23 lipca 2019

Strona główna Publicystyka Nie będę nadstawiała trzeciego policzka…

Nie będę nadstawiała trzeciego policzka…

0
Nie będę nadstawiała trzeciego policzka…

#stopagresji to cykl rozmów z ludźmi opozycji o nienawiści w internecie, mediach i nawet w pracy. Dziś rozmowa z Moniką Twarogal, którą telewizja publiczna wystawiła na lincz. podając jej dane osobowe i miejsce pracy.

– Wczoraj stołeczna prokuratura wszczęła postępowanie w związku ze znieważeniem Magdaleny Ogórek. Ale niezwykłe jest, że w takich sprawach potrzebna jest skarga osoby poszkodowanej, a takiej ta osoba nie zgłosiła. Do znieważenia miało dojść 2 lutego przed siedzibą TVP. Ty byłaś tam w tym czasie.

–  Prokuratura nie podejmuje działań sama z siebie, ale może sama wszcząć postępowanie jeśli śledczy uznają, że wymaga tego „ważny interes społeczny” jak napisano w kodeksie karnym. To kolejny dowód jak bardzo prokuratura „stara się”….  Jedni mówią o nadgorliwości, inni o służeniu obecnej władzy. Ciekawe, że w wypadku nacjonalistów demonstrujących ostatnio w Oświęcimiu, osób, które atakowały „kobiety z mostu” czy ludzi na protestach ekologicznych, prokuratura siedziała cicho…

– Spotkaliście się z Magdaleną  Ogórek i wykrzyczeliście jej wprost, że kłamie. Ale protest przed telewizją w Warszawie nie był Twoim pierwszym…

– W obronie demokracji, praw obywatelskich i zwykłej przyzwoitości protestuję od zimy 2015 roku. To co stało się po wyborach, gdy PiS doszedł do władzy, było jakimś horrorem. I zaczęłam chodzić na protesty, a potem je organizować. A na początku tego roku, gdy zobaczyłam do czego doprowadziły ataki na prezydenta Adamowicza, nie mogłam usiedzieć w domu. Pojechałam do Warszawy na protest przed siedzibą kanału telewizji – producenta programów, które atakowały nie tylko polityków, ale także ludzi opozycji – osoby prywatne.

– Jesteście obśmiewani i wyszydzani za swoje działania. Szczególne represje nastąpiły po ataku na panią Ogórek, która wg prawa jest dziennikarzem. Ale czy to był atak Twoim zdaniem?

– Zacznijmy od tego, że ja pani Ogórek nazwać dziennikarką nie potrafię. Ja wyśmiewania ludzi i szydzenia z nich nie nazywam dziennikarstwem. Zrobiono z nas potwory, które napadły na panią Ogórek, porysowały jej samochód oraz blokowały jej wyjazd z terenu TVP. Są to kłamstwa, co zresztą wyjaśnione było kilka dni po fakcie. Jak widać i na filmach i na zdjęciach, ta pani wystraszona nie była, a wręcz wykorzystała doskonale swoje pięć minut, zachowując się jak gwiazda, która ma czas pozować dla fotoreporterów.

Czy kobieta, która boi się linczującego ją tłumu siedzi w samochodzie z otwartą szybą i macha do swoich oprawców? Bo ja w chwili zagrożenia na jej miejscu schowałabym się pewnie pod tapicerkę.

Pani Ogórek natomiast, w przerwach pomiędzy posyłaniem nam uśmiechów i całusków, filmowała nas, a potem kierując na siebie ekran telefonu robiła miny. Stałam obok niej. Miałam ją na wyciągnięcie ręki i gdybym chciała być agresywna i ją zaatakować, miałabym taką możliwość co najmniej kilka razy. Ale nie zrobiłam tego. Nic takiego nie miało miejsca.

Zrobiło się zamieszanie, i chodzi mi raczej o to, co działo się po publikacji filmów nagranych przez Was i media obywatelskie obecne na miejscu…

– … filmach, których niektórzy dziennikarze, komentatorzy czy internauci nie obejrzeli, a skomentowali. Zarzucali nam mowę nienawiści i agresję, ale tylko niektórzy przeprosili. Potem w mediach także tych społecznościowych, porównywano naszą akcję do bandyckiego napadu wręcz, a nawet do morderstwa popełnionego przez jakiegoś szaleńca, który wtargnął do biura PiS. I nie robiły tego media prawicowe czy rządowe, przeciw którym demonstrowałam, ale również media, w których obronie tam staliśmy! Niewiele było takich redakcji jak Twoja, które obejrzały film i broniły nas czy tonowały komentarze.

Wielu znanych dziennikarzy i komentatorów życia publicznego dopatrzyło się w Waszej akcji niedopuszczalnej ich zdaniem agresji, ale po jakimś czasie w końcu przeprosiło za swoje wpisy.

– Tylko co z tego? Przeprosiny przyjęte, ale żal pozostał. Bo to właśnie ich pierwsze reakcje spowodowały to, że staliśmy się dla ludzi postronnych bojówkarzami, a wrażenie to spotęgowała publikacja skandalicznego filmu puszczonego przez „Wiadomości” TVP 1, którego staliśmy się mimowolnymi bohaterami. Części z nas pracodawcy powiedzieli ,,żegnam”.

Tobie także…

– Tak. Po 25 latach pracy zwolniono mnie z pracy, a wcześniej mój pracodawca – Poczta Polska otrzymywał donosy. Wszystko przez to, że organizowałam i brałam udział w antyrządowych protestach. Jesteśmy zasypywani falą hejtu – dostaję na portalach społecznościowych po 30-40 wiadomości dziennie i nie są to pozdrowienia. Obrzucono drzwi mojego domu jajkami, odwrócili się ode mnie ludzie, którzy jak się okazuje, nie nadawali się na przyjaciół.

Straciłaś lubianą pracę. Czy ktoś podał Ci pomocną dłoń?

– Ćwierć wieku w jednej firmie to była fajna sprawa, ale wyobraź sobie, że za rządów PiS zmieniło się nastawienie do mnie jako pracownika. To boli. Jako jedyna musiałam codziennie meldować się; znaczy informować, o której przyszłam i o której wyszłam z pracy. Faktury, które podpisywałam, były szczegółowo sprawdzane pod różnym kątem, także u współpracowników. Kto chciałby z taką osobą pracować, która notorycznie jest monitorowana? Ludzie boją się i trudno się dziwić. A na koniec ze stołecznej centrali przyjechał specjalnie do mnie dyrektor z papierami dotyczącymi zwolnienia – dla mnie to wątpliwy zaszczyt. I to są reperkusje za działalność nie w godzinach pracy, tylko w czasie wolnym. Gdzie my żyjemy? Jedyne, co dobre w tym wszystkim to to, że nie zatraciłam wiary w słuszność swojej walki oraz to, że prawdziwi przyjaciele zostali przy mnie. Czy mogę w takim wypadku się poddać?

Zdarzają się sytuacje rodem z komedii albo z filmu szpiegowskiego. Parę dni po opuszczeniu przeze mnie firmy, był u nas z „gospodarską” wizytą ktoś z centrali. Na moim biurku zostało jeszcze kilka drobiazgów do zabrania, bo nie byłam w stanie wziąć swych rzeczy jednorazowo. Na ścianie koło mojego biurka wisiał „Kalendarz Opozycjonisty” z obrazkiem z protestów. Dzień później wszyscy pracownicy zostali postawieni w stan alarmu i poszukiwali, czy w budynku nie wiszą jakieś antypisowskie plakaty lub ulotki.

Wracając do protestu na pl. Powstańców – zarzucają Wam agresję. Co Ty na taki zarzut?

– Kilkadziesiąt miesięcy afer, obrzucania błotem, wyzywania od najgorszych, niezliczona ilość kłamstw i pomówień, kilkaset osób nękanych na przesłuchaniach, w salach sądowych, ciąganych przez policję po bruku, zwolnienie mnie i wielu ludzi z pracy… mam dwa policzki, trzeciego do nadstawiania nie mam.

Rozmawiała Anna Dysińska

#StopNienawiści #StopMowieNienawiści

Zdjęcia Wiesława Piaseckiego pochodzą z 6 lutego sprzed siedziby TVP w Warszawie przy ul. Jasnej – protesty w tym miejscu organizowane przez różne grupy odbywają się rano i wieczorem.