23 lipca 2019

Strona główna Publicystyka Wywiad Musimy istnieć, żeby opowiadać historię naszego środowiska

Musimy istnieć, żeby opowiadać historię naszego środowiska

0
Musimy istnieć, żeby opowiadać historię naszego środowiska

O współpracy z „Naszym Czasopismem”, okolicznościach powstawania nowych mediów w dobie „dobrej zmiany” i oczekiwaniach związanych z marcowym Kongresem Mediów Obywatelskich z Przemysławem Wiszniewskim rozmawia Ewa Krawczyk-Dębiec.

Przemek, dużo działasz na rzecz mediów obywatelskich. Jesteś między innymi wydawcą „NaCzatach” i redaktorem naczelnym „Naszego Czasopisma”.

Musimy istnieć, żeby opowiadać historię naszego środowiska
Fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

„NaCzatach” to jest taka inicjatywa, która powstała rok temu. Redaktorką naczelną jest Halina Flis-Kuczyńska – wieloletnia dziennikarka, która postanowiła wspólnie z Danusią Kuroń zrobić internetową jednodniówkę. Razem ze mną, Pawłem Barańskim i Mateuszem Kijowskim wydaliśmy chyba siedem numerów poświęconych różnym kwestiom, np. polityce zagranicznej, Puszczy Białowieskiej, edukacji itd. Teraz przygotowujemy jednodniówkę poświęconą dewastacji rolnictwa za rządów PiS. (…)

Czym dla Ciebie różni się praca w „NaCzatach” i „Naszym Czasopiśmie”?

W „NaCzatach” zdobywamy teksty osób, które nie występują na ogół pod swoimi nazwiskami. To publicyści, którzy wolą wystąpić pod pseudonimem z różnych względów osobistych lub zawodowych. W „Naszym Czasopiśmie” zdarza się to znacznie rzadziej. Na ogół osoby chcące opisać jakąś sprawę, znane powszechnie „dobre pióra”, początkujący dziennikarze, także politycy i samorządowcy występują pod własnymi nazwiskami. (…)

„NaCzatach” jest tylko w internecie, zaś „Nasze Czasopismo” ma wersję drukowaną oraz portal internetowy. Wersja papierowa „Naszego Czasopisma” wymaga niestety poniesienia większych nakładów finansowych na druk i skład gazety. Tojest kolejna różnica, bo trzeba się w ogóle starać gromadząc środki finansowe, żeby doszło do takiego wydania. Dlatego niektóre numery na przykład łączymy.

Musimy istnieć, żeby opowiadać historię naszego środowiska
Fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że jako społeczeństwo jesteśmy nieodporni na fake newsy. Opinia publiczna w różnym stopniu radzi sobie w odróżnianiu prawdziwych informacji od fałszywych. Informacje wydrukowane również mogą być fałszywe, ale trzeba sobie zadać więcej trudu i wziąć na siebie odpowiedzialność. Pisma są rejestrowane, jest prawo prasowe wyznaczające odpowiedzialność konkretnych osób za publikowane materiały. (…)

Podobno przyszłość jest w internecie. Czy spowoduje on koniec papierowych gazet i przetrwają tylko portale internetowe, takie jak „NaCzatach”?

Zdecydowanie zmienią się proporcje. Będzie więcej internetu, a mniej papieru. Papier powinien zostać taką luksusową formą publikacji, wręcz nobilitującą. Gazety, książki i ich elektroniczne wersje – e-gazety i e-booki będą nadal funkcjonowały obok siebie. Trzeba próbować i jednego i drugiego. Zaletą mediów obywatelskich jest to, że mają każdą formę przekazu.

Dołączyłeś do ekipy „Naszego Czasopisma” niedawno. Pamiętasz kiedy?

„Nasze Czasopismo” powstało na początku 2016 roku, a ja dołączyłem do Was rok temu swoim wywiadem z Jurkiem Owsiakiem. Czyli można powiedzieć, że ten tytuł „Nasze Czasopismo” to jeden z najstarszych tytułów, które się pojawiły w takim szerokim nurcie dziennikarstwa opozycyjnego, co wymuszone zostało dojściem do władzy PiS-u. To można porównać z takim nobliwym „Obywatelem”, który również był drukowany – nie wiem czy pamiętasz – na przełomie 2015 i 2016 roku.

Pamiętam. „Obywatel” był rozdawany na manifestacjach KOD. To były takie duże, zapełnione informacjami czarno-białe płachty.

Taka forma „Obywatela” nawiązywała do tradycji czasopism bezdebitowych, które były wydawane za komuny w latach 80-tych ubiegłego wieku. W latach 70-tych rodził się ruch opozycyjny, dysydencki i była gwałtowna potrzeba wydawania czasopism, które by były w opozycji do oficjalnej propagandy komunistycznej. „Obywatel”, który wydawała Natalia Jarska, Małgosia Maruszkin i Dorota Szwarcman, nawiązywał nawet formalnie do tych „bibuł” wydawanych na czarno-białych powielarkach.

Czy powstawały też inne inicjatywy związane z mediami obywatelskimi?

„Obywatel” był wydawany w związku z rodzącym się ruchem KOD. Zaraz potem okazało się, że jest potrzeba ciągłego umieszczania informacji i zapoznawania z różnymi treściami publicystycznymi. Dlatego powstał mający tylko wymiar internetowy portal „ruchkod.pl”, którym kierowała Beata Kolis. Od tej pory była już cała lawina tytułów. Jedne jeszcze są, innych nie ma. Był „Dekoder”, Ewa Wanat, która wyszła z telewizji, zrobiła „Medium Publiczne”, było też „Studio Opinii”, a Magda Jethon powołała portal „KODUJ24.pl”. Nastąpił rozkwit tytułów.

Kojarzę też „Wiadomo.co” Przemysława Szubartowicza, „Skwer Wolności” Kasi Wyszomierskiej, która wcześniej była redaktorką portalu KOD Mazowsze, czy „OKO.press” Piotra Pacewicza. (…) Wydawane w różnych cyklach, są komplementarne i nie powinny rywalizować ze sobą, ale wspierać się. Być może jakieś ambicje grają rolę i tego nie da się uniknąć. Ale te media muszą współpracować, bo mamy bardzo groźnego przeciwnika i troszeczkę w opozycji do siebie też prasę komercyjną. Nawet jeżeli media komercyjne są opozycyjne, to pozostają w stosunku do nas w rywalizującej roli, bo wchodzimy na ich rynek. (…)

Jaka jest obecnie rola mediów obywatelskich?

Media obywatelskie nie unikają tematów ogólnych, jakie też są w mediach komercyjnych. Musimy jednak istnieć, żeby opowiadać historię naszego środowiska opozycji ulicznej. Prasa komercyjna nie zawsze jest chętna i ma czas, żeby nam towarzyszyć. My mamy obywatelski obowiązek, żeby o tym, co robimy opowiadać i to nagłaśniać. Dlatego na przykład w „Naszym Czasopiśmie” powstał cykl „Kobiety Demokracji”, w którym Kasia Wyszomierska prezentuje sylwetki naszych opozycjonistek, o których media komercyjne nie wspominają, albo nie wiedzą, że takie osoby są.

Kiedy pojawił się ruch KOD, zacząłem nagrywać video na bylejakim sprzęcie, żeby dokumentować. Czułem, że dzieje się historia. Przez pierwsze pół roku biegałem z tym swoim aparatem i kręciłem filmiki z różnych pikiet i manifestacji. Chciałem, żeby znalazł się ktoś, kto to pociągnie dalej i rozszerzy. Pojawił się Mariusz Malinowski, który wymyślił „Video-KOD” – obecnie największą Sieciową Telewizję Obywatelską. Działają rówlnolegle „Włodek Ciejka TV”, „Wolne-media” Adama Wiśniewskiego, fotoreporterzy, m.in. Renata Zawadzka Ben-Dor, Kasia Pierzchała, Rafał Łuczkiewicz, Beata Chojnacka. Wydany został nawet album fotograficzny z kontrmiesięcznic. Ci ludzie, angażując się zupełnie charytatywnie i poświęcając swój prywatny czas dokumentują naszą działalność i pokazują ją na bieżąco. Dzięki temu działania opozycji ulicznej nie są anonimowe. Media obywatelskie pokazują, że nie jesteśmy sami ze swoimi poglądami i warto się zaangażować. Pokazują władzy, jaki napotka opór, jeśli będzie działać wbrew społeczeństwu, oraz światu, że Polacy nie są bierni.

Jesteśmy dziennikarzami mediów obywatelskich. Czy jest coś, co nas definiuje?

Obecnie pojawia się ciekawa podwójna rola dziennikarza, którą opisał cztery lata temu w powieści „Solfatara” Maciej Hen. Dziennikarz obserwujący rewoltę miał dylemat czy tylko relacjonować i być bezstronnym dziennikarzem, czy też uczestniczyć i opowiedzieć się po jednej ze stron. Ten dylemat pod względem etycznym nie jest rozwiązywalny, chociaż uważam, że w tej chwili mamy do czynienia z sytuacją zupełnie precedensową. Demokracja w Polsce jest bardzo zagrożona i jeżeli dziennikarze trochę odejdą od tych standardów bezstronności i pluralizmu, to nie uchybią godności swojego zawodu.

Czy potrzebujemy pluralizmu w przekazie?

Dobrze, że nie ma wspólnego przekazu, bo bylibyśmy wtedy nudni. Jesteśmy, z racji naszych poglądów, bardzo specyficzni. Lubimy być indywidualistami, iść pod prąd i nie grać w jednym, zgodnym, wspólnym chórze. Prasa prawostronna, konserwatywna, daje sobie narzucić „przekaz dnia”. My nie jesteśmy do tego zdolni. To jest nasza chwała i nasze przekleństwo. Gdybyśmy powtarzali jeden komunikat wszyscy naraz, bylibyśmy bardziej skuteczni. Zależy nam przecież na tym, żeby powróciła demokracja, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że przestaniemy być wtedy potrzebni. Media komercyjne wiedzą, że są tytułami, które chcą być bez względu na to, kto jest u władzy. My zostaliśmy stworzeni z potrzeby chwili i trzeba wymyślić naszą wizję za kilka lat. (…)

Rozwijając temat strategii mediów obywatelskich. 16 marca odbędzie się Kongres Mediów Obywatelskich. Czego spodziewasz się po tym wydarzeniu?

Musimy istnieć, żeby opowiadać historię naszego środowiska
Fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Z jednej strony, żebyśmy się określili na przyszłość i pokazali sobie, że jest nadzieja, że będziemy trwali, że to dobry sposób, żeby kolejnej władzy patrzeć na ręce. Tak jak od początku w ruchu KOD wiadomo było, że nie poprzestaniemy po upadku rządów PiS i będziemy obserwować, co robi władza, bez względu na to, kto będzie ją sprawował. Poza tym to, że opozycja wygra nie oznacza, że znikną podziały w społeczeństwie. Nadal będą ruchy nacjonalistyczne, antyżydowskie, antykobiece. Do tej pory nie poradziliśmy sobie z tym i są małe szanse, że rozwiążemy te problemy. O tym trzeba pisać, bo to są problemy ponadczasowe. Po 1989 roku one nabrzmiewały. Nie były tak uwydatnione jak obecnie, ale były, tylko że je ignorowano.

Po drugie spodziewam się, że po Kongresie, jak się spotkamy wszyscy i porozmawiamy, to nasze nastawienie wzajemne do siebie będzie lepsze i bardziej życzliwe. Chciałbym, aby pozwoliło to na wyeliminowanie działań, które zmierzają do wzajemnej eliminacji. Wzorem polityków budujących Koalicję Europejską, my też powinniśmy dążyć do zbudowania koalicji mediów opozycyjnych.

Jeżeli Kongres Mediów Obywatelskich miałby służyć temu, że zaczynamy myśleć o przyszłości, to gdyby padła propozycja stworzenia skupiającej media Obywatelskiej Agencji Informacyjnej, jak wyobrażałbyś sobie wówczas wzajemną współpracę?

Na pewno taka Agencja musiałaby mieć formę konfederacyjną, pozbawioną hierarchii, bez żadnej „czapy”, służebną wobec poszczególnych tytułów, ale i partnerską. Inna forma spowodowałaby niedopuszczalne ograniczanie mediów.

Jeżeli Obywatelska Agencja Informacyjna skupiałaby media i dzięki niej lepiej byśmy się znali, wymieniali informacje i myśleli o zdobywaniu wspólnego finansowania, to miałoby istotną wartość. Pozwoliłoby to nam na budowanie przyszłości mediów obywatelskich w Polsce, a z ich pomocą także społeczeństwa obywatelskiego. Do Agencji w takiej postaci chętnie bym przystąpił.

Cały artykuł znajdziecie na – http://naszeczasopismo.com.pl/

Więcej o Kongresie Mediów Obywatelskich – https://www.skwerwolnosci.eu/a/2019-02-22/spotkajmy-sie/

Zgłoszenia mailowe – kongres.mediow.obywatelskich@skwerwolnosci.eu