Triumf Georgette

Triumf Georgette
LCPL Seth Maggard, USMC [Public domain]
polecamy

W dwudniowej „Ministerialnej Konferencji dla Promowania Przyszłego Pokoju i Bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie”, która odbyła się w Warszawie, wzięli udział przedstawiciele ok. 60 krajów.

Całą  potęgę obecnej polskiej dyplomacji można było wyczytać z miny Andrzeja Dudy pozującego do zdjęcie z Mike’em Pence i Benjaminem Netanjahu. Mówiła: – Chłopaki, patrzcie gdzie stoję, strzelcie szybko fotkę. Twarze obu sąsiadów nie promieniowały radością. Już w drugim dniu konferencji na temat Bliskiego Wschodu wiadomo, że nikogo ona nie pogodzi.

Zero efektów

To oczywiste jeśli zwołano tu przedstawicieli jednej strony konfliktu. Bez Iranu, bez Palestyńczyków, bez Syrii niczego uzgodnić się nie da. Tym bardziej, że Putin już zapowiada spotkanie w Soczi – Rosja, Iran i Turcja, antykonferencja wobec tego co dzieje się w Warszawie.

Rodzimi „dyplomaci” z minami pudli próbują załatwić u Amerykanów budowę bazy militarnej w Polsce. Co jednak jest mało prawdopodobne. Na zapowiedzi Georgette Mosbacher, że „do Polski przybędą setki żołnierzy z USA”, Departament Stanu wystosował szybkie dementi. Wielkie halo zrobiono wokół zakupu rakiet Himars, ale szybko wyszło na jaw, że cena ich jest wyższa od systemów sprzedanych Rumunii.

Umizgi do Amerykanów

Polski dinozaur dyplomatyczny umizgujący się wobec Ameryki Trumpa jednocześnie ogonem razi naturalnych sprzymierzeńców z Unii Europejskiej. Bilans wypada strasznie. Zwłaszcza jeśli dopisać do rachunku głęboko żenujące wystąpienia prezydenta, premiera i ministra spraw zagranicznych.

Tylko jedna osoba w Warszawie może mówić o triumfie. Rudowłosa przyjaciółka Donalda Trumpa, Georgette Mosbacher, może mówić, że tych Polaczków to ona ujeździła jak końskie szkapy. I kto mówił, że ona się na stanowisko ambasadora nie nadaje? 

(aw)

Polub nas na Facebooku