził. Potem założył kolejne stowarzyszenie-wydmuszkę. W międzyczasie odszedł z klubu Kukiza, by dołączyć do Wolnych i Solidarnych, których teraz porzuca na rzecz ministerialnej teki. — dodał Winnicki.” (z artykułu opublikowanego na portalu rp.pl)

Co może nowy wiceminister?

Nic dziwnego, że obecnie wszyscy zastanawiają się, jakie będą możliwości działania nowego wiceministra. Stanowisko w resorcie cyfryzacji umożliwia, jak mogłoby się wydawać, na przykład wpływanie na politykę Facebooka dotyczącą blokowania stron czy zmiany przepisów prawa dotyczących dezinformacji w Internecie, a być może także dostęp do danych cyfrowych milionów Polaków.

Na szczęście jednak nie jest to takie proste. Wszystko zależy od tego, jakie wiceminister ma poparcie, i jakie kompetencje uzyska od bezpośredniego przełożonego. Ważna jest także siła ministerstwa — największe, takie jak MON czy MSW, mogą zapewnić więcej władzy. Pozycja nowego ministra będzie zależeć od tego, jakie instytucje dostanie w zarządzanie. Departamenty telekomunikacji, spraw międzynarodowych czy cyberbezpieczeństwa dają spore możliwości, ponieważ odpowiadają za budowę sieci szerokopasmowej i tworzenie regulacji dotyczących branży telekomunikacyjnej. W tym obszarze Andruszkiewicz mógłby namieszać, ale ani minister, ani jego dotychczasowi zastępcy nie zamierzają rezygnować ze swoich pozycji. Nie bardzo więc wiadomo, co miałby dostać Andruszkiewicz. Sam nie raz mówił, że Facebook niepodlegający pod polskie prawo to patologia, i ujmował się za narodowcami blokowanymi, co rusz za złamanie regulaminu. Wymarzona kompetencja w nowej pracy — a ministerstwo niedawno podpisało umowę z Zuckerbergiem na uruchomienie pomocy prawnej dla Polaków zablokowanych przez Facebooka. — Wsparcie wiceministra może być dodatkowym elementem nacisku na serwis — uważa część prawicowych polityków.

Brak kompetencji, podejrzane powiązania

Obecnie możliwości Andruszkiewicza zbyt wielkie nie są, ale to nie one budzą najwięcej obaw. To, co musi niepokoić, to fakt nominacji na wysokie stanowisko państwowe osoby nieposiadającej żadnych kompetencji, które by do tego uprawniały. Co więcej, osoby o poglądach, które stoją w jawnej sprzeczności z konstytucyjnie zagwarantowaną równością i brakiem dyskryminacji. To jednak nie jedyne zastrzeżenia.

Po tym, jak Andruszkiewicz objął mandat posła, media informowały o kontrowersjach związanych z kilometrówkami. Polityk pobrał 28 tys. zł z Kancelarii Sejmu w ramach zwrotu za paliwo, mimo że nie miał prawa jazdy i samochodu. Tłumaczył potem, że wożą go współpracownicy oraz ma umowę na pożyczony samochód.

Nazwisko Adama Andruszkiewicza pojawiło się także w raporcie „The Weaponization of Culture: Kremlin’s traditional agenda and the export of values to Central Europe”, opublikowanym przez węgierski think-tank Political Capital Institute w 2016 roku. W dokumencie znalazły się nazwiska polskich polityków, którzy „mogą pozostawać pod wpływem służb Federacji Rosyjskiej”. Andruszkiewicz był jedną z tych osób, które zaklasyfikowano, jako mogące pozostawać pod wpływem „pośrednim”.

Jeśli te zarzuty okazałaby się prawdziwe, karierę Bartłomieja Misiewicza należałoby uznać za nic nieznaczący epizod — w końcu Misiewicz był tylko niezbyt inteligentnym karierowiczem, na którego tle Andruszkiewicz wygląda, co najmniej na wcielenie Jamesa Bonda. Tyle, że w mniejszej skali.

(Anpuz)

Polub nas na Facebooku