A dzieci rosną…

Unia Europejska, przystapienie, akcesja Rzeczypospolitej Polskiej
Fot. Marek Krupecki
polecamy

„Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?” na takie pytanie w referendum akcesyjnego, TAK powiedziało 77,45 proc. Głosowanie odbyło się 7 i 8 czerwca 2003 roku, a niecały rok później byliśmy już w UE. Dziś świętujemy wspólnych 15 lat.

Pod koniec kwietnia 2004 roku urodziło mi się drugie dziecko. Dla starszego narodziny młodszego i uwaga koncentrowana na nim to zawsze stres, więc postanowiliśmy, że 1 maja wybiorę się gdzieś ze starszym, zwłaszcza że pogoda była ładna.

Padło na Zamek Gniew, gdzie akurat odbywał się festyn z okazji „przyłączenia Unii Europejskiej do Republiki Gniewskiej”. Oto przybył na zamek przedstawiciel Unii Europejskiej i pytał, czy ta mogłaby dołączyć do sławnego rycerstwa gniewskiego, na co kontur oczywiście się zgadzał – choć nie bez wahania i warunków. Były próby rycerskie, strzelanie z armaty, było picie okowity, no, słowem, śmiechu co nie miara, choć wszyscy jakoś tam zdawali sobie sprawę z doniosłości chwili.

Ale wtedy jeszcze nie czuliśmy, co to znaczy Unia Europejska. Zmiany były stopniowe. Nagle dokończono budowę ulic Armii Krajowej i Słowackiego. Woda w wodociągach zaczęła smakować jak trzeba. Pojawiły się nowe atrakcje, odnowiono stare. Któregoś dnia trasa z Gdańska do Katowic zajęła mi pięć godzin zamiast, jak wcześniej, siedem i pół.

Latem ubiegłego roku musiałem pilnie wyskoczyć do Szwecji. Podczas lotu na trasie Gdańsk-Kopenhaga-Sztokholm i z powrotem, nikt nie zapytał mnie nawet o paszport czy inny dokument. Wystarczyła elektroniczna karta pokładowa w komórce. Z hotelu w Sztokholmie rozmawiałem z siostrą, która akurat była w Lizbonie, a potem z synem, który siedział akurat w Niemczech – w sumie 40 minut, nie płacąc za to nic. Zamówiłem dom w Chorwacji i zapłaciłem przelewem SEPA za 5 zł.

I nagle wzięła mnie refleksja: tego wszystkiego nie byłoby, gdyby nie Unia Europejska. Nie byłoby ścieżek rowerowych w miastach, remontu gdańskiej Wyspy Spichrzów (która była zakałą miasta przez 40 lat), autostrady A1, szybkiego internetu, basenu, na który chodzimy zimą. Moje dzieci nie jeździłyby na wymiany szkolne ani na stypendia. Bez stabilności prawa i instytucji nie byłoby w Polsce firm, w których pracowałem.

Na każdym kroku stykam się z pozytywnymi skutkami działań Unii Europejskiej. Na każdym kroku. Znam i rozumiem wady Unii, ale to nie czas i miejsce, aby je wymieniać. Trzeba je naprawiać.

Nie pozwolę tego pogrzebać populistom. Nie pozwolę wyprowadzić Polski z Unii jak chcą tego (nie bądźmy naiwni!) wiodące siły polityczne w Polsce.

Jakub Chabik

Polub nas na Facebooku