Unia Europejska – czym ma być?

Pytanie o przyszłość i charakter Unii Europejskiej staje się w dzisiejszej Europie wyzwaniem intelektualnym dla elit europejskich krajów i wszystkich, którzy czują się nie tylko członkami swoich narodów, ale i szerszej europejskiej wspólnoty.

W oczywisty sposób narzuca się i jest wskazywana idea „Stanów Zjednoczonych Europy”. Czy Stany Zjednoczone Ameryki mogą tu być wzorem, czy choćby inspiracją? Uważam, że nie! Są raczej wyzwaniem, któremu trzeba sprostać. Wyzwaniem, bo Europejczycy, którzy ten kraj zbudowali, udowodnili tym samym, że można zorganizować od zera obywateli z różnych państw we wspólnotę i skonstruować organizm państwowy potężniejszy gospodarczo, naukowo, kulturowo, niż Europa. Przed dzisiejszą Unią Europejską stoi pytanie, jak Ameryce dorównać, czy choćby dotrzymać kroku? Konkurujemy nie tylko z USA. Do rywalizacji o cywilizacyjne pierwszeństwo przystąpiły Chiny. Nie rezygnuje Rosja. Potencjał mają Indie. Liczyć trzeba się z Afryką.

Czasy, gdy w Europie toczyła się polityczna gra i wojny o hegemonię/przywództwo jednego kraju/narodu mamy już, miejmy nadzieję, za sobą. Jednak budowanie Ameryki przez europejskich emigrantów z różnych narodów, to nie to samo, co budowanie jedności europejskiej przez obywateli osiadłych w swoich krajach. Wraz z emigracją do Ameryki jako „ziemi obiecanej”, ludzie nabierali nowej, odmiennej tożsamości. Przede wszystkim stawali się współtwórcami nowego organizmu państwowego i, co ważne, zrywali tym samym z europejską hierarchią stanową. Formowali własny system konstytucyjnych praw równych dla wszystkich, konstytucyjnych władz, które wybierali i Służbę Cywilną w której pracowali. To było budowaniem nowej tożsamości i podmiotowości poprzez udział w kreowaniu własnych symboli i instytucji w przestrzeni publicznej i życiu umysłowym i politycznym. Tak oto dolar, flaga, hymn, Waszyngton, Konstytucja, Civil Service zastępowały i wypierały dotychczasowe symbole tożsamości ze „Starego Kontynentu”. Ludzie/obywatele, choć różnili się językiem, kulturą, narodową tradycją zdobywali nową tożsamość wraz z przyswojeniem i utożsamieniem się z symbolami nowymi tworzonymi z ich udziałem. Warunkiem ukształtowania się takiej nowej wspólnoty, było swoiste wyniesienie się ponad dotychczasowe narodowe symbole. To okazało się możliwe w nowej terytorialnie przestrzeni. Jest w tym amerykańskim sukcesie coś, co mnie fascynuje. Oto bowiem Irlandczyk może kultywować swoją irlandzkość, Polak polskość, Niemiec niemieckość i zarazem pomimo to, a może i dzięki temu ich działanie budowało wielkość Ameryki we wszystkich jej wymiarach. Trzeba starać się zrozumieć ten fenomen. Być może w tym znajdziemy klucz do kształtowania sztuki urządzania i rządzenia Europą.

„Jasność twoja wszystko zaćmi, złączy co rozdzielił los”

Rozważając przyszłość Europy i jej pozycję w świecie trzeba zadać sobie pytanie, co było ważniejsze dla procesu budowy Stanów Zjednoczonych. Czy był to fakt, że amerykański kontynent stwarzał nowe, wręcz nieograniczone możliwości, czy może fakt, że wraz z emigracją obalano bariery, jakie stwarzał feudalny system europejskich monarchii i królestw. I jeden i drugi czynnik odegrał swą rolę. Są tym samym wskazaniem, jak podchodzić do myślenia o Europie. Można i należy zastanawiać się, jak uczynić obszar Europy nie tyle „ziemią obiecaną”, co raczej „ziemią rodzinną” dla żyjących w niej narodów. Po części już to robimy. Mówimy na przykład o europejskiej rodzinie narodów. Poprzez układ z Schengen otwarliśmy granice, co pomaga nam widzieć Europę, jako jeden wielki otwarty obszar. Ale czy wspólny? Jadąc gdziekolwiek nie jesteśmy, jak Jankesi tworzący swoją Amerykę, odkrywcami/zdobywcami nowej przestrzeni. Każde miejsce, to jakiś kraj, region ze swoją kulturą, wielowiekową tradycją, prawami. Nic tam nie stworzymy na nowo, raczej też nic nie zbudujemy po swojemu. We wszystkim, co zechcemy zrobić musimy się raczej podporządkować nie tylko krajowemu prawu, ale i miejscowemu obyczajowi. Wspólne europejskie prawo może być narzędziem budowania wspólnoty ponad narodowej/państwowej, ale to będzie długi proces. Ułatwieniem jest wspólna grecko/rzymska tradycja prawna. Tworząc wspólnotowe prawo trzeba nam myśleć o obywatelach i nie ulegać partykularnym lobby, jak w kwestii legendarnych już bananów. Jak zatem i czy w ogóle jest możliwy porównywalny efekt utożsamienia obywateli z Europą jako całością, który towarzyszył budowie i rozwojowi USA? To moim zdaniem jedno z najważniejszych pytań i zarazem zadań intelektualnych dla konstruowania Europy, jako przestrzeni wspólnej dla nas wszystkich – europejskich narodów.

Obok przestrzeni uznanej za „ziemię obiecaną” Amerykę stworzyły nowe własne symbole. Ma je także Europa. Bardzo dobrze znamy już flagę. Jest piękna, charakterystyczna, wyróżnia się. Kojarzymy, choć nie wszyscy, hymn. Piękny, wzniosły. Uczymy się powoli jego słów. Jest pieniądz – EURO, ale nie wiemy jeszcze, czy mamy wszyscy w EURO wchodzić, czy trzymać się od niego z dala. Lekcja amerykańska jest dla nas w tej kwestii ciekawa. Wprowadzając jednolity pieniądz – Dolara – Amerykanie mieli świadomość, że utrwali on nierówności gospodarcze między Stanami. Bogate staną się wręcz jeszcze bogatsze, biedne pozostaną ubogie. Zdecydowało przekonanie, że tylko jednolity pieniądz da amerykańskiej gospodarce szansę rozwoju i wyjścia na światowy rynek. W Europie musimy zadbać o równowagę między krajami w rozwoju. Mamy ideę i narzędzie w postaci polityki spójności. Wiemy już jednak, że proste dosypywanie pieniędzy na inwestycje krajowe i regionalne kończy się swoistą korupcją. Polityka spójności wymaga zatem gruntownej zmiany.

„Kto przyjaciel, ten niech zaraz stanie tutaj pośród nas”

Mamy też swoich Ojców założycieli: Robert Schuman, Konrad Adenauer, Jean Monnet, Alcide De Gaspari i Paul-Henri Spaak. Czy jednak są dla nas na tyle ważni, by ich pamiętać i czcić jak Amerykanie swoich? Czy uznajemy, że warci są, aby jakąś górę, jak Amerykanie, zamienić w ich granitowe monumentalne popiersia? Jak w ogóle o Nich pamiętać i uczyć? Czy Lech Wałęsa i Anna Walentynowicz ma szansę wejść do panteonu współtwórców Europy kształtując tym samym Jej uniwersalistyczną tożsamość? Wygląda na to, że sami, jako Polacy, pozbyliśmy się tej możliwości deprecjonują tych bohaterów Sierpnia 80 i Solidarności . Wspólnych tożsamościowych symboli mamy zatem mało i nie za bardzo gotowi jesteśmy za nie ginąć pod unijną flagą. Trzeba w tym momencie uświadomić sobie i pamiętać, że Europa ma swoich poległych, którzy oddali za Nią życie. To Ukraińcy, którzy ginęli na kijowskim Maidanie walcząc o przynależność do Unii Europejskiej. Mimo to jednak, wystarczy wejść na strony Wikipedii, aby zobaczyć, jak liczna i mocna jest narodowa symbolika poszczególnych krajów Europy. W tej symbolice możemy wyróżnić kilkanaście czynników, które żyją utrwalone w historii, sztuce, literaturze i wywierają nieustający wpływ na myślenie i stosunek do kraju swego urodzenia, życia, pracy, działania. Mamy zatem w historiach naszych krajów:

  1. Czas wielkości pod względem zajmowanego terytorium.
  2. Złoty wiek cywilizacyjnego rozwoju.
  3. Ważne dokumenty- dowody państwowości, języka i pisma.
  4. Dzieła literatury, eposy, legendy.
  5. Legendarnych założycieli, wielkich władców, ich pomniki i mauzolea.
  6. Stolice z ich historią i legendami.  
  7. Klejnoty koronacyjne, symbole władzy państwowej, skarby narodowe.
  8. Muzea narodowe.
  9. Wielkich świętych, wielkie misje i miejsca uświęcone cudami (sanktuaria).
  10. Wielkich wodzów, wspaniałych rycerzy i bohaterów (także z ludu).
  11. Wielkie bitwy (także wielkie klęski) i upamiętniające je pomniki.
  12. Sławne formacje wojskowe.
  13.  Flagi, chorągwie, godła, hymny, pieśni bojowe i patriotyczne.
  14. Sławne rody, sławni twórcy (architekci, pisarze, naukowcy)
  15.  Sławne budowle, legendarne miejsca, dzieła sztuki i pomniki.
  16.  Cmentarze z ich Alejami Zasłużonych.
  17.  Parki narodowe, pomniki przyrody, słynne krajobrazy i twory natury.
  18.  Słynne, oryginalne produkty spożywcze, rzemieślnicze, przemysłowe.
  19.  Sławni sportowcy, piosenkarze, muzycy, orkiestry.

Europejczycy emigrując do Ameryki zostawiali niejako ten cywilizacyjny „bagaż” swoich krajów za sobą. W nowym miejscu współtworzyli i utożsamiali się z nowymi symbolami. Kolejne pokolenia Amerykanów oddalały się coraz bardziej od symboli ważnych dla ich rodziców. My jednak dzisiaj wciąż żyjemy w przestrzeni wypełnionej symbolami naszych europejskich krajów, symbolami, które stworzyły z nas narody samą swoją obecnością i oddziaływaniem w przestrzeni publicznej, jaką są nasze państwa. Nie da się tych symboli „zostawić za sobą”, odejść od nich. Nie da się ich też zredukować do jakiejś wspólnej listy ani zastąpić nowymi. Ukształtowały nas i wciąż będą kształtować kolejne pokolenia Europejczyków wedle odmienności ich narodowych symboli i historii, która za nimi stoi. Ten proces narodowej identyfikacji, kiedyś właściwy wykształconej elicie, dzisiaj jest cechą szerokich rzesz obywateli dzięki tradycyjnym i nowoczesnym mediom, smartfonom oraz oczywiście Wikipedii. Nie da się i nie trzeba rezygnować z tej różnorodności. To dzięki niej „spotkanie z Europą” jest wyjątkowe, bo każda podróż przez Europę, każdy dzień tej podróży a nawet godzina, to zetknięcie z wciąż nowym niewyczerpalnym źródłem osobliwości i wyjątkowości europejskiej historii i kultury.

„Wszyscy ludzie będą braćmi tam gdzie twój przemówi głos”

Warto i trzeba widzieć Europę jako idę i organizm, który pomaga rozwiązać problemy w naszych krajach. Nie zawsze bowiem granice państwowe i narodowościowe w Europie pokrywają się. Układ z Schengen to zaledwie wstęp i niezbędny krok do ułożenia stosunków, gdzie narodowa wspólnota może współistnieć niezależnie od granic państwowych. Tu europejskie wartości wskazują nam dodatkowe narzędzie – zasadę subsydiarności (pomocniczości). Nakazuje ona, aby to, co można zrealizować na niższym poziomie administracji, przekazać na ten właśnie poziom. A zatem to na poziomie miasta (gminy) można się utożsamiać ze swoją historią, tradycją narodową, narodową kulturą. To miasto może wziąć na siebie zadanie bycia regionalną/lokalną stolicą organizującą nas wokół naszych narodowościowych potrzeb i kulturowych aspiracji w tej sferze. W dwu, czy wielonarodowościowych regionach i miastach prezentowanie narodowych wartości daje szansę na pozytywną rywalizację. Pogranicza naszych europejskich krajów dawały i dają wiele przykładów na taki właśnie efekt. Niszczyły go, niestety, wojny. Tam jednak, gdzie narodowość jest utożsamiana bezwzględnie z granicą państwa, tam tylko wojna i czystka etniczna może rozwiązać spór. Dzisiejsza Europa, to idea i projekt, który tę kwestię chce rozwiązywać inaczej. Chcemy, aby te pogranicza narodów dzięki symbiozie rodziły nowatorskie dzieła sztuki, nauki, kultury. Utworzyliśmy Euroregiony. Ich ilość jest imponująca, jest świadectwem kulturowego bogactwa i tym samym możliwości rozwoju. Wsparciem dla ich aktywności jest Konwencja Madrycka i europejskie Karty (Samorządu Lokalnego, Regionalnego i Reginów Granicznych i Transgranicznych). Euroregiony mogą i powinny dać możliwość prezentowania i szczycenia się sąsiadujących narodów swoim dorobkiem. Niech to jednak będzie rywalizacja, czyje ciekawsze, nie zaś czyje ważniejsze.

„Na gwiaździstym firmamencie miłość, miłość mieszka tam”

Traktując Europę poważnie nie uciekniemy od polityki gospodarczej. Od tego zaczęliśmy organizować się w Europę. Na tym też polu trwa, moim zdaniem, najtwardsza rywalizacja między europejskimi państwami. Ławo się z tym nie uporamy. Książka „Paradoks Euro” Stefana Kawalca i Ernesta Pytlarczyka jest dobrym wstępem do głębokiej debaty o strategii gospodarczej Europy i narzędziach, jakimi możemy się posługiwać. Wspólna waluta jest tu absolutnie kluczowym problemem. Jak wyrokował sam Stefan Kawalec, jeśli Francja nie wróci do Franka, to kolejne wybory wygra Marine Le Pen. Przekonamy się już wkrótce, czy jest dobrym prorokiem. Sami autorzy książki są zwolennikami europejskiej waluty. Wskazują jednak, jakie warunki musi spełnić europejski organizm z jego państwami i narodowymi tradycjami, aby wspólna waluta wsparła rozwój całości, nie powodując uwiądu żadnej jego części. Wraz ze śmiercią Bronisława Geremka straciliśmy my, jako Polacy i straciła Europa jednego z nielicznych myślicieli i działaczy (polityków), który rozumiał dobrze aspiracje narodowe. Tym samym był w stanie myśleć, jak wbudować je w europejską architekturę i jak budować na nich odrębność, znaczenie i sprawność Europy jako całości z jej modelem demokracji. Oczekuję, że teraz młode pokolenie Polek i Polaków (20+; 30+ a może już i 16+) weźmie myślenie o Polsce i Europie na siebie. Chciałbym tylko, aby uwzględnili w swoim działaniu fenomen Solidarności. Dla mnie jest oczywiste, że ten Ruch swoimi korzeniami tkwi i wyrasta z europejskiej tradycji i doświadczenia. Zrozumieć Go zatem, to mieć klucz do myślenia i działania w urządzaniu tak Polski, jak i jednocześnie Europy. Solidarność to ruch milenijny. Szczęśliwy jest naród, któremu zdarzył się taki fenomen na miarę tysiąclecia i pozwolił zaistnieć w całym świcie. Nie zmarnujmy tego kapitału.  Twórcy tego Ruchu jeszcze żyją, „jeszcze w zielone gramy”. Możemy jeszcze służyć swoją wiedzą, myślą, działaniem, ale czekamy, kto wyciągnie dłoń po doświadczenie i możliwości, które wciąż w sobie nosimy.

Zbigniew Bujak

Śródtytuły pochodzą od redakcji i są cytatami z hymnu UE „Oda do radości”.

Polub nas na Facebooku