Dość!

-

Plakaty na oknach szkół i plakietki na piersi nauczycieli, a na nich czarny wykrzyknik na pomarańczowym tle. Protest nauczycieli i pracowników „niedydaktycznych” przybiera na sile. Dokąd zmierza spór między pracownikami szkół i przedszkoli, a MEN? Sfrustrowani sytuacją w edukacji i podejściem ministerstwa, nauczyciele mówią DOŚĆ!

Jednym z najczęściej poruszanych postulatów, jest przepaść pomiędzy wynagrodzeniem nauczycieli a nakładem pracy, odpowiedzialności i wymagań stawianych przez system edukacji, kuratoria, a także rodziców. Częstsze są już głosy, że tak powszechna opinia o 18 godzinach pracy to mit, gdyż nauczyciele pozostają do dyspozycji dyrektora do 40 godzin tygodniowo. Praca nauczyciela, wiele innych “wliczonych w pensję” dodatkowych i nieewidencjonowanych obowiązków, które wrzucane są do 40-godzinnego „wora bez dna”. Z wyliczeń, często daje to sumę ponad 50 godzin tygodniowo. Przy obecnym systemie wynagradzania według kryteriów MEN, szybko wypala się „poczucie misji” zastąpione przez gonitwę o dodatkowe godziny czy zajęcia „po pracy” aby dorobić do pensji, która w przypadku nauczyciela stażysty wynosi około 1800zł netto. Czy wynagrodzenia MEN są w zgodzie z realiami rynkowymi? Ile powinien zarabiać profesjonalista, który bierze prawną odpowiedzialność za grupę nieletnich, ich przygotowanie do dorosłego życia; specjalista, który jest nie tylko „narzędziem” do wtłaczania wiedzy, ale często przejmuje rolę opiekuna, mentora… a w wielu przypadkach – rodzica? Ile warta jest edukacja naszych dzieci? Pojawiają się wypowiedzi akceptujące pomysł etatów w wymiarze zbliżonym do 40 godzin, pod warunkiem wynagrodzenia zgodnego z realiami rynkowymi i konkurencyjnego na tle innych zawodów z tak wysokimi wymaganiami.

Nierealistyczny, przeładowany program

Następnym zarzewiem protestu jest, w ocenie wielu nauczycieli, kolejna nieudolna pseudo-reforma, której efektem jest przeładowany i nierealistyczny program nauczania. Ilość materiału do zrealizowania nie pozostawia czasu na refleksję, debatę czy analizę informacji.

W efekcie, kolejne tematy lekcji są realizowane „taśmowo” według starej i wyśmiewanej metody 3Z – Zakuj, Zdaj, Zapomnij. Pojawiają się już coraz liczniejsze głosy przerażenia ze strony rodziców: dzieci w klasach 7 i 8, uczące się do pierwszej lub drugiej nad ranem, rezygnacja, poczucie bezcelowości i stopniowe „tonięcie” w odmętach edukacyjnej otchłani. Padają zarzuty, że szkoła zaczyna wręcz „ogłupiać” młodzież, gdyż nie ma w niej czasu na rozwój wartości społecznych, myślenia nieszablonowego, umiejętności pracy w grupie – czy najzwyklejszej radości z odkrywania wiedzy. Efektem może być całkowity brak przygotowania przyszłych pracowników do wymagań stawianych przez rynek i wyzwań przyszłości. Ponadto, może dojść do sytuacji, w której tylko nieliczne dzieci będą w stanie przyswoić natłok materiału i kontynuować naukę w szkołach średnich i wyższych, rozwijając własne zainteresowania. Pozostali będą musieli zadowolić się szkołami zawodowymi, dzisiaj nazywanymi „branżowymi”.

Kto zechce uczyć dzieci?

Pojawiają się także wnioski o uwolnienie sztywnego systemu płac i awansu nauczycieli, który nie zachęca do kariery w zawodzie nauczyciela. Do tej dyskusji coraz częściej przyłączają się głosy zrozumienia ze strony władz samorządowych, którym zależy, aby w szkole pracowali zadowoleni, doświadczeni i zmotywowani nauczyciele, gdyż to przekłada się bezpośrednio na wysiłek wkładany w pracę. Można by skwitować sytuację stwierdzeniem „Skoro komuś źle, niech znajdzie inną pracę!”. Jeśli tak, możemy stanąć wobec sytuacji, gdzie nie będzie chętnych i dobrze wykwalifikowanych nauczycieli, chcących poświęcić czas i energię do pracy w szkołach. Trudno jednak mówić o ważnej i fundamentalnej roli edukacji w sytuacji, kiedy pojawiają się wesołe komentarze porównujące wybór kariery pomiędzy pracą w szkole…a dyskoncie spożywczym (z jak największym szacunkiem dla tego drugiego). Absolwenci uniwersytetów otwarcie mówią, że praca w szkole jest wyborem „awaryjnym”, jeśli nie uda się znaleźć lepszej oferty pracy.

Należy się więc poważnie zastanowić czy protest (a w konsekwencji strajk i zatrzymanie pracy szkół) będzie jedynie utrudnieniem życia rodzicom i dzieciom. Czy będzie strajk w czasie egzaminów i matur? Jest to bardzo prawdopodobne w sytuacji, kiedy rząd rozdaje na prawo i lewo rozmaite „wyborcze paróweczki”, a jednocześnie omija nauczycieli niczym trędowatych. Czy nauczyciele zatrzymają pracę szkół? Trudno wyobrazić sobie inną formę, która skutecznie dotrze do ciągle uśmiechniętego oblicza ministerstwa. Być może protest leży także w interesie naszym i przyszłości naszych dzieci. Warto więc rozważyć, czy nie jest to także walka rodziców i dzieci o lepsze jutro, w której należy „stanąć murem” za nauczycielami.

Paweł Fiałkowski

Tekst pochodzi z https://dekoder.com.pl/

Najnowsze

Uznany fotograf, autor teatralnych i filmowych plakatów czy ilustracji książkowych Tomasz Sikora był twórcą kampanii „Nie świruj, idź na wybory”. O kulisach kampanii, orędziu marszałka Grodzkiego, wyzwaniach „nowej ery” rozmawiał z Katarzyną Wyszomierską.
Prof. Dimitry Kochenov o praworządności. W panelu biorą udział sędzia Piotr Gąciarek oraz Maciej Taborowski z biura RPO.
Sędziowie Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu uznali, że nominacje nowej KRS powinny zostać poddane ocenie przez Sąd Najwyższy. W dniu ogłoszenia wyroku odbyły się w wielu miastach pikiety. Podczas manifestacji w Krakowie „Czekamy na KReS neoKRS” głos zabrał prof. dr hab. Fryderyk Zoll.
O zapaści w szpitalnictwie rozmawiamy z dyrektorem jednego z powiatowych szpitali na południu Polski.
Jak zapobiegać zdarzeniom bezczeszczącym ofiary hitleryzmu? Wiele osób oburzyło się aktem wandalizmu, ale kto realnie przeciwstawi się kolejnym? Chcą to zrobić członkowie jednego ze stowarzyszeń łódzkich.

Artykuły o zbliżonej tematyce