Po nowemu, czyli chaos i przepełnienie

Po nowemu, czyli chaos
polecamy

Rekrutacja do liceów i techników w roku podwójnego naboru będzie trudna. Znaczenie będzie miał każdy zdobyty punkt. Od początku roku szkolnego duża grupa uczniów próbowała wywalczyć wolny wstęp do wybranej szkoły dzięki tytułowi laureata konkursu przedmiotowego lub finalisty olimpiady. Próbowała…

Dziś, gdy wiele tysięcy ósmoklasistów i gimnazjalistów odpadło już w tych zmaganiach, gra toczy się o łatwiejsze do uzyskania punkty za inne osiągnięcia, pomniejsze„konkursy i zawody.

O nadzwyczajnym zainteresowaniu uczniów tymi konkursami wiedzą ich organizatorzy. Na stronie popularnego Olimpusa, który jest potentatem, jeśli chodzi o ilość propozycji dla uczniów, czytamy: „W związku z bardzo dużym zainteresowaniem olimpiadami w Sesji zimowej (Olimpus, Olimpusek oraz Zadania logiczne) i liczbą uczestników przekraczającą nasze prognozy informujemy, że opracowanie i przesłanie wyników w/w olimpiad będzie opóźnione o przynajmniej dwa tygodnie.”

Marzenia o renomowanym liceum

Anka ma 15 lat i uczy się w dobrym stołecznym gimnazjum. Do niedawna najlepszym w dzielnicy, ale dziś to już fakt, który nie ma znaczenia. Anka chce dostać się do jednego z obleganych stołecznych ogólniaków, wie jednak, że będzie trudno. Także dlatego, że warszawskie licea jak na złość otwierają w tym roku mniej klas z jej wymarzonym profilem – z rozszerzoną historią i WOS-em. Taka klasa zniknęła właśnie z oferty LO Czackiego – a to był przedmiot jej skrytych marzeń. Na domiar złego Ance, mimo że bardzo się starała, podwinęła się noga w konkursach przedmiotowych. Z historii zabrakło jej jednego punktu do awansu do finałowej rozgrywki. A w trakcie rejonowego etapu języka angielskiego dopadła ją angina. Teraz robi co może, by odrobić straty. Powinna koncentrować się na nauce do egzaminów, tymczasem próbuje szczęścia w kolejnych konkursach, choć wie, że one zabierają jej czas i odciągają od lekcji. W jej szkole teraz, na ostatniej prostej, nie ma tygodnia bez jakiegoś konkursu. Dyrekcja stara się, by uczniowie mieli szanse na dodatkowe punkty. W ubiegłym tygodniu Anka pisała dwa różne konkursy z języka angielskiego jednego dnia!

Zbawcza moc kilku punktów

Uczniowie tacy jak Anka, ambitni i pracowici, dobrze wiedzą, że rekrutacja 2019 to nie przelewki. W tym roku szczególną moc będą miały te dodatkowe punkty – przyznawane za osiągnięcia w konkursach wiedzy i zawodach artystycznych czy sportowych. Pozornie jest ich niedużo – raptem 18 na 200 możliwych do zdobycia. A mimo to one właśnie będą przysłowiowym języczkiem u wagi. Będą przesądzać o ostatecznych wynikach rekrutacji.
Dlaczego? Otóż poważni kandydaci do lepszych szkół i bardziej obleganych klas będą dość jednorodną grupą. To uczniowie z bliskimi maksimum notami za oceny z czterech przedmiotów i za końcowy egzamin, a także z punktami za pasek na świadectwie i z udokumentowanym wolontariatem. Tak – wszystko na to wskazuje – będzie w przypadku Anki. Jeśli powiedzie się jej na egzaminie, powinna mieć około 160 punktów. Jeśli na dodatek wywalczy kilka czy nawet kilkanaście punktów za konkursy – zyska przewagę nad innymi i przesunie się w rekrutacyjnym wyścigu do przodu. Przy dużym szczęściu w jej zasięgu znajdą się najbardziej klasy – gdzie progi sięgną na pewno 170–175 punktów.

Zdobycie tych dodatkowych punktów nie jest oczywiście proste. Konkursy i zawody na szczeblu powiatu dają zaledwie 1 punkt rekrutacyjny, na szczeblu wojewódzkim – 2 punkty, na ogólnopolskim – 3 punkty, na międzynarodowym – 4 punkty. Więcej – 7 punktów – dostają finaliści konkursów kuratoryjnych. Mimo to w tym trudnym roku nie zabraknie uczniów, którzy będą mieli udokumentowane sukcesy w kilku czy nawet kilkunastu konkursach. Zwłaszcza, że liczą się osiągnięcia z kilku lat.
Niestety listy punktowanych konkursów to chyba najsłabsze ogniwo przepisów rekrutacyjnych.

Amatorzy z Sierpca piszą bajki

Konkursy, w których brała w ostatnim czasie Anka, zaaprobowane przez jej macierzystą szkołę, lepiej lub gorzej sprawdzały wiedzę z historii, angielskiego, chemii czy ekologii. Z powodu ich tegorocznej popularności trudno będzie jednak o punktowane miejsca. Ale pula konkursowa na Mazowszu jest znacznie obszerniejsza, a w kuratorium nikt nie czuwa nad tym co trafia do pojemnego worka z konkursami. Spójrzmy na listę. Poznaliśmy ją 25 lutego. Pomieszczono na niej 1164 konkursy, które zdaniem kurator Aurelii Michałowskiej szkoły powinny uwzględnić w postępowaniu rekrutacyjnym.

Lektura tej listy budzi zdziwienie, a nawet niedowierzanie. Bo obok poważnych przedsięwzięć, co do których można mieć nadzieję, że trzymają poziom, mamy prawdziwy festiwal różności. Jest mnóstwo lokalnych inicjatyw i wysyp przodowników pracy w kreowaniu nowych konkursów. Uwagę zwraca na przykład Sierpc z 43 własnymi konkursami wpisanymi na kuratoryjną listę. Niewielki pod względem liczby ludności powiat sierpecki zapewnia swoim uczniom całkiem pokaźną pulę punktów – tylko się schylić. Tematyka jest zróżnicowana, ale często nie poraża powagą. Są na liście takie konkursy jak: „Amatorzy z Sierpca piszą bajki dla dzieci”, „EKO jazdy na byle czym”, „EKO MODA”, „Człowiek, zdrówko i ja”. Aż 38 konkursów wpisały na listę Mazowieckiego Kuratorium Oświaty niewielkie Siedlce. Siedlce biją Sierpc rangą swoich konkursów: „Festiwal Piosenki o Zdrowiu”, „Festiwal Kultury Chodów”, „Kolędowe serce Mazowsza” i jeden z trzech konkursów recytatorskich mają tu rangę imprez wojewódzkich. A dwie edycje zawodów sportowych dla gimnazjalistów – imprez międzynarodowych!

Nasuwa się pytanie, czy aby na pewno ta hurtowa działalność idzie w parze z troską o jakość? Czy nie jest tak, że niektóre konkursy organizowane są tylko po to, by zapewnić punkty garstce startujących w nich dzieci?

W soboty do szkoły!

Tuż przed świętami do tzw. konsultacji trafiło razem z innymi dziesięcioma rozporządzenie mówiące o 6-dniowym tygodniu nauki. Miało przejść niezauważone, ale rozpętała się burza. Dwa dni temu MEN wydało dziwny komunikat, w którym jest mowa o tym, że: współczynnik zmianowości wynoszący co najmniej 2, daje możliwość prowadzenia zajęć przez 6 dni w tygodniu przez cały rok szkolny. Dalej czytamy: "Takie sytuacje zdarzają się sporadycznie i wynikają przede wszystkim z sytuacji losowych, np. przerwy w pracy szkoły spowodowanej awarią, epidemią, warunkami atmosferycznymi, itp."Jak się łączy jedno z drugim, nie wiadomo, zwłaszcza, że dyrektor szkoły, który planuje 6-dniowy tydzień nauki jest zobowiązany powiadomić organ prowadzącego, uczniów i rodziców jeszcze przed wakacjami. Który dyrektor przewidzi awarię, epidemię czy klęskę żywiołową? Chyba że te określenia odnoszą się do skutków reformy, to wtedy da się to zrobić.Jeszcze raz cytujemy cały przepis:§ 21.1.W zależności od warunków pracy szkoły zajęcia dydaktyczno-wychowawcze, z wyjątkiem szkół prowadzących kształcenie w formie stacjonarnej lub zaocznej, mogą być realizowane przez pięć lub sześć dni w tygodniu, z uwzględnieniem ust. 2 i 3.2. Szkoły podstawowe, w których współczynnik zmianowości, oznaczający stosunek liczby oddziałów do liczby pomieszczeń, w których odbywają się zajęcia dydaktyczno-wychowawcze, wynosi co najmniej 2, mogą prowadzić zajęcia przez pięć lub sześć dni w tygodniu przez cały rok szkolny albo stosować – w zależności od pory roku – przemienny system organizacji tygodnia pracy. Decyzje w tych sprawach podejmują dyrektorzy szkół po zasięgnięciu opinii rady szkoły, jeżeli została utworzona i rady pedagogicznej.3. Dyrektorzy szkół niewymienionych w ust. 2 decydują o organizacji tygodnia pracy we własnym zakresie, po zasięgnięciu opinii rady szkoły, jeżeli została utworzona i rady pedagogicznej, natomiast w szkołach prowadzących kształcenie zawodowe, organizujących praktyczną naukę zawodu na podstawie umowy z innymi podmiotami – także w porozumieniu z tymi podmiotami. Dyrektorzy szkół powiadamiają, przed rozpoczęciem ferii letnich, organ prowadzący szkołę, uczniów i ich rodziców o organizacji tygodnia pracy.

Posted by NIE dla chaosu w szkole on Sunday, 30 December 2018

Nierówno i niesprawiedliwie

Zróżnicowana aktywność poszczególnych powiatów w powoływaniu do życia konkursów oznacza, że szanse dzieci zależą od miejsca zamieszkania. Oczywiście w wojewódzkim konkursie organizowanym przez Siedlce mogą startować uczniowie z całego Mazowsza. Mogą, o ile dowiedzą się o jego istnieniu. To problematyczne, bo akcja informacyjna jest znikoma. Na dodatek często do udziału w konkursie uczeń nie może się zgłosić samodzielnie – zgłoszenie powinna wystosować szkoła. A przekonanie szkoły, by dała szansę Wackowi czy Małgosi w konkursie rozgrywanym w odległej miejscowości jest trudne. Dla szkoły to niepotrzebny kłopot. Ciąży na niej obowiązek zapewnienia uczniowi opieki w drodze na zawody, czy rozdanie dyplomów – trzeba więc często dwukrotnie wydelegować nauczyciela, zorganizować za niego zastępstwa, opłacić mu przejazd. Statystyczny dyrektor jest więc ostrożny.

W relatywnie lepszej sytuacji są często uczniowie szkół niepublicznych, bo ich dyrektorzy chętniej ponoszą trudy organizacyjne i dodatkowe koszty. Nic dziwnego: w mniejszych szkołach jest łatwiej, jest więcej czasu, klasy są mniejsze, jest większy zapał do dodatkowej pracy z uczniem. Swoją rolę gra też fakt, że szkoła niepubliczna potrzebuje sukcesów, którymi może pochwalić się podczas rekrutacji.

Szanse na dodatkowe punkty zależą nie tylko od szkoły i gminy, ale także od województwa. Mazowiecka lista 1164 konkursów to nie jest rekord. Śląskie kuratorium wpisało na swoją listę aż 1878 konkursów. Ale bywają i powściągliwsi kuratorzy. Wrocławskie kuratorium zaaprobowało 230 konkursów, przy czym dla każdego z nich precyzyjnie określono za jakie miejsca przyznane będą punkty. W zachodniopomorskim lista obejmuje 84 konkursy (wiedzy i artystyczne) oraz rozliczne zawody sportowe. Kieleckie kuratorium ma na liście raptem 28 konkursów i zawodów dla szkół podstawowych i 23 dla gimnazjów. Do tego dochodzą oczywiście zawody sportowe. Najskromniej jest chyba w województwie małopolskim – punktowanych „niekuratoryjnych” konkursów jest raptem kilkanaście i prawie wszystkie osnute są wokół tematyki historyczno-patriotycznej. Uczniowie – entuzjaści nauk przyrodniczych czy ścisłych, ale także młodzi lingwiści, w Małopolsce nie mają najmniejszej szansy na dodatkowe punkty w rekrutacji z puli „dodatkowe osiągnięcia”.

Są województwa, w których listy, choć bardzo obszerne, nie wyczerpują wszystkich możliwości. Kuratorzy dołożyli tam podpunkt: „W przypadku uzyskania przez ucznia wysokich miejsc w zawodach wiedzy, artystycznych i sportowych, które nie zostały umieszczone w ww. wykazie, dyrektor szkoły dokonuje analizy regulaminu tych zawodów i na tej podstawie dokonuje wpisu na świadectwie uznając odpowiednio za wysokie zgodnie z informacją powyżej.” Wspaniałomyślne. Tyle tylko, że to pod czym podpisała się kurator Aurelia Michałowska w Warszawie, raczej nie przyjdzie do głowy żadnemu dyrektorowi, bo nikt na własne ryzyko nie uzna za poważny sukces nagrody w jakimś mikroskopijnym konkursie plastycznym, czy w plebiscycie na najzabawniejsze przebranie z surowców wtórnych…

Diabeł tkwi w szczegółach

Są też inne problemy, o których kuratoria wolą nie pamiętać. Wątpliwości budzą mianowicie komercyjne konkursy. Jest sporo szkół, które do tej pory celowo je ignorowały, robiąc wyjątek tylko dla najbardziej renomowanych, takich jak Kangur Matematyczny czy Lwiątko (fizyka). Tak było w szkole moich dzieci. Chodziło o to, by nie różnicować uczniów ze względu na status materialny rodziców rozgrywanymi z dużą częstotliwością Olimpusami, Albusami i Matami, z których każdy wiąże się z opłatą. W tym roku ta szkoła uznała jednak, że trwanie przy tej słusznej strategii na tyle mocno krzywdzi uczniów z podwójnej rekrutacji, że te obiekcje trzeba schować do kieszeni. Ale przecież w latach wcześniejszych trzymano się zdrowej zasady wstrzemięźliwości. Kończący dziś naukę uczniowie mają mniej sukcesów na koncie, bo ich szkoła dbała wcześniej o umiar…

Sukcesy liczone w tegoroczne rekrutacji dotyczą długiego okresu – w szkołach podstawowych obejmują klasy IV–VIII, a w gimnazjum – ostatnie trzy lata. Często problemem technicznym staje się już samo wpisanie tak wielu konkursówna świadectwie. Są na to przecież przewidziane zaledwie trzy linijki.

Nie wiadomo, jak interpretować przepis, że za jeden konkurs przyznaje się jednokrotnie punkty, mimo zwycięstwa rok po roku. Na ten temat snują rozważania bywalcy forów edukacyjnych. Oto próbka: „Na przykład pięć różnych konkursów matematycznych – będzie uwzględniane, do wypełnienia limitu punktów. Jako jeden będą liczone np. dwa Olimpusy, dwa Kangury itd. Jeśli chodzi o Losy żołnierza, to co roku jest inny zakres konkursu, więc nawet dwa Losy powinny być liczone jako dwa odrębne konkursy.” Tak to interpretuje jedna z mam. Niekoniecznie musi to być zbieżne z tym, co zasądzą komisje rekrutacyjne w poszczególnych szkołach. Z lat ubiegłych wiemy, że te interpretacje potrafią się zresztą różnić między sobą w obrębie tego samego miasta, czy dzielnicy.

Wątpliwości budzi też sam termin „wysokie miejsce”. Wprawdzie kuratoria doprecyzowały to w tym roku (dla przykładu w Mazowieckim chodzi o miejsca od 1 do 10 w zawodach międzynarodowych i ogólnopolskich, od 1 do 5 – w zawodach wojewódzkich i od 1 do 3 – w zawodach powiatowych), ale to nadal za mało. Bo mamy przecież mieszankę konkursów, z których jedne mają wiele tysięcy uczestników, a inne kilkudziesięciu lub nawet kilkunastu. Na dodatek jedni organizatorzy dublują przyznawane miejsca (Olimpus), a inni nie przyznają miejsc tylko tytuły. Można sobie łatwo wyobrazić powiatowy konkurs z udziałem 20 uczestników przyznający trzy pierwsze miejsca, pięć drugich i dziesięć trzecich (nikt tu nie nakłada ograniczeń). A na drugim biegunie jest Kangur Matematyczny, który ma setki tysięcy uczestników (w ubiegłym roku 370 000) i nie podaje kolejności (choć mógłby), a punktowany w rekrutacji tytuł Laureata przyznaje zupełnie nielicznym uczestnikom. Tymczasem kangurowy tytuł „bardzo dobry”, ignorowany w rekrutacji, to jest i tak zdecydowanie więcej niż zwycięstwo w wielu niszowych zawodach matematycznych.

Rodzic znakomitym menadżerem

Już dziś wiadomo, że w podwójnej rekrutacji sytuacja uczniów z bardzo dobrymi wynikami, ale bez dodatkowych punktów, będzie trudna. Tymczasem realia są takie, że te punkty często nie trafiają do uczniów zasługujących na wyróżnienie. Obok finalistów konkursów przedmiotowych, którzy wykazali się i zdolnościami i wielką pracowitością, mamy ciułaczy drobnych punktów w pseudokonkursach.

Pół biedy, jeśli ci ciułacze sami zadbali o siebie. Niestety, doświadczenie uczy, że często największe kawałki tortu dostają w rekrutacji dzieci zapobiegliwych rodziców. Pomijam tu rodzicielskie inicjatywy w organizowaniu nowych konkursów, bo choć i to ma miejsce, to jednak jest to margines. Zazwyczaj to są inne działania: Wyszukiwanie ofert konkursowych, dbanie o terminy, mobilizowanie dziecka do startów – zdarza się, że nawet brew jego woli i przymuszanie szkoły do wyrażenia zgody na udział. W przypadku prac powstających w domu nierzadko jest też daleko idąca pomoc w wykonaniu plakatu, kartki świątecznej, czy szopki. Potem jest gromadzenie dyplomów i egzekwowanie wpisów na świadectwie w macierzystej szkole. I wreszcie pertraktacje z komisjami rekrutacyjnymi w szkołach średnich, by uwzględniły te punkty.

Niestety istniejący system sprzyja nadmiernemu angażowaniu się rodziców. Bo jest bałagan, bo jest wiele niejasności. Na szkolne komisje rekrutacyjne spada obowiązek podjęcia ostatecznej decyzji. Często nauczyciele mają wątpliwości, ale dla świętego spokoju ustępują, żeby nie wchodzić w czasochłonne spory z rodzicami. Każdy sekretariat obleganego liceum drży przed wchodzącymi zamaszystym korkiem ojcami-prawnikami…

W tym roku prace komisji rekrutacyjnych będą przebiegały w szczególnie złych warunkach. Napięcia będą duże. A praca komisji będzie szczególnie trudna. Trzeba będzie przetrawić podwójną liczbę podań. Liczba odwołań od podjętych decyzji może być rekordowa.

Choć niewiele mnie już dziwi, to jednak zachodzę w głowę, dlaczego w roku podwójnego naboru nikt nie miał odwagi, by kwestie dotyczące dodatkowych punktów za osiągnięcia uregulować, czyniąc rekrutację sprawiedliwszą i przejrzystszą.

Janina Krakowowa

Artykuł pochodzi ze współpracującego z nami portalu NIE DLA CHAOSU W SZKOLE, który prowadzi akcje informacyjną dot. m.in. strajku nauczycieli szkolnego.


Polub nas na Facebooku