22 lipca 2019

Strona główna Publicystyka Relacje Party trwa, rachunek zapłacą wnuki…

Party trwa, rachunek zapłacą wnuki…

0
Party trwa, rachunek zapłacą wnuki…
Fot. Krystyna Karcz

Jak obecne „rozdawnictwo” wpłynie na sytuację kraju w zakresie ekonomii i jakie ma przełożenie na zobowiązania Polski wobec Unii? Dlaczego zwiększający się deficyt budżetowy „wypchnie” nas na obrzeża UE? Jak działa unia walutowa?

Na te i inne pytania odpowiadał prof. dr hab. Tadeusz Kowalski podczas wykładu zorganizowanego w ramach Klubu Obywatelskiego w Gorzowie Wlkp.

Od piętnastu blisko lat jesteśmy obywatelami Unii Europejskiej, dlatego tak ważne było spotkanie na temat naszej obecności w strukturach, które odbyło się w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie Wlkp. Dotyczyło głównie ekonomii, ale poruszane były też zagadnienia podstawowe jak zadania UE, obowiązki i przywileje wynikające z przynależności do struktur, najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego. Nas jednak zainteresował wątek finansowania obietnic wyborczych PiS, którym żyje suweren (o „trzynastce” dla emerytów i kosztach tej obietnicy piszemy w artykule „Ktoś ma nas za idiotów„). Ekonomiści, w tym także gość Klubu Obywatelskiego, uważają, że realizacja obietnic wyborczych zmieni rating Polski i bezpieczeństwo finansowe naszego kraju.

Konsympcja zamiast inwestycji w rozwój

Party trwa, rachunek zapłacą wnuki
Fot. Krystyna Karcz

O naszej sytuacji w przyszłości profesor mówił bardzo krytycznie. – Naszym głównym problemem, jeśli chodzi o przyszłość, jest siła robocza – podkreślał profesor. – Nam zabraknie siły roboczej. Zamiast inwestować w rozwój, nie inwestujemy, tylko przepychamy pieniądze z jednej kieszeni do drugiej i finansujemy bieżącą konsumpcję. Nie chcę Państwa straszyć, ale decyzje ekonomiczne podejmowane w 2018 roku będą odczuwalne w 2019, ale to jest nic, bo one będą miały niekorzystne skutki długofalowe. Cały czas jesteśmy na jakimś party, za który rachunek będą płaciły nasze wnuki. Czarno to widzę, jeżeli ten sposób rozrzutności publicznych pieniędzy będzie kontynuowany. Wydajemy bardzo dużo pieniędzy, które idą indywidualnie do maksymalnie szerokiej grupy, czyli do wyborców. Natomiast nie idą na rozwiązania systemowe – nie ma pieniędzy dla szpitali, żłobków, przedszkoli, wszystkich tych elementów, które budują poczucie bezpieczeństwa socjalnego. Malejąca aktywność kobiet na rynku pracy odbije się za 35-40 lat. One za te kilkadziesiąt lat powiedzą: „dajcie nam wsparcie, bo emerytury są niewielkie”.

Posted by Irena Leśniak on Monday, February 25, 2019
Party trwa, rachunek zapłacą wnuki
Fot. Krystyna Karcz

Gdyby to środki zostały przekazywane systemowo, na przykład na stworzenie miejsc pracy, to zdaniem gościa spotkania, zapewniałyby sieć bezpieczeństwa socjalnego tak potrzebnego pokoleniu, które wchodzi na rynek pracy. A dochodzą jeszcze procedury unijne. – Kraj, który ma deficyt budżetowy większy niż 3%, podlega tak zwanej „procedurze nadmiernego deficytu”; musi się co pół roku „spowiadać”. – I jak dodawał profesor, „to nie jest to najmniejszy problem”, bo tym realnym jest zmiana statusu naszego państwa z dobrze zapowiadającego się, na państwo pogrążające się w chaosie ekonomicznym.

Żyjemy na koszt dzieci i wnuków

– Decyzje podejmowane w 2018 roku zaowocują sytuacją za kilkadziesiąt lat – dodał. – Mnie już nie będzie, ale część Państwa będzie musiała dźwigać ten ciężar finansowy. Czy mamy prawo zwiększać deficyt budżetowy dla korzyści wyborczej? Czy jako wyborcy musimy godzić na taką sytuację?

Spotkanie było ciekawe, i jak dodawali uczestnicy – za krótkie.

AD