23 lipca 2019

Strona główna Aktualności Gra dziećmi czy o dzieci?

Gra dziećmi czy o dzieci?

0
Gra dziećmi czy o dzieci?
Urszula Dudziak, Małgorzata Ostrowska, zespół Big Cyc, Vienio, Organek i Kayah wystąpili w środę (17.04) w Warszawie przed Teatrem Studio na koncercie poparcia dla nauczycieli! Pomysłodawczyni koncertu, Maria Sadowska powiedziała przed imprezą „Chcemy przyciągnąć młodzież i pokazać im, jak ważna jest solidarność i zaangażowanie społeczne!” Fot. Paweł Arczewski

Na strajk nauczycieli narzekają pracodawcy, bo pracownicy częściej niż zwykle biorą urlopy, i rodzice, bo denerwują się przedłużającą się trudną sytuacją. Ale to przede wszystkim to dzieci tracą na protestach. Czy aby na pewno?

„Dzieci nie mogą być zakładnikami interesów dorosłych” – mówił ostatnio pisolubny Rzecznik Praw Dziecka, Mikołaj Pawlak. Poseł PiS Wiesław Janczyk wtórował mu – „Jestem zaskoczony terminem strajku, to będą kluczowe dni dla młodych ludzi, którzy nie wiedzą co ich czeka. W tej sytuacji zakładnikami zostają uczniowie”. Podobne stanowisko zajął Konstanty Radziwiłł z PiS, który ma dziecko w klasie maturalnej. Powiedział: „Te dzieciaki są przerażone. To nie chodzi, czy egzaminy się odbędą, ale przed maturą finisz jest ważny. Ta jest straszna sytuacja”. Prawicowa publicystka Ewa Polak-Pałkiewicz napisała „Nasze dzieci i ucząca się młodzież rzeczywiście traktowane są jak przedmiot. (…) A może w wyniku tego osobliwego strajku, którego prawdziwe cele są ukryte, i całej tworzonej wokół niego atmosfery nagonki na władze państwowe, przestaniemy wreszcie łudzić się, że mamy w Polsce stan pokoju, a nie stan wojny? Wojny z postkomuną, z ostatnimi jej przyczółkami.”

To tyle ci, którzy odjechali już dość dawno w swoich domysłach i pomysłach. Zajmijmy się rzeczywistością, a nie urojeniami.

Kto gra dziećmi?

Wielokrotnie pisaliśmy o bałaganie w szkołach spowodowanym przez deformę edukacji. W trakcie prac nad ustawą, w czasie jej procedowania, po jej wprowadzeniu wiele środowisk krytykowało zmiany, które nijak miały się do rzeczywistych problemów oświaty.

Fot. Paweł Arczewski

Przypomnijmy, że kilka miesięcy temu 200 tys. podpisów pod protestem w sprawie pomysłu min. Zalewskiej rządzący wyrzucili do kosza. Teraz chaos zrzucono na barki m.in. samorządowców i dyrektorów szkól, co było widać podczas egzaminów. Jaką będą miały jakość przeprowadzone przez przypadkowe osoby, nawet jeśli strażacy, siostry zakonne czy posłowie TYLKO sprawdzali, czy uczniowie nie ściągali? Czy nie będzie protestów, jeśli znacząco wyniki będą gorsze niż te z zeszłego roku (co jest bardzo prawdopodobne)?

Był taki stół…

Rozpoczęty 6 lutego 1989 r. Okrągły Stół miał zmienić w pewnym stopniu system oświatowy. Strajkujący wtedy robotnicy postrzegali edukację jako ważny obszar nacisku rządu na obywateli. Zmiany, które wypracowano, zaszły również w tym zakresie, że dawały nauczycielowi dowolność używania programu oraz narzędzi. By wychować myślącego człowieka, a nie robota potrzebna jest swoboda nauczyciela w doborze programu czy lektur. On wie jaki jest pozom rocznika, jego klasy czy grupy, co i komu przyniesie korzyść i jakim narzędziami opowiedzieć świat. Niestety obecna reforma ujednolica wszystko – to także kolejny przykład jak rządzący wyobrażają sobie społeczeństwo: prawda jest jedna i nie ma co dyskutować z przełożonymi.


Małgorzata Ostrowska Fot. Paweł Arczewski

Jedna z nauczycielek kilka dni temu w liście do GW napisała „Nie mogę pojąć, jak pani minister, polonistka, mogła zaakceptować w spisie lektur dla klasy ósmej „Nelę, małą podróżniczkę” – książkę, którą moja córka czytała w przedszkolu. Sejm przyklepał, w Senacie też się wszystko się zgadzało. Śmiem twierdzić, że niewielu z góry przeczytało projekt podstawy, choć miał być panujący na długie lata. Czy można tu mówić o dobru dziecka?” Takich „kwiatków: pedagodzy wyłapali wiele w zmianach zaproponowanych przez MEN kilka lat temu. Protestowali także w sprawie przeładowanego programu w siódmej i ósmej klasie. Uczeń musi teraz przerobić materiał z trzech lat gimnazjum. Nadmiar nauki, ogrom prac domowych i sprawdzianów, brak czasu na pozaszkolne aktywności – to obraz sytuacji w ostatnich klasach szkoły podstawowej.

A gdzie w tym wszystkim nowoczesne nauczanie? W „nowym” programie jest powrót do 19 wieku, gdy stawiało się na zakuwanie – we współczesnym świecie stawia się na poszukiwanie i analizę informacji, więc nasze dzieci już teraz stoją na przegranej w stosunku do ich rówieśników z Zachodu… No chyba, że stawiamy raczej na Wschód…

Czego może nauczyć strajk?

Nauczyciele podczas tego protestu domagają się totalnej zmiany całego systemu; im nie chodzi tylko o płace. Teraz im zarzuca się, że traktuje się uczniów jak żywe tarcze. Zwolennicy PiS szafują argumentem, że to dzieci są zakładnikami ZNP i nauczycieli. Przypomina mi się traumatyczna lekcja historii w podstawówce, gdy dowiedziałam się, że w 1109 w czasie najazdu króla Henryka V na Polskę podczas obrony Głogowa wykorzystano młodych chłopców. Niemcy potraktowali ich jako żywe tarcze. Przywiązanych do maszyn oblężniczych obrońcy nie oszczędzali, chociaż byli to ich krewni. W związku ze strajkiem musiałam sobie tę wiedzę odświeżyć i to też plus tego protestu.

Dzieci o tyle są zakładnikami, że to nieodpowiedzialny rząd wypełniając wyborcze obietnice potraktował je podmiotowo. Zakładnikami PiS są dzieci, które z powodu reformy MEN harują po 12 godzin, które muszą w 2 lata zrobić program trzyletni, które miały dostać darmowe i dobrze przygotowane nowe podręczniki a dostały buble i to w listopadzie. To są prawdziwe ofiary min. Zalewskiej.


Jerzy Skolimowski powiedział: „Nie mogło mnie tu nie być, bo jestem synem polonistki. Moja matka, jako młoda nauczycielka podczas okupacji hitlerowskiej współorganizowało konspiracyjne szkolnictwo w Warszawie. Wielu nauczycieli zapłaciło życiem. Powinniśmy mieć świadomość, jak wiele zawdzięczamy naszym nauczycielom i jak wiele szacunku i uznania im się od nas należy.” Fot. Paweł Arczewski

Lawirując między powinnością wobec uczniów i rodziców biorąc pod uwagę przyszłe pokolenia pedagodzy rozpoczęli bój o NASZE dzieci i ich dzieci. Dla nauczycieli najważniejsze są nasze dzieci, ale musieli wybrać taką formę protestu, bo tylko taka jest możliwa. I obecna lekcja wychowawcza oraz lekcja SOLIDARNOŚCI jest najlepszą i najważniejszą nauką jaką nasze dzieci otrzymają przez ten czas. Jako matka widzę dziecko, które codziennie lata do biblioteki uczyć się a dziś pobiegło do szkoły, bo „przecież, mamo, mamy za 2 tygodnie mamy festiwal międzyszkolny”. W mijających dniach córka i jej rówieśnicy dowiedzieli się (chociaż moim zdaniem, w szkole wcześniej ich tego nauczono), że trzeba za siebie i innych WZIĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. I jeszcze dowiadują się, że potrzebującym należy się WSPARCIE. Ale gdy nauczyciele poddadzą się, czego dowiedzą się o świecie, który tak im skomplikowano? Że butą i butem można zniszczyć wartości.

Godząc się na niedogodności i ewentualne straty naszych dzieci, w tym mojej licealistki, a także przyszłych pokoleń powinniśmy wspierać ludzi, którzy tylko w ten sposób mogą zaprotestować.

A swoją drogą premier Morawiecki mówił ostatnio o „potrzebie głębokiej naprawy systemu oświaty”. To udała się ta reforma czy nie? To kto ma rację – strajkujący?

Katarzyna Wyszomierska

Na scenie słowa poparcia wyrazili także ludzie kultury m.in. Wojciech Smarzowski czy Grzegorz Kasdepke. Zygmunt Miłoszewski powiedział: „Występuję tu jak ojciec dwójki dzieci. (…) Zależy mi by szkoła i nauczyciele mieli odwagę uczyć moje dzieci jak być fajnymi ludźmi, którzy nie będą upokarzani, spychani na margines”. Fotorelacja – Paweł Arczewski.